Środowe spotkanie w Bielsku – Białej okazało się bardzo zacięte, a ponadto przyniosło sporą ilość emocji. O samym spotkaniu, jak również o nastrojach w zespole opowiedział środkowy bielskiej ekipy – Mateusz Sacharewicz.
Marzena Janik: Zespół z Bielska – Białej był bardzo bliski rozstrzygnięcia meczu w trzech setach, ale jastrzębianie po raz kolejny pokazali charakter i nie ułatwili wam zadania.
Mateusz Sacharewicz: Mecz na początku był zbyt łatwy. Niestety wynik nam gdzieś uciekł i powtórzyła się sytuacja z Jastrzębia. Dla nas nie ma znaczenia czy wygraliśmy 3:2, czy mecz zakończyłby się innym wynikiem. W końcu wygraliśmy mecz, więc mam nadzieję, że teraz to wszystko ruszy.
Spotkanie przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi było dla was tym bardziej ważne, że udało się przerwać czarną serię, która towarzyszyła drużynie od początku tego roku.
Od początku roku graliśmy dobrze, ale ciągle czegoś brakowało. Zarówno z Rzeszowem, jak i w Częstochowie rozegraliśmy dobre spotkania, ciągle były jednak jakieś braki w naszej grze. Teraz już nie ważne w jakim stylu odnieśliśmy zwycięstwo, ważne, że w końcu udało się wygrać.
Mecz z Jastrzębskim Węglem okazał się bardzo zacięty i mógł podobać się kibicom, bo cztery z pięciu setów zostały rozstrzygnięte w grze na przewagi!
To prawda. W pierwszym meczu też było pięć setów, z tą różnicą, że jastrzębianie są dużo wyżej w tabeli. Z nami zawsze gra im się ciężko i na pewno stworzyliśmy fajne widowisko dla kibiców. Niestety gra do późnych godzin wieczornych nie była dla nas dobra, bo już w najbliższy piątek czeka nas mecz w Bydgoszczy, a co za tym idzie długa podróż. Nie mamy zatem wiele czasu na regenerację, ale takie jest życie siatkarza, więc musimy się z tym pogodzić.
Jak Pan wspomniał wcześniej Jastrzębskiemu Węglowi trudno gra się z BBTS-em, szczególnie na tej hali. W tym sezonie zespoły dwukrotnie podzieliły się punktami, ale warto wspomnieć, że w poprzednich latach obydwie drużyny także toczyły ze sobą zacięte pojedynki…
Obecny sezon jest moim pierwszym w Bielsku – Białej, więc nie do końca orientuję się, jakie wyniki padały w poprzednich latach. Jestem jednak zadowolony z wygranej. Wynik jest w tej chwili sprawą drugorzędną. Dla nas liczy się tylko to, że odnieśliśmy czwarte zwycięstwo. Jedziemy do Bydgoszczy, może nie po zwycięstwo, ale pełni optymizmu i z większymi moralami niż przed meczem z Jastrzębiem.
Jeśli chodzi o grę BBTS dobrze radził sobie przede wszystkim w bloku, ale również pozostałe elementy w waszym wykonaniu sprawiły rywalom kłopoty.
Nie ma co ukrywać, że musimy odważnie grać w polu serwisowym. Jeśli zespoły takie, jak Jastrzębie, mające w swoim składzie wirtuoza pokroju Michała Masnego, dobrze przyjmują, to rywalom trudno jest cokolwiek zablokować, czy posłać w ich stronę mocną zagrywkę. Możemy być więc zadowoleni ze swojej postawy.
Tie – break to już z kolei loteria i wygrywa drużyna, która ma większą determinację. Jednak jastrzębianie nie odpuszczali do końca, a piłkę meczową przyniósł wam błąd, który przydarzył się w ataku Michałowi Masnemu.
Ten błąd miał ogromny wpływ na przebieg końcówki, chociaż z drugiej strony nie wiemy, jak potoczyła by się rywalizacja, gdyby tę piłkę skończył. Zapewne było by 12:13 i to my bylibyśmy w ofensywie. Michał Masny to bardzo doświadczony zawodnik. Sam się śmieje, że taki błąd po raz ostatni przytrafił mu się 20 lat temu. My natomiast bardzo potrzebowaliśmy tej wygranej i wszystko inne w tym momencie jest dla nas nieistotne.
Na zakończenie zapytam, w jakich nastrojach zespół uda się do Bydgoszczy?
Na pewno jesteśmy pełni optymizmu i wiary w zwycięstwo. Być może wystarczy tego czasu żeby się zregenerować i zagrać dobre spotkanie. Bydgoszczanie grają w kratkę. Mają ogromny potencjał, ale jeszcze tego nie prezentują, więc jedziemy pokazać to, co mamy najlepsze. A jaki będzie wynik, okaże się po meczu.
Z Mateuszem Sacharewiczem rozmawiała Marzena Janik
Autor: Marzena Janik
Źródło: informacja własna