Espadon Szczecin, w ramach czwartej kolejki podjął na własnym boisku PGE Skrę Bełchatów. Zgodnie z przewidywaniami zwycięstwo 3:0 odnieśli goście, ale budzi ono wiele kontrowersji. Wszystko przez to, że w końcówce pierwszego seta na boisku po stronie Skry znalazło się czterech, a nie trzech obcokrajowców. Nie wykluczony jest więc walkower dla Szczecina.
Spotkanie atakiem z lewego skrzydła otworzył Michał Ruciak (1:0). Gdy punkt bezpośrednio zdobył Michał Sladecek, gospodarze zaczęli wysuwać się prowadzenie (4:0). Jednak błędy własne siatkarzy Espadonu Szczecin sprawiły, że na tablicy wyników bardzo szybko pojawił się remis (5:5). Swój kolejny atak skończył Bartosz Kurek i na prowadzenie wyszli Bełchatowianie (8:6). Przez kilka kolejnych chwil, gra toczyła się punkt za punkt, ale zazwyczaj o te kilka oczek lepsi byli przyjezdni (11:8). Do kolejnego wyrównania doszło po ataku Bartłomieja Kluth’a (11:11). Od tego momentu punkt zdobywała raz jedna, a raz druga ekipa. Dobre akcje przeplatały proste błędy, w efekcie czego żadna z ekip nie potrafiła wyjść na większe prowadzenie (20:19). Swój serwis popsuł Maciej Wołosz, dając rywalom piłkę setową (23:24). Błąd dotknięcia siatki popełnił Jurij Gładyr, więc zwycięzce premierowej odsłony wyłonić miała gra na przewagi (24:24). Gospodarze nie wykorzystali dwóch piłek setowych. Natomiast rywale po błędzie Kluth’a odnieśli zwycięstwo w pierwszym secie (29:27).
Pierwszy punkt dla gospodarzy zdobył z szóstej strefy Maciej Wołosz (1:1). Gra punkt za punkt trwała aż do stanu (3:4). Wówczas proste błędy zaczęli popełniać gospodarze (3:6). Przez kilka następnych akcji, Bełchatowianie utrzymywali trzy punktowe prowadzenie (5:8). Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy sprytnym zagraniem popisał się Nikolay Penczew, a w ataku pomylił się Bartłomieja Kluth. W tym momencie o pierwszą przerwę dla swoich podopiecznych poprosił szkoleniowiec Milan Simojlovic (5:10). Przerwa na żądanie nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów, a wręcz przeciwnie. Bełchatowianie po powrocie na boisko zaczęli powiększać swój punktowy dorobek (8:14). Kilkoma udanymi akcjami popisał się Artur Szalpuk (10:15). Gospodarze próbowali jeszcze odrabiać straty, ale zadanie okazało się nie do wykonania. Końcówka seta należała do Bartosza Kurka, który najpierw zapunktował zagrywką, a potem skończył kontrę (25:19).
Na początku trzeciej partii zablokowany został Nikolay Penczew (1:0). Chwilę później gospodarze popisali się kolejnym punktowym blokiem, tym razem na Arturze Szalpuku (3:1). Błędy własne po stronie Espadonu Szczecin sprawiły, że rywale w krótkim czasie zdołali zniwelować większość strat (4:3). Mimo to miejscowa ekipa aż do stanu (7:5) zdołała utrzymać prowadzenie. Punkt na miarę remisu zdobył niezawodni dziś, Bartosz Kurek (7:7). Gra punkt za punkt toczyła się przez większość dalszej części seta. Dopiero przy stanie (19:21) dla Skry o czas dla swoich podopiecznych poprosił szkoleniowiec Espadonu Szczecin. Po powrocie na boisko swoją zagrywkę zepsuł Michał Winiarski, a z lewego skrzydła skończył Michał Ruciak (21:21). Bełchatowianie wykorzystali drugą piłkę meczową, a punkt na miarę zwycięstwa zdobył Jurij Gładyr (29;27).
Espadon Szczecin – PGE Skra Bełchatów 0:3
(27:29, 19:25, 27:29)
MVP: Marcin Janusz
Espadon Szczecin: Kluth, Wołosz, Perłowski, Zajder, Ruciak, Sladecek, Mihułka (libero) oraz Gałązka, Wika
PGE Skra Bełchatów: Lisinac, Kurek, Bednorz, Gladyr, Janusz, Szalpuk, Piechocki i Milczarek (libero) oraz Wlazły, Uriarte
Autor: Agnieszka Samojedna
Źródło: informacja własna