Sobotni mecz Jastrzębskiego Węgla z Lotosem przyniósł sporo emocji, natomiast Szymon Romać określił to spotkanie jako nieprzewidywalne. Zachęcamy do lektury całości wywiadu, którego udzielił atakujący Lotosu.
Marzena Janik: Sobotni mecz w Jastrzębiu można określić jako dreszczowiec, ponieważ przyniósł sporo emocji. Niemniej jednak gra Lotosu w trzecim secie bardzo się poprawiła. Czy 10 – minutowa przerwa miała na to wpływ?
Szymon Romać: Bardziej nazwałbym ten mecz nieprzewidywalnym. Co do dziesięciominutowej przerwy, ciężko jest powiedzieć, czy ona nas nawróciła. Nasza gra w trzecim secie wyglądała zupełnie, jak w dwóch poprzednich – do stanu 22:17. Później na zagrywkę poszedł Bartek Gawryszewski i nas pociągnął. Jakoś nas to nakręciło i zaczęliśmy grać dużo lepiej, rywalizacja stała się bardziej wyrównana. Wszystko mieliśmy w swoich rękach i szkoda, że nie udało nam się wywieźć z Jastrzębia dwóch punktów.
No właśnie. Lotos miał w tie-break’u dwupunktową przewagę i nie wiele brakowało do zwycięstwa.
Tak, było bardzo blisko. Z jednej strony mecz mógł się skończyć w nieco ponad godzinę, w trzech setach, a z drugiej szkoda tego tie-break’a, którego przegraliśmy. W tym decydującym secie przeważyły błędy własne. Popełniliśmy chyba trzy, z czego jeden był moim udziałem, więc tak naprawdę piłka była po naszej stronie. Właściwie tego seta nie wygrało Jastrzębie, tylko my go przegraliśmy.
To „oczko” zdobyte w Jastrzębiu jest jednak bardzo cenne, bo trzeba pamiętać, że sezon jest długi i w końcowym rozrachunku będą liczyły się wszystkie punkty.
Dokładnie. Dlatego mówię, że tym bardziej szkoda, że wywieźliśmy ze Śląska jeden punkt zamiast dwóch. Na pewno w końcowym rozrachunku każdy punkcik jest bardzo ważny. Póki co nasze miejsce w tabeli nie jest najlepsze – nadal szukamy swojej idealnej dyspozycji i najlepszej formy, ale liga jest jeszcze długa i myślę, że jeszcze nie raz pokażemy swoją najlepszą siatkówkę.
W najbliższą środę zespół czeka mecz z beniaminkiem z Katowic. Będzie to zatem świetna okazja, żeby przerwać złą passę i zatrzymać punkty u siebie.
Z ostatnich pięciu meczów tej rundy aż cztery gramy u siebie, więc jest to naprawdę idealna szansa, żeby podreperować trochę swój dorobek punktowy. Oczywiście nie można powiedzieć, że będą to mecze łatwiejsze lub trudniejsze, bo do każdego spotkania trzeba podejść na maksa zmotywowanym. Nie ważne, czy jest to Skra Bełchatów, czy ostatni zespół w lidze. Tak naprawdę w każdym meczu trzeba walczyć. Wyniki pokazały już nie raz, że słabszy zespół może wygrać z lepszym, więc te punkty będą nam bardzo potrzebne i zrobimy wszystko, żeby zostały one w Gdańsku.
Wspomniał Pan, że Lotos przed własną publicznością rozegra aż cztery z pięciu spotkań. Można więc mówić o komforcie gry we własnej hali?
Na pewno, rywalizacja przed własną publicznością to nasz duży atut. Codziennie zresztą tam trenujemy, więc zupełnie inaczej ta gra wygląda. Końcówki setów mogą być przeważające na naszą korzyść ze względu właśnie na tą salę i na naszą publiczność. Bardzo się cieszymy, że te ostatnie cztery spotkania gramy u siebie. Tak, jak już powiedziałem będzie to idealna okazja do tego, żeby zdobyć jak najwięcej punktów pod koniec rudny.
Obecny sezon jest pana pierwszym w barwach Lotosu. Na zakończenie zapytam więc, jak udało się zaaklimatyzować w nowym klubie?
Bardzo dobre. Z chłopakami znamy się już z pod siatki, więc ta aklimatyzacja w zespole z Gdańska nie była zbyt trudna. Poza tym wszyscy przyjęli mnie ciepło i serdecznie. Cieszę się z tej zmiany i uważam, że taki impuls był mi potrzebny, żeby wrócić do gry i dobrej dyspozycji. Mam nadzieję, że pod okiem takiego szkoleniowca jak Andrea będę się ciągle rozwijał i szedł do przodu.
*Z Szymonem Romaciem rozmawiała Marzena Janik.
Autor: Marzena Janik
Źródło: Informacja własna