Reprezentacja Polski Juniorów zaledwie kilka dni temu wywalczyła Mistrzostwo Europy, a już poważnie myśli o medalu na przyszłorocznym światowym mundialu. O tym jak smakuje kolejne złoto w kolekcji oraz o debiucie w ekstraklasie opowiedział środkowy polskiej ekipy, Dawid Woch.
Agnieszka Samojedna: Mistrzostwo Europy w juniorskiej kategorii zdobyte po 20 latach przerwy. Gdy poprzednio Polska zdobyła tytuł na Starym Kontynencie większości z was nie było jeszcze na świecie. Po złoto sięgnęli wtedy między innymi Paweł Zagumny, Dawid Murek, Piotr Gruszka, czy Krzysztof Ignaczak. To niewątpliwie historyczne wydarzenie dla polskiej siatkówki, miłe uczucie być jego częścią?
Dawid Woch: Przede wszystkim dlatego to złoto smakuje tak wspaniale. Powtórzyć taki sam sukces, co największe legendy polskiej siatkówki jest bezcennym przeżyciem. Mam nadzieję, że czeka nas taka piękna kariera jak tych wszystkich zawodników, którzy zdobywali złoto 20 lat temu.
W niedzielę w katowickim Spodku podczas reprezentacyjnego pożegnania Pawła Zagumnego mieliście okazje wyjść na parkiet aby pokazać się zgromadzonym w hali tysiącom kibiców. Lepszego podziękowania za ciężką pracę jaką wykonaliście nie mogliście sobie wymarzyć?
Kiedyś mogłem o tym pomarzyć, a tutaj dowiaduje się, że mamy wyjść do 11 tysięcy ludzi i stanąć na środku hali w Spodku. Było to coś, czego nie zapomnę do końca życia, a przede wszystkim tych ciarek przechodzących po ciele, gdy Ci wszyscy kibice zaczęli śpiewać nam „dziękujemy”, coś niesamowitego.
W zeszłym roku zdobyliście ten sam tytuł, ale jeszcze w kategorii kadet. Później udało się wygrać także światowy mundial w tym samym przedziale wiekowym. Jak sądzisz jesteście wstanie powtórzyć ten sukces? I za rok zdobyć złoty krążek na Mistrzostwach Świata.
Z drużyną na każdy turniej jechaliśmy tylko z jednym celem: zdobyć złoty medal. Teraz będzie tak samo. Mam tylko nadzieje, że będę miał jeszcze okazję walczyć z tymi samymi ludźmi o najwyższe cele na mundialu juniorów.
Powróćmy do ME. To był specyficzny turniej, mecze rozgrywane były niemal codziennie. Zagraliście siedem spotkań w niespełna tydzień, ale trzeba przyznać że wyglądaliście na dobrze przygotowanych fizycznie, bo z każdym kolejnym meczem prezentowaliście coraz wyższy poziom. Tak rzeczywiście było?
Przez wakacje mieliśmy bardzo dużo odpoczynku jak na nas, ponieważ aż dwa miesiące. To też nam na pewno pomogło w pełni się zregenerować. Sztab szkoleniowy wykonał swoją pracę w 100% i oddał całe serce, aby nas idealnie przygotować do tego turnieju. Jak widać to się opłaciło. Nasze turnieje zazwyczaj tak wyglądają, że rozkręcamy się z meczu na mecz. Tak było i tym razem, im dłużej trwały Mistrzostwa tym lepszy poziom prezentowaliśmy.
Nie mniej jednak taka intensywność spotkań powoduje zmęczenie. Czasu na odpoczynek nie ma jednak za dużo, bo wielkim krokami zbliża się liga. Szkoleniowiec twojego nowego klubu Stelio DeRocco dał tobie i Łukaszowi Kozubowi czas na odpoczynek?
Na turnieju mieliśmy dwa dni wolne, więc nie było tak źle. Myślę, że bardzo dobrze znieśliśmy ten turniej pod względem fizycznym. Jeżeli ktoś miał kłopoty to nasz fizjoterapeuta, od razu reagował i pomagał. Od trenera De Rocco dostaliśmy cztery dni wolnego,wystarczająco aby wypocząć i spokojnie wrócić do treningów.
Ostatnie trzy lata spędziłeś w Spale, podobnie jak Łukasz Kozub. Teraz razem będziecie występować w MKS-ie Będzin. Najwyższy czas aby pokazać się w ekstraklasie ?
Tak to prawda z Łukaszem spędziłem sporo czasu w Spale więc bardzo dobrze się znamy. Natomiast jeżeli chodzi o PlusLigę to przyszedłem do tego klubu po to aby grać. Jestem typem wojownika, więc tanio skóry nie sprzedam w walce o miejsce w składzie.
Przed tobą debiut w Plus lidze, który może okazać się początkiem drogi do seniorskiej kariery. Czego więc mamy ci życzyć ?
Przede wszystkim braku kontuzji, szansy do regularnej gry i rozwoju (uśmiech).
*Z Dawidem Wochem rozmawiała Agnieszka Samojedna.
Autor: Agnieszka Samojedna
Źródło: informacja własna