Michał Kamiński: Cieszymy się z tego co mamy

17_-Michal_KaminskiMichał Kamiński, atakujący MKS-u Będzin, w pierwszym spotkaniu ligowym zagrał jako zmiennik Mateusza Piotrowskiego. Jego pojawienie się na boisku ustabilizowało grę w ataku i znacznie podniosło jego skuteczność, pozwalając Będzinianom na urwanie Jastrzębskiemu Węglowi punktu w tabeli. Zapraszamy do lektury pomeczowego wywiadu!

Aleksandra Złotowska: Przed tym spotkaniem nie byliście stawiani jako faworyci do zwycięstwa, chociaż obydwa zespoły przeszły podobne, znaczące zmiany przed tym sezonem – nowi trenerzy, nowi zawodnicy, utrata sponsorów. Mimo wszystko – Jastrzębski Węgiel był stawiany na tej lepszej pozycji. Z jakim nastawieniem podchodziliście do tego spotkania?

Michał Kamiński: Jak podchodziliśmy do tego spotkania? Na pewno z wolą walki, chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony, zaprezentować dobre widowisko publiczności, naszym fanom. Cieszę się, że zdobyliśmy ten jeden punkt, który myślę, że pozwala nam na to, żeby mieć głowę podniesioną do góry i sprawia, że mamy teraz na twarzach uśmiechy.

Można powiedzieć, że wróciliście w tym meczu z dalekiej podróży. Przegraliście dosyć gładko dwa sety, a w trzecim pomimo znacznej przewagi przeciwników podnieśliście się i przedłużyliście losy tego spotkania.

Tak, na szczęście, w siatkówce walka trwa do trzech wygranych setów. Zresztą niejednokrotnie zdarzało się tak, że zespół przegrywający już 2:0, był w stanie wygrać spotkanie 3:2. U nas mało brakowało. Został na pewno taki niesmak, ale cieszymy się z tego co mamy. Głowy do góry, przed nami kolejny trudny mecz, spróbujemy znowu szczęścia.

Jesteście zadowoleni z jednego punktu? Mieliście w końcu szansę na wygranie pojedynku, w tie-break’u nie wykorzystaliście piłki meczowej…

Na pewno niesmak pozostał, bo nie oszukujmy się, bardzo mało brakowało. Zabrakło tak naprawdę jednego małego punkciku w pewnym momencie. Aczkolwiek jak się okazuje – ten mały punkcik, wcale nie był aż taki malutki, bo trzeba było go najpierw zdobyć, a tego nie zrobiliśmy.

W dzisiejszym pojedynku dał Pan świetną zmianę, ustabilizował nieco grę zespołu. Myśli Pan, że może teraz trener Wasilkowski będzie częściej na Pana stawiał?

Nie wiem, nie mam pojęcia, co zadecyduje trener. Zapewne wchodząc na boisko dostaję od trenera szansę i zawsze próbuję ją wykorzystać jak najlepiej potrafię. Decyzja będzie należeć do trenera.

Następny mecz rozegracie na wyjeździe z PGE Skrą Bełchatów. Tutaj chyba nie trzeba nic mówić, to zdecydowany faworyt zbliżającego się pojedynku. Z jakim podejściem mentalnym pojedziecie do Bełchatowa?

Walczyć, walczyć i walczyć. Niejednokrotnie zdarzały się takie mecze, kiedy był taki murowany faworyt, jakim jest Skra w tym przypadku, no i jednak pojawiały się problemy. Zespół teoretycznie słabszy robił spore zamieszanie i wcale nie było to takie widoczne na boisku, jak właśnie w mediach, że faworyt jest murowany.

Tak, dokładnie. W końcu w zeszłym sezonie, Pana obecny zespół, MKS Będzin przegrał przed własną publicznością z Bełchatowem, jednak na ich „podwórku” sprawił sporą niespodziankę wygrywając spotkanie 3:1.

Tak, chłopaki wtedy wygrali, ja niestety jeszcze w tym zespole, w zeszłym roku nie grałem, ale to bardzo dobry przykład. Wielokrotnie zdarzają się takie ligowe niespodzianki.

Życzę powodzenia w następnym spotkaniu i dziękuję za poświęcony czas!

*Z Michałem Kamińskim rozmawiała Aleksandra Złotowska

Autor: Aleksandra Złotowska Fot. mksbedzin.pl

Dodaj komentarz