Dla siatkarzy Jastrzębskiego Węgla już po raz piąty mecz rozstrzygnął się w tie-brak’u. Jednak tym razem lepsi okazali się siatkarze z Gdańska. O niedzielnej rywalizacji, a także atmosferze w zespole opowiedział przyjmujący śląskiej drużyny – Konrad Formela.
Marzena Janik: Po raz kolejny zagraliście w meczu, którego losy rozstrzygnął tie-break, ale mimo porażki zespół się nie poddał i walczył do samego końca!
Konrad Formela: Można powiedzieć, że przegraliśmy na własne życzenie, bo w zasięgu naszych rąk były trzy punkty. Nie wiem, czy to gdańszczanie od trzeciego seta postawili trudniejsze warunki gry, czy też nasza gra uległa zmianie. Ten mecz był podobny do spotkania z Będzinem, w którym również prowadziliśmy 2:0, a po drugim secie nasza gra bardzo się zmieniła.
Początek spotkania w waszym wykonaniu był bardzo dobry, z kolei w dalszej części czegoś brakowało i od trzeciego seta musieliście gonić wynik…
Trzeba się zastanowić, czy tak się stało poprzez brak koncentracji, czy nie wytrzymaliśmy siłowo. Pierwsze dwa sety bardzo ładnie nam się układały, ale po twarzach chłopaków było widać, że są one bardzo intensywne i być może tutaj tkwi przyczyna tego, że mecz potoczył się inaczej.
W trzecim i czwartym secie Lotos szybko wypracował sobie duże prowadzenie, które na jednej z przerw technicznych wynosiło siedem punktów, dlatego ich gra wyglądała zupełnie inaczej, niż na początku…
Gdańszczanie zaczęli psuć mniej zagrywek i zaryzykowali. Serwis zaczął im wychodzić i spowodowali u nas trochę szkód już na początku seta. Tym sposobem wypracowywali przewagę już na początku, a następnie utrzymywali ją do końca. Ciężko było nam zniwelować ich przewagę, dzięki czemu wygrywali.
Podczas tego meczu pojawiłeś się na boisku, dając tym samym dobrą zmianę na pozycji.
Przede wszystkim cieszę się, że trener daje mi taką możliwość niemal w każdym meczu. Czy to na kilka piłek, czy tak jak dzisiaj na cały set pozwala mi się pokazać i ograć. Dzięki temu zapoznaję się z atmosferą, kibicami i otoczeniem. Mogę poczuć to samo, co moi koledzy grający regularnie. Jeżeli tylko się da, staram się im pomagać.
Z kolei jeśli chodzi o błędy ponownie pojawiło się sporo zepsutych zagrywek, ale również dotknięć siatki.
Błędów dotknięcia siatki było całkiem sporo, bo każdy przyzwyczaił się już, że można się ratować. Jest jednak lepiej, niż w pierwszych meczach ligowych, bo takie pomyłki przydarzają się coraz rzadziej. Co do zagrywek, zespół Lotosu podjął ryzyko i zaczął mocniej serwować. Początkowo im to nie wychodziło, a im dalej w las tym zaczęli popełniać mniej błędów.
Przed sezonem w składzie drużyny nastąpiły duże zmiany, zatem kibice obawiali się, że zespół będzie przegrywał w trzech setach. Wy jednak pokazujecie, że nawet taka drużyna, w której nie ma gwiazd, może się liczyć w Plus Lidze!
Myślę, że to przede wszystkim charaktery, jakie dobrały się w tej drużynie. Mamy świetną atmosferę i trzymamy się wszyscy razem. Jesteśmy wręcz dobrymi przyjaciółmi i kolegami. Wspieramy się zarówno na boisku, jak i poza nim, dając z siebie maksimum. Dlatego właśnie widać efekty.
Warto tutaj wspomnieć, że zespół został zbudowany w taki sposób, że jest zarówno dobra pierwsza szóstka, jak i ławka rezerwowych, a zawodnicy na poszczególnych pozycjach świetnie się uzupełniają.
Nic, tylko pogratulować zarządowi, że udało się skompilować taki skład (śmiech).
Już w najbliższą środę zmierzycie się z kolejnym zespołem z czołowej czwórki. Czy jest coś, co musi ulec poprawie, aby wywieźć punkty z Bełchatowa?
Musimy grać przede wszystkim swoją siatkówkę. Nie możemy popełniać błędów, a nasza gra powinna wyglądać tak samo, jak podczas treningów. Musimy również do końca utrzymać koncentrację i liczyć na to, że wszystko potoczy się po naszej myśli.
* Z Konradem Formelą rozmawiała Marzena Janik.
Autor: Marzena Janik
Źródło: informacja własna