Jastrzębski Węgiel w trzech spotkaniach zdobył ważne punkty grając przeciwko ubiegłorocznym medalistom. O tym, jaka jaki kolektyw stworzyła ekipa ze Śląska opowiedział środkowy jastrzębian – Marcin Bachmatiuk.
Marzena Janik: Jastrzębskiemu Węglowi po raz kolejny należą się gratulacje, ponieważ zespół zapisał na swoim koncie ważne zwycięstwo.
Marcin Bachmatiuk: Tak jest. Do każdego meczu przygotowujemy się podobnie i każdy z nas na treningu daje z siebie 100%. To przekłada się później na wynik. Ostatni mecz z Asseco Resovią wygraliśmy 3:1, dwa mecze wcześniej ulegliśmy Mistrzom Polski dopiero po tie-break’u. Ze Skrą również wygraliśmy po pięciosetowym meczu. Spotkania z drużynami z czołówki, odpowiednio z Mistrzem, Wicemistrzem i brązowym medalistą potrafiliśmy zdobyć przynajmniej punkt. Wygraliśmy dwa z trzech spotkań, więc należą nam się duże brawa. Wszyscy wykonujemy dobrą robotę – razem trenujemy i się wspieramy. Tu w Jastrzębiu tworzymy dobry kolektyw. Wszyscy idą za jednego, jeden za wszystkich. Mark (Mark Lebedew – przyp. red.) stworzył tutaj świetną atmosferę, a ponadto mamy dobrego trenera od przygotowania fizycznego i wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Jest bardzo mało urazów. Uważam, że z biegiem czasu nasza gra będzie jeszcze lepsza. Po prostu nie boimy się żadnego przeciwnika. Wychodzimy i robimy swoje, tak jak pokazuje to wynik.
Wspomniał pan, że w drużynie jest świetna atmosfera. Zespół tworzy tzw. team spirit, którego brakowało pod koniec poprzedniego sezonu.
Dołączyłem do drużyny na początku stycznia tego roku, więc w zespole byłem od połowy do końca. Wcześniej wyglądało to różnie. Teraz już od początku jestem w zespole, z czego jestem bardzo zadowolony. Przez te pierwsze pół roku, jakie spędziłem w Jastrzębiu, pokazałem się z bardzo dobrej strony. Trener chciał mnie na ten sezon. Ja oczywiście też chciałem zostać, bo gra w takim zespole jest dla mnie dużym plusem i liczę na to, że w przyszłości będę mógł dłużej pokazać się na boisku. Robię swoje tak, jak reszta zawodników. Niemniej do zakończenia ligi i do zajęcia wysokiego miejsca potrzebnych jest 14 siatkarzy. Uważam, że na ten moment mamy taki skład i jak na razie dajemy sobie radę, z czego każdy z nas jest zadowolony.
Waszym dużym atutem są przede wszystkim skrzydłowi. Oliva i Muzaj wykonują na boisku kawał dobrej roboty.
Siatkówka nie jest grą indywidualną. Oczywiście gra opiera się na naszych skrzydłach, ale dużą robotę robi Lukas Kampa na rozegraniu i Kuba Popiwczak, który jest młodym zawodnikiem i świetnie sobie radzi. Dla mnie osobiście on wygląda, jakby przegrał w tej lidze pięć – sześć lat. Trzyma to przyjęcie i w tym meczu również zagrał niesamowicie. Brawa należą się całemu zespołowi. Tak samo jest na środku. Nie zależnie od tego, kto gra, wszyscy sobie radzą. Uzupełniamy się, dzięki czemu wygrywamy.
Spotkania z PGE Skrą, czy ZAKSĄ pokazały, że Jastrzębski Węgiel może sprawić w tym sezonie sporo zamieszania.
Ja rozliczałbym naszą drużynę za wynik pod koniec sezonu, a nie na jego początku. Teraz nie ma co się zbytnio cieszyć, ponieważ musimy przygotować się do meczu w Szczecinie. Jest to beniaminek, a wiadomo jak gra się z takimi zespołami. Różnie bywa i przy takich meczach nie możemy tracić punktów. Powinniśmy wygrywać jak najszybciej, najlepiej byłoby 3:0 (śmiech). Niemniej chcielibyśmy wygrać za trzy punkty, a po powrocie do Jastrzębia przygotowywać się do kolejnego meczu. Mamy teraz chłodną głowę i zaczęliśmy operację: Szczecin.
Plus Liga pokazała też, że trzeba liczyć się z każdym rywalem. Przytoczę ten pamiętny mecz z Będzinem, którego wynik był tak samo ważny.
Jasne. Co z tego, że możemy wygrać z czołówką, jeśli przegrany ze słabszym od nas Szczecinem, czy Częstochową. Liga pokazuje, kto jest na jakim miejscu i, tak jak powiedziałem, nie ma co podniecać się zwycięstwem na początku, ponieważ sezon wszystko weryfikuje. Wszyscy wszystko będą sobie obiecywali, a to co czas pokaże, to już jest druga sprawa. Ja osobiście cieszę się, że nie jesteśmy brani za faworytów, bo – tak jak pewnie cały zespół – lubię robić niespodzianki naszym kibicom, niż być jednym z pretendentów do wygrania i ponieść jedną, drugą, czy trzecią porażkę i później się tłumaczyć.
Jeśli chodzi o cele drużyny, chyba najważniejszym jest poprawa miejsca z poprzedniego sezonu. Na ten moment pokazaliście już, że stać was na wyższą lokatę.
Na pewno chcielibyśmy poprawić ten wynik. Wcześniej wspomniałem już, że do tego potrzebna jest cała czternastka, bo wiadomo jest, że żelazna szóstka nie pociągnie całej ligi. Mamy za sobą osiem spotkań, więc to dopiero początek. Zostało nam jeszcze sporo czasu i meczów do rozegrania. Także musimy do wszystkiego podchodzić spokojnie. Każdy z zawodników, czy to ja, czy ktoś inny, kto ma mniej szans, ciężko pracuje, żeby podczas spotkań z teoretycznie słabszym przeciwnikiem wejść i pomóc drużynie. Ważne jest, żeby zawodnicy z szóstki mogli też odpocząć, bo jeśli ktoś gra przez cały sezon gra na takim poziomie, to ręce same składają się do oklasków.
Z całą pewnością cegiełkę do zwycięstwa dołożyli też kibice, ponieważ mecz ze Skrą obejrzał komplet widzów.
Jak najbardziej. Moim zdaniem nie ma nic przyjemniejszego, niż gra dla kibiców. Tym bardziej, że frekwencja dopisała. Był komplet publiczności mimo tego, że mecz odbył się w środę o godzinie 18. Wielu ludzi pracuje, a i tak przychodzą i nas wspierają, co jest naprawdę piękne.
*Z Marcinem Bchmariukiem rozmawiała Marzena Janik.
Autor: Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna