Sobotnie popołudnie w Bielsku – Białej z pewnością przyniosło kibicom wiele emocji. Po zwycięstwie nad KSZO na łamach naszego portalu spotkanie oceniła środkowa bielszczanek – Aleksandra Trojan.
Marzena Janik: Mecz z KSZO nie na leżał do łatwych, szczególnie, że po dwóch setach rywalki były bliżej zwycięstwa…
Aleksandra Trojan: Po dwóch pierwszych setach nasza gra nie wyglądała najlepiej. W trzecim secie na szczęście się obudziłyśmy i zaczęłyśmy grać swoją siatkówkę, czego efektem jest wynik 3:2 na naszą korzyść.
Set otwarcia zakończył się bardzo szybko, wygrany do 11 przez ostrowczanki. Co spowodowało, że wyszłyście na boisko nieco zdeprymowane?
Wyszłyśmy bardzo zestresowane, bo każda z nas chciała pokazać, że potrafi grać w tą siatkówkę, ale nam nie wyszło. Cieszymy się, że odbudowałyśmy się tak, a nie inaczej i dałyśmy radę wygrać.
W trzecim secie gra zespołu bardzo się odmieniła. Można zatem powiedzieć, że 10 – minutowa przerwa okazała się waszym sprzymierzeńcem?
W meczu z Legionovią miałyśmy dokładnie taką samą sytuację. Powiedziałyśmy sobie, że skoro w tamtym meczu dałyśmy radę, to w tym również musimy pokazać charakter.
Zwycięstwo było dla pani podwójnym prezentem świątecznym, skoro otrzymała Pani statuetkę MVP?
Dokładnie tak. Jest to najlepszy prezent, jaki mogłam dostać na te święta.
Z pewnością było też bardzo ważne ze względu na to, żeby zespół mógł się odbudować, bo jak wszyscy pamiętają, mecz w Rzeszowie zupełnie wam nie wyszedł…
Każdy wie, w jakiej jesteśmy sytuacji i jakie klub postawił nam ultimatum. Jak widać poradziłyśmy z tym sobie i dałyśmy radę wyjść po dwóch przegranych setach i pokazać charakter.
Doping kibiców we własnej hali był pomocny?
– Bardzo dobrze, że wygrałyśmy u siebie, szczególnie dla kibiców. Oni ciągle nas wspierają i dają nam taki fajny impuls. Ich doping był pomocny, za co bardzo im dziękujemy. Zawsze są z nami. Mimo, że przegrywamy mówią nam ciepłe słowa.
* Z Aleksandrą Trojan rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna