Marcin Bachmatiuk: Nie jesteśmy chłopcami do bicia

DSCN4637Jastrzębski Węgiel jest drużyną, która po fazie zasadniczej zajęła siódmą pozycję. Zawodnicy pokazali jednak, że są drużyną, której rywale nie powinni lekceważyć. O poniedziałkowym spotkaniu z Effectorem i całym sezonie na łamach naszego portalu opowiedział środkowy śląskiej ekipy – Marcin Bachmatiuk.

Marzena Janik: Mecz z Effectorem Kielce był dla zespołu już czwartą porażką z rzędu, chociaż była szansa na wygraną. Co zdecydowało więc o takim wyniku?

Marcin Bachmatiuk: Niestety coś się z nami dzieje. Po meczu w Lubinie drużyna się „zacięła”, więc ciężko jest nam wrócić do właściwego rytmu i dobrze grać. Gra zespołu przez cały mecz bardzo falowała. W pierwszym secie nie udało nam się dobrze zacząć. Z kolei w drugiej partii zagraliśmy koncertowo – dlatego wygraliśmy. Dalsza część meczu też wyglądała różnie. Udało nam się doprowadzić do tie – break’a, który niestety przegraliśmy. Być może z chłopakami myślimy już o wakacjach.

Jeśli chodzi o całą poniedziałkową rywalizację, można było zauważyć, że pierwsze dwie partie zostały rozegrane punkt za punkt, a w kolejnych każda z drużyn budowała już większe prowadzenie, z którym rywale mieli kłopoty…

Tak, gra w pierwszych dwóch setach toczyła się do samego końca. My natomiast popełniliśmy zbyt dużo błędów w końcówkach, co przełożyło się na wynik.

Mimo kolejnej porażki drużynie nie można odmówić chęci do gry i woli walki, co zawodnicy udowodnili już w poprzednich spotkaniach.

Nasza drużyna to Michal Masny na rozegraniu. Dochodzi do niego młody Maciej Muzaj, który ciągnie grę w ataku. Jest to połączenie doświadczenia z młodością i w związku z tym nie wszystkie mecze nam wychodzą. 

W Jastrzębiu sporo się mówi o zmianach, jakie zostały dokonane w składzie. Mimo to zespół kilkakrotnie pokazał, że jest trudnym rywalem, którego nie można zlekceważyć.

Ja dołączyłem do drużyny na początku stycznia. Przyszedłem do drużyny z I – ligowego Hutnika Kraków, który niestety się rozpadł. Cieszę się, że trafiłem do takiej drużyny, jak Jastrzębski Węgiel. Każdy wie, że to klub, który ma renomę i jest znany na boiskach Plus Ligi. Być może budżet nie jest w tym sezonie zbyt duży, ale zespół pokazuje, że nie jesteśmy chłopcami do bicia walczymy tak, jak wszyscy potrafimy. To, że mniej gram nie oznacza, że nie pracuję na treningach. Trener docenia moją pracę i wpuszcza mnie na zagrywkę, czy do pomocy w bloku, z czego ja bardzo się cieszę. 

Poniedziałkowy mecz z Effectorem był już kolejnym, który rozstrzygnął się dopiero w piątym secie. Nic więc dziwnego, że zostaliście nazwani mistrzami tie – breaków!

Jesteśmy taką wybuchową jednostką, która walczy do samego końca. Na boisku pokazujemy charakter, co najczęściej jest widoczne właśnie w tie-break’ach.

Odbiegając o tematu gry  zapytam o atmosferę, jaka panuje w drużynie. Jak wygląda to zarówno podczas meczów, jak i poza boiskiem?

Na atmosferę w zespole nie mogę narzekać. Jest to mój pierwszy klub w Plus Lidze. Nigdy w życiu z czymś takim się nie spotkałem, dlatego uważam, że atmosfera tutaj jest na szóstkę (uśmiech).

Na zakończenie zapytam jeszcze o doping kibiców, którzy przychodzą na mecze mimo, że drużyna nie walczy w tym sezonie o medale, a uplasowała się na siódmej pozycji w tabeli.

Na tym meczu pojawiło się mniej ludzi, ale musimy zrozumieć, że poniedziałek jest dniem roboczym, a poza tym trzeba również odpocząć. Niemniej jednak dziękujemy kibicom za każde przybycie na nasz mecz.

* Z Marcinem Bachmatiukiem rozmawiała Marzena Janik.

Autor: Marzena Janik

Źródło: informacja własna

Dodaj komentarz