Skra lepsza w pierwszym meczu o brąz

PGE Skra BełchatówW Bełchatowie zanosiło się na czwartą partię, gdyż LOTOS Trefl Gdańsk prowadził w końcówce już czterema punktami. Gdańszczanie nie wykorzystali jednak swoich szans na przedłużenie spotkania, i w stosunku 3:0 dzisiejsze spotkanie wygrali gospodarze. Kluczem do zwycięstwa okazała się agresywna zagrywka i punktowe bloki. W konsekwencji podopieczni  Philippe Blaina zrobili pierwszy krok w stronę brązowego medalu Mistrzostw Polski.

Spotkanie otworzył Mariusz Wlazły udanym atakiem z prawego skrzydła (1:0). Jednak atakujący posłał swój pierwszy serwis daleko w aut (1:1).  W siatkę wpadł opadający z bloku Srećko Lisinac, a po ataku Mateusza Miki na prowadzenie wysunęli się goście (1:3). Bardzo długą wymianę skończył Murphy Troy, ale w następnej akcji dobrym atakiem popisał się Nicolas Marechal (3:4). Gdy w polu serwisowym po stronie gospodarzy stanął Nicolas Uriarte, bardzo szybko na tablicy wyników pojawił się remis (5:5).  Od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt i tak aż do pierwszej przerwy technicznej (7:8). Po krótkim odpoczynku ze środka kolejny udany atak zanotował  Srećko Lisinac, który już chwilę później ustawił skuteczny blok. Atomową zagrywkę włączył atakujący Mariusz Wlazły i gospodarze bardzo szybko doprowadzili do remisu. Gdy wynik przechylił się na korzyść PGE Skry Bełchatów, o pierwszy czas na żądanie poprosił szkoleniowiec Andrea Anastasi (11:8). Przerwa pozytywnie wpłynęła na siatkarzy z Gdańska, którzy dzięki prostym błędom rywali zmniejszyli swoje straty o połowę (12:10). Dzięki mocnemu serwisowi  Nicolasa Marechala, Bełchatowianie wypracowali pięco punktową przewagę jeszcze przed zejściem na drugą regulaminową pauzę (15:10). Po niej na lewym skrzydle Facundo Conte obił ręce Wojciecha Grzyba, a chwilę później sprytną kiwką popisał się Mateusz Mika. Dzięki punktowemu serwisowi  Marco Falaschiego, strata gości w stosunku do rywali zmniejszyła się do trzech punktów. O pierwszy czas poprosił więc pierwszy szkoleniowiec Philippe Blain (18:15). Od tego momentu gra ponownie toczyła się punkt za punkt, ale zazwyczaj o te trzy cztery oczka lepsi byli gospodarze (20:17). Włoski szkoleniowiec w końcówce zaczął rotować składem i w rezultacie kilku zmian gościom udało się zdobyć kontaktowy punkt (22:21). Bardzo długą wymianę pełną w efektowne obrony błędem zakończył Srećko Lisinac. Jednak środkowy bełchatowskiej ekipy już w kolejnej akcji zdołał odrobić stracony prosto błąd (23:22). Od tego momentu zawodnicy po obu stronach siatki popełniali błędy w zagrywce. Dzięki atomowemu atakowi Mateusza Miki z lewego skrzydła i  ta premierowa odsłona zakończyła się dopiero grą na przewagi, ostatecznie na korzyść gospodarzy (26:24).

Drugi set nie rozpoczął się zbyt dobrze dla gości, bo mieli oni spore problemy w przyjęciu. Jednak w ataku ze środka pomylił się także Karol Kłos (1:1). Sytuacja zaczęła się zmieniać przy stanie (2:2). Wówczas w polu serwisowym pojawił się Mariusz Wlazły i gospodarze bardzo szybko wyszli na trzy punktowe prowadzenie, które utrzymywali aż do pierwszej przerwy technicznej (7:4). Po krótkim odpoczynku podopieczni Philippe Blaina z każdą kolejną akcją zaczęli powiększać swój punktowy dorobek. A wszystko przez to, że rywale nie potrafili skończyć idealnych sytuacji na siatce. Gdańszczanom nie pomogły rotacje w składzie, ani też przerwy na żądanie które bardzo szybko musiał wykorzystać Andrea Anastasi (11:6). Bardzo długą wymianę pełną w efektowne obrony Konrada Piechockiego i Piotra Gacka na swoją korzyść zakończyli siatkarze z Gdańska. Jednak błędy własne gości sprawiły, że przewaga Skry Bełchatów na drugiej przerwie technicznej wzrosła do sześciu punktów (16:10). Po niej drużyna z Gdańska próbowali odrabiać straty, ale zgubiły ich proste błędy własne. Bełchatowianie już do końca drugiej partii kontrolowali przebieg gry, wygrywając bardzo zdecydowanie (25: 15).

Trzecią odsłonę spotkania Sebastian Schwarz rozpoczął od zepsutej zagrywki (1:1). Także rywale nie nie pozostali im dłużni i także zaczęli popełniać błędy serwisowe. W konsekwencji czego gra przez dłuższy fragment wahała się w okolicach remisu. Sytuacja zaczęła się zmieniać przy stanie (3:3), gdy w polu serwisowym po stronie gości stanął Marco Falaschi. Wówczas Gdańszczanie zdołali odskoczyć na dwa punkty (6:4). Przyjezdni utrzymywali przewagę aż do pierwszej przerwy technicznej (8:5). Po niej gra przez dłuższy fragment toczyła się punkt za punkt, ale o te dwa trzy oczka lepsi byli zazwyczaj siatkarze z Trójmiasta (8:10). Kontaktowe oczko dał gospodarzom Mariusz Wlazły, ale ten sam atakujący w kolejnej akcji oddał piłkę za darmo rywalom (9:12). Kilka chwil później byliśmy świadkami następnej długiej wymiany, pełnej w efektowne obrony. Ostatecznie ta akcja zakończyła się na korzyść aktualnych Wicemistrzów Polski (11:14). Po kolejnym atomowym ataku Murph’ego Troya obie ekipy zeszły z boiska na drugą przerwę techniczną (12:16). Po niej z akcji akcję gdańska drużyna zaczęła powiększać swój punktowy dorobek. Dlatego o przerwę dla swoich podopiecznych poprosił szkoleniowiec Philippe Blain. Po powrocie na boisko gospodarze popisali się punktowym blokiem, ale po drugiej stronie siatki ze środka odpowiedział Wojciech Grzyb (15:19). Trzy oczka z rzędu zdołali zdobyć miejscowi siatkarze, a wszystko dzięki atomowym serwisom Mariusza Wlazłego (18:19). Dzięki wspomnianemu atakującemu, PGE Skra Bechatów zdołała doprowadzić do wyrównania (19:19). Dzięki punktowym blokom gospodarze wysunęli się na prowadzenie, którego nie oddali już do końca, wygrywając (25:21), a całe spotkanie 3:0.

PGE Skra Bełchatów – LOTOS Trefl Gdańsk 3:0

 (26:24, 25:15, 25:21)

 MVP: Nicolas Uriarte

 PGE Skra Bełchatów: Srećko Lisinac, Mariusz Wlazły, Karol Kłos, Facundo Conte, Nicolas Uriarte, Nicolas Marechal, Kacper Piechocki (libero) oraz Michał Winiarski

LOTOS Trefl Gdańsk: Wojciech Grzyb, Marco Falaschi, Sebastian Schwarz, Bartosz Gawryszewski, Murphy Troy, Mateusz Mika oraz Piotr Gacek (libero)

Autor: Agnieszka Samojedna

Źródło: informacja własna

Dodaj komentarz