– Ten mecz nie ułożył się po naszej myśli. Szczególnie szkoda nam tych pierwszych dwóch setów – mówił po meczu libero bydgoskiej ekipy, Tomasz Bonisławski. Zachęcamy do lektury całego wywiadu.
Marzena Janik: Mecz w Jastrzębiu nie był udany dla Łuczniczki, zatem zespół będzie miał nad czym myśleć po powrocie do Bydgoszczy.
Tomasz Bonisławski: Ten mecz nie ułożył się po naszej myśli. Szczególnie szkoda nam tych pierwszych dwóch setów, ale nic na to nie poradzimy. Musimy dalej walczyć i wziąć się do roboty.
Pierwsza i druga partia były bardzo wyrównane, ale w trzeciej to jastrzębianie narzucili swój rytm gry, a ich przewaga w pewnym momencie wynosiła nawet 10 punktów!
Na początku tego seta mieliśmy problem ze skończeniem ataków, co uskrzydliło jastrzębian i lepiej im się grało. No cóż, nie pokazaliśmy niczego ciekawego w naszej grze. Być może te przegrane wcześniej sety podcięły nam skrzydła, ale bardzo ciężko ocenia się mecz na gorąco.
Podczas meczu jastrzębianie byli zespołem lepszym przede wszystkim w bloku, przez który bardzo ciężko było wam się przebić.
Zdecydowanie tak. Po obejrzeniu statystyk myślę, że gospodarze byli lepsi w kontrataku, my natomiast radziliśmy sobie w tym elemencie bardzo słabo. Uważam, że to była główna przyczyna przegranej w tych setach, które powinniśmy wygrać.
Mimo porażki nie można wam odmówić chęci gry. Poza tym kilkakrotnie udało wam się postraszyć rywala dobrą zagrywką.
To prawda. Ale co z tego, że walczymy, jak znowu wyjeżdżamy bez punktów. Nie o to nam chodziło i nie tak chcieliśmy wrócić do Bydgoszczy. Niestety będzie nam smutno w podróży.
A jak wygląda porażka od strony psychicznej? Czy ten mecz mocno wpłynął na zespół?
Jak się wygrywa to wszystko jest fajnie i wszyscy są zadowoleni. Jak to się mówi, podczas treningów siedzi się na piłkach. U nas to wygląda różnie. Na osiem rozegranych spotkań wygraliśmy dopiero dwa mecze. Na pewno nie jesteśmy podbudowani tym, że przegraliśmy 0:3, ale zapominamy o tym meczu i walczymy dalej. Mamy doświadczonych zawodników, przemieszanych trochę z młodzieżą. Zapominamy o tym meczu, ale się nie poddajemy, bo w lidze wszystko może się jeszcze wydarzyć. Droga stoi otworem do tego, żeby jak najlepiej wypaść na koniec sezonu.
Przed sezonem do drużyny dołączyło kilku doświadczonych zawodników, którzy powinni poprowadzić drużynę do wygranych. Jednak ciągłe kontuzje powodują, że wygranie meczu jest bardzo trudne…
Ciężko mi powiedzieć, czego brakuje w naszej grze. Robimy, co możemy bo nie grają nazwiska. Każdy daje z siebie wszystko na treningach. Teraz wypadł nam Michał Żurek, który przeszedł operację, dlatego ja aktualnie jestem w pierwszym składzie. Robię wszystko, żeby jakoś godnie go zastąpić. Poza tym wrócił Kuba Jarosz, który także potrzebuje czasu na powrót do gry. Na pewno to nie ułatwia nam życia, ale ciężko mi powiedzieć, co jest takim brakującym elementem. Na treningach to wszystko nie wygląda źle, nawet podczas meczów nie wypadamy najgorzej, ale końcówki nam uciekają.
Do kolejnego meczu pozostało bardzo niewiele czasu, więc zespół musi się mocno zmobilizować, żeby jak najlepiej zagrać.
Musimy jak najszybciej zapomnieć o meczu w Jastrzębiu. Liga pędzi dalej, więc w ogóle nie ma czasu rozmyślać o tym, co było. Następny mecz gramy u siebie i, tak jak w każdym spotkaniu, chcemy wyjść, żeby wygrywać. Póki co wychodzi nam to bardzo różnie, ale mamy nadzieję, że uda nam się coś zmienić. Będziemy robić wszystko, żeby dopisywać punkty do tabeli.
AZS Częstochowa to zespół, który także jest w dolnej części tabeli, więc jest również w waszym zasięgu.
Zawsze jest ciężko i nie ma dla nas znaczenia, czy to jest zespół z Częstochowy czy z Bełchatowa. My postaramy się zrobić wszystko, żeby przełamać złą passę i wygrać przed własną publicznością.
* Z Tomaszem Bonisławskim rozmawiała Marzena Janik
Autor: Marzena Janik
Źródło: informacja własna