Izabela Soja: nie utrudniłyśmy przyjęcia naszym rywalkom

Izabela SojaSobotnie spotkanie z Jokerem Świecie zakończyło się porażką beniaminka tegorocznych rozgrywek. Podopieczne Jarosława Bodysa po długim i trudnym spotkaniu zmuszone były uznać wyższość rywalek. O mocnych stronach zespołu, a także atmosferze panującej w drużynie opowiada rozgrywająca KS Jastrzębie Borynia PLKS Pszczyna – Izabela Soja.

Marzena Janik: Mecz przeciwko Jokerowi Świecie zakończyło się Waszą porażką. Co zatem możesz powiedzieć o tym spotkaniu?

Izabela Soja: Mecz z naszej strony był bardzo nie równy. Pierwszego seta wygrałyśmy, drugi był przegrany i tak na zmianę. To była taka kobieca huśtawka. Na pewno nie chciałyśmy ponieść porażki w tym spotkaniu, ale wyszło jak wyszło i musiałyśmy uznać wyższość naszych rywalek.

Zespół ze Świecia przyjechał po punkty, które udało im się zdobyć w tym meczu. Który z elementów był więc ich największym atutem?

Myślę, że ich mocną stroną był atak. Również zagrywka w pewnych momentach mogła zostać uznana za element, który sprawia nam spore kłopoty. Grę skutecznie utrudniały nam atakujące z przeciwnej drużyny. Mam tutaj na myśli Patrycję Flakus, która zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Ta zawodniczka sprawiła nam wiele kłopotów, często atakowała nad blokiem, z czym my nie potrafiłyśmy sobie poradzić. Jak widać, w co drugim secie udało nam się zagrać dobrze, co drugi set był kiepski. Nie da się również ukryć, że bardzo dobrze blokowały.

Jak już wspomniałaś, wasza gra w poszczególnych setach wyglądała dosyć dobrze, co pozwoliło zakończyć seta wygraną. Jakie pozytywy można więc zauważyć w waszej grze mimo tej porażki?

Ten mecz w naszym wykonaniu był tak kiepski, że ciężko tutaj mówić o pozytywnych aspektach. Spotkanie było w kratkę, raz miałyśmy niezłe przyjęcie, innym razem nie było go w ogóle. W jednym secie dobrze radziłyśmy sobie w ataku, a parę minut później były po naszej stronie przestoje. Jak już wspomniałam wcześniej, ten mecz był taką huśtawką, bo raz grałyśmy dobrze, raz źle. Jeśli chodzi o nasze mocne atuty, jest nim przyjęcie i zagrywka we własnej hali, co pokazałyśmy w meczach z Sulechowem i Warszawą. Dzisiaj tego trochę zabrakło. Nie utrudniłyśmy przyjęcia naszym rywalkom, co trochę się na nas zemściło. Przeciwniczki dobrze przyjmowały, dzięki czemu mogły kończyć ataki, z czym my nie dawałyśmy sobie rady.

Przed nadchodzącym sezonem dołączyłaś do zespołu. Co motywowało twoją decyzję, aby podpisać kontrakt z tym klubem?

Myślę, że motywacją była dobra drużyna i trener. Również miejscowość miała duże znaczenie. Jastrzębie przyciągnęło mnie, ponieważ pochodzę ze Śląska. Nie chciałam żadnych przenosin. Z trenerem natomiast miałam kontakt już wcześniej, na uczelni i to zachęciło mnie, żeby tutaj przyjść.

 Jaka atmosfera panuje w zespole?

Atmosfera jest jak najbardziej w porządku. Przez te trzy miesiące już się z dziewczynami poznałyśmy i nie ma między nami żadnych zgrzytów. Wszystko jest dobrze, lubimy się i wygląda to tak, jak powinno wyglądać.

Co możesz powiedzieć o współpracy z trenerem Jarosławem Bodysem?

Współpraca układa się jak najbardziej pomyślnie. Trener traktuje nas wszystkie tak samo. Podobnie, jak my ma również gorsze momenty, ale nasza współpraca jest na wysokim poziomie.

Na zakończenie: Jastrzębie do tej pory słynęło z męskiej siatkówki, która jest tutaj już od wielu lat. Jednak na waszych meczach również pojawia się spora ilość kibiców. Jak możesz ocenić ich doping?

Nie ma porównania, co do męskiej siatkówki i ilości kibiców, która pojawia się na spotkaniach, ale pojawia się liczne grono kibiców. Jest również doping, bo czasem zdarza się, że pomimo pełnej hali tego dopingu brakuje. Nasze mecze ogląda również cały zarząd oraz prezydent miasta, pan Marian Janecki. Wszyscy nas mile dopingują, co jest bardzo fajne i mam nadzieję, że wciąż będą nam kibicować.

*Po spotkaniu z Jokerem Świecie z Izabelą Soją rozmawiała Marzena Janik.

Autor: Marzena Janik

Źródło: informacja własna

Dodaj komentarz