Duet Parcej/Dzikowicz to zespół, który gra ze sobą od niedawna. Zespół zdobył złoty medal, a sami zawodnicy nie zamierzają spocząć na laurach. O rywalizacji w turnieju i planach na dalszą część sezonu opowiedział jeden ze zwycięzców – Bartłomiej Dzikowicz.
Marzena Janik: Półfinał zakończył się dla was zwycięsko, chociaż nie było łatwo wygrać tego spotkania. A jak wyglądało to z twojej perspektywy?
Bartłomiej Dzikowicz: Cały mecz układał się w ten sam sposób. Powiedziałbym, że to była nierówna gra z obydwu stron, bo szarpaliśmy pierwszą akcję. Tylko co któraś okazała się skończona i podobnie wyglądało to z drugiej strony. Dzięki temu nie było jakiejś większej przewagi na korzyść naszą albo rywali. Z tego co pamiętam, w pierwszym secie nasi przeciwnicy doprowadzili do remisu po 18, ale od tamtej pory odskoczyliśmy i wygraliśmy na przewagi. Z kolei drugi set układał się tak samo, tylko że miałem piłkę na skończenie, którą niestety przestrzeliłem. Stąd wzięła się gra na przewagi. Taki błąd nie powinien był się zdarzyć, ale z doświadczenia wiem, że czasami tak się dzieje i jakoś trzeba sobie poradzić z taką sytuacją.
Jak już wspomniałeś, żadna z drużyn nie zbudowała sobie w tym meczu większej przewagi. To spowodowało, że mecz mógł okazać się atrakcyjny dla kibiców.
Być może tak. Patrząc na wynik, rzeczywiście ten mecz mógł się podobać. Z kolei, jeśli chodzi o wykonanie, w naszym wypadku wczorajszy dzień wyglądał lepiej, bo grało nam się po prostu pewniej. Bardzo dobrze kończyliśmy swoje akcje, a punkty zdobywało nam się przyjemnie i łatwo. Dzisiaj natomiast trzeba było się więcej natrudzić, a co za tym idzie zagrać w kontrze, bo własna akcja nie wystarczała.
Zwycięski półfinał spowodował, że jesteście już w strefie medalowej. Możecie zatem uznać ten turniej za udany.
Na pewno tak. W najgorszym wypadku mogliśmy zająć drugie miejsce, więc trudno było my narzekać. Nie ukrywam jednak, że nie chcę spoczywać na laurach. Przyjechaliśmy tutaj po to, żeby walczyć o pierwsze miejsce i z takim nastawieniem przystąpiliśmy do finału.
Warto zauważyć, że gracie w innym duecie niż dotychczas, więc sukces jest tym bardziej cenny.
Przyznam, że dla mnie samego ten sezon jest dużym zaskoczeniem, bo takich zmian się nie spodziewałem. Taka sytuacja wynikła z powodu kontuzji mojego partnera – Jędrka Brożyniaka. I, że tak powiem, na ostatni gwizdek dogadaliśmy się z Adasiem (Adam Parcej – przyp. red.). Mamy ten plus, że mieszkamy blisko siebie i mamy możliwość wspólnego treningu. Ćwiczymy razem codziennie i stąd też zapadła taka decyzja. Myślę, że to zdaje egzamin, bo w tym sezonie przez cały czas kończymy na podium, poza turniejem w Gdańsku. Oby tak dalej.
Do rozegrania pozostały jeszcze trzy turnieje, a najbliższy rozpocznie się już za tydzień w Łodzi. Jakie są zatem wasze plany na dalszą część sezonu?
Tak, jak do tej pory zamierzamy pojawić się na każdym turnieju do końca cyklu, więc tutaj nic się nie zmienia. Po prostu tydzień w tydzień jedziemy tam, gdzie jest organizowany turniej.
Jak wiadomo ten sezon jest krótszy, bo za niespełna miesiąc wystartują Igrzyska Olimpijskie, więc nie zostało już zbyt wiele czasu na rywalizację plażową…
Zgadza się. Ten sezon jest dosyć intensywny, bo nie ma żadnej dłuższej przerwy. Tak naprawdę turniejów wcale nie jest mniej, powiedziałbym, że wręcz przeciwnie. Włącznie z finałem wychodzi chyba 11 imprez i czas nie pozwala na to, żeby zorganizować ich więcej z racji tego, że wielu zawodników plażowych wraca na hale i rozpoczyna przygotowania do sezonu ligowego. Tak jest chociażby w moim przypadku. Już w sierpniu ruszają przygotowania, a terminy po prostu się nakładają.
Można powiedzieć, że okres plażowy jest dla ciebie „rozgrzewką” przed rozpoczęciem przygotowań w klubie.
Jak najbardziej tak. Plażówka jest zresztą moją ulubioną odmianą siatkówki. Przyznam szczerze, że gdyby można było, spędziłbym na plaży cały rok (śmiech). Tym bardziej, że na hali przeszedłem na libero, a to taka specyficzna pozycja, na której mam ograniczone pole manewru, więc nie ukrywam, że bardziej ciągnie mnie na plażę.
W związku z pozycją libero na hali, tutaj masz większe pole do popisu, z czym wiąże się chociażby możliwość wykonania ataku, czy bloku…
To jest pozycja bardzo okrojona pozycja, zamknięta w jednym schemacie. Wszystko sprowadza się do obrony czy przyjęcia i to w zasadzie tyle. Ale ktoś to też musi robić (śmiech).
*Z Bartłomiejem Dzikowiczem rozmawiała Marzena Janik.
Autor: Marzena Janik
Źródło: informacja własna