Elitarna Liga Mistrzów w minionych latach była uważana za najbardziej prestiżowe rozgrywki, w których rywalizują kluby z całego kontynentu. W ostatnim czasie sporo jednak mówi się o rezygnacji polskich drużyn z występów na arenie międzynarodowej. Skąd zatem biorą się takie decyzje przedstawicieli klubów?
Wszystkim kibicom znana jest powszechnie obowiązująca zasada, że najlepsze drużyny w polskich ligach zyskują prawo gry w Lidze Mistrzów oraz Lidze Mistrzyń. Do niedawna rozgrywki te były kojarzone z prestiżem, który niosły za sobą spotkania z najlepszymi drużynami w Europie. Sympatycy siatkówki licznie przychodzili na mecze, by móc na żywo zobaczyć zawodników Halkbanku Ankara, czy Zenitu Kazań. Słowem – największe gwiazdy, jakie obecnie występują na świtowych parkietach. Już sam mecz z drużyną takiego kalibru był dużym wydarzeniem, a zwycięstwo cieszyło podwójnie. Jednak jest jeszcze druga strona medalu, o której do niedawna właściwie się nie mówiło.
Na czym więc polega cały problem?
W przypadku, kiedy zespół występuje w Lidze Mistrzów, czy innych rozgrywkach na arenie międzynarodowej, zarówno sztab szkoleniowy, jak i sami zawodnicy muszą brać pod uwagę większą liczbę rozgrywanych spotkań. Warto też wspomnieć, że takie mecze nie odbywają się w weekendy, ale w ciągu tygodnia. Dla siatkarzy i siatkarek oznacza to granie co trzy dni, a co za tym idzie czas na trening, czy pomeczową regenerację jest mocno ograniczony. Wiąże się to również z presją i obciążeniem psychicznym. Każdy zespół chce przecież zaprezentować się jak najlepiej, a nie dostać lanie, zdobywając maksymalnie dziesięć punktów w każdym secie.
Dalekie podróże
No właśnie… podróże. To nieodłączny element życia każdego sportowca, ale kiedy w grę wchodzą Puchary Europejskie wyjazdy często są nie tylko długie, ale i męczące. Przytoczę tutaj przykład Lotosu i Skry, które w ubiegłym sezonie w ramach Ligi Mistrzów musiały zmierzyć się z rosyjskim Zenitem Kazań. Nie miało większego znaczenia, czy mecz był rewanżowy, czy obydwie drużyny rywalizowały ze sobą po raz pierwszy. Zarówno gdańszczanie, jak i drużyna z Bełchatowa musiały udać się w podróż, żeby rozegrać mecz na terenie rywala. W podobnej sytuacji byli przed rokiem siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy w fazie grupowej rozgrywali mecze z Lokomotivem Novosybirsk. Grając przed własną publicznością jastrzębianie byli w komfortowej sytuacji, ale kiedy przyszło rywalizować w rewanżu, drużynę najpierw czekał kilkunastogodzinny lot na Syberię, a później długa podróż autokarem na halę.
Koszty
Skoro była mowa o dalekich podróżach, musi być też o kosztach. Ten argument jest asem w rękawie zarówno działaczy, jak i trenerów. Na łamach oficjalnej strony internetowej gdańskiego klubu trener Andrea Anastasi podkreślał, iż klub musi swoje działania planować długofalowo, co wiąże się z budową mocnego składu na kolejne lata. Także Jacek Grabowski – prezes wrocławskiego Impelu powiedział, że klubu na chwilę obecną klubu nie stać na to, aby powstał zespół na miarę Ligi Mistrzyń. Ponadto w mediach co raz głośniej mówi się o tym, że kluby muszą dopłacać do uczestnictwa w tych rozgrywkach, a na zysk mogą liczyć jedynie te drużyny, które biorą udział w finałowym turnieju.
Jakie są zatem wnioski?
Myślę, że tutaj sytuacja jest dosyć jasna. Rywalizacja w Lidze Mistrzów oraz pozostałych Pucharach Europejskich okazała się dla polskich klubów nieopłacalna. Nie mówiąc już o spadającym prestiżu rozgrywek i formule, nad którą władze federacji powinny popracować. Nic więc dziwnego, że włodarze klubu wolą, aby drużyna osiągnęła sukces w kraju, niż za granicą.
Autor: Marzena Janik
Źródło: informacja własna