Katarzyna Kociołek jest dwukrotną złotą medalistką tegorocznej Plaży Open. Na łamach naszego portalu opowiedziała o rywalizacji w turnieju oraz współpracy z partnerkami z zespołu.
Marzena Janik: Zacznę od gratulacji, bo dla ciebie to drugie zwycięstwo w tegorocznym cyklu!
Katarzyna Kociołek: Tak, to moje drugie zwycięstwo w tegorocznej edycji. Zagrałam z inną partnerką, ale – że tak powiem – udało się utrzymać zwycięską passę i bardzo się cieszę z tego powodu.
Można więc powiedzieć, że tymczasowa zmiana partnerki w żaden sposób cię nie zdeprymowała?
W Łodzi będę grała już z Martyną Wardak. Trenuję z nią trochę dłużej, natomiast z Magdą (Magdalena Saad – przyp. red.) miałyśmy tylko jeden trening przed turniejem, więc o zgraniu trudno jest coś powiedzieć. Ale nasze charaktery i stosunek jednej do drugiej pomógł nam w odniesieniu zwycięstwa na tym turnieju.
Skoro odniosłyście pewne zwycięstwo w turnieju, musiałyście być trudnymi rywalkami dla pozostałych zespołów…
Jest taka ogólnie przyjęta zasada, że dwie małe zawodniczki są, za przeproszeniem, upierdliwe. Zazwyczaj są to szybkie siatkarki, a w ich grze pojawia się dużo plasów i biegania po boisku, więc tak – są to ciężkie przeciwniczki. Szczerze mówiąc, sama nie lubię grać przeciwko dwóm niskim rywalkom, bo kompletnie nie mogę się odnaleźć na boisku. Z Madzią się udało i bardzo nam pomogło to, że obydwie jesteśmy niskie i obydwie broniące. W niektórych momentach brakowało troszkę bloku, ale nadrabiałyśmy innymi elementami i co tu jeszcze dodać… udało się (śmiech).
Zdobyłyście złoto, zatem w zespole z pewnością panuje radość i dobra atmosfera…
Humory rzeczywiście nam dopisały. Madzia jest zresztą osobą niesamowitą, ponieważ chodzi przez cały czas uśmiechnięta. Czy wygrywamy, czy któraś z nas nie ma siły to ona i tak jest uśmiechnięta – właściwie 24 godziny na dobę. Myślę, że to dało mi bardzo dużo, bo na boisku bywam nerwowa, a w tym finale zabrakło mi sił. Ona bardzo mnie podbudowała, pomagając w zdobyciu kolejnych punktów i tym samym w zwycięstwie.
Skoro Magda jest osobą ciągle uśmiechniętą, to z pewnością wprowadza do drużyny również spokój.
Zdecydowanie tak (uśmiech). Magda potrafi to zrobić, Martyna zresztą również. Obydwie są osobami, które potrafią mnie rozśmieszyć nie tylko w nerwowych, ale również w najgorszych sytuacjach. Sprawiają, że chce mi się dalej grać i zdobywać kolejne punkty.
W waszej grze widać było dziś wiele zalet, ale na pewno pojawiły się też niedociągnięcia. Czy jest zatem coś, nad czym chciałabyś popracować przed zbliżającymi się turniejami?
Zawsze jest jakiś element, który można poprawić. Teraz nie będziemy trenowały wspólnie z Martyną, ponieważ nie będziemy mogły się zobaczyć. Spotkamy się dopiero na dzień przed turniejem, ale myślę, że te poprzednie treningi i turnieje, które razem rozegrałyśmy pozwolą nam wejść do gry. Oczywiście mam nadzieję na odniesienie kolejnego zwycięstwa. (śmiech)
Przed dwoma laty sięgnęłaś tutaj po złoto w parze z Jagodą Gruszczyńską, więc dobrze znasz ten obiekt. Jak zatem oceniasz występy na „Rudzie”?
Obiekt jest niesamowity. Bardzo dobrze gra się w miejscach, gdzie jest jakaś woda. To miejsce jest więc idealne, bo mamy do dyspozycji basen. Niestety przez pierwsze dwa dni nie było zbyt wielu ludzi, bo pogoda okazała się średnia, więc ciężko było o publikę. Dopiero na te decydujące starcia trybuny zaczęły się zapełniać, co bardzo nas podbudowało w trakcie gry. Tak jak powiedziałam, obiekt jest super, a organizacja i atmosfera bardzo fajne. Nic więcej nie mogę dodać, bo wszystko jest świetne, a ja jestem pod dużym wrażeniem organizacji i tego ośrodka.
*Z Katarzyną Kociołek rozmawiała Marzena Janik.
Autor: Marzena Janik
Źródło: informacja własna