ZAKSA Kędzierzyn – Koźle jest niekwestionowanym liderem po 21 kolejkach Plus Ligi, chociaż rywale kilkukrotnie urwali punkty Mistrzowi. O samej rywalizacji w Jastrzębiu oraz celach związanych z kolejnym spotkaniem na łamach naszego portalu opowiedział Grzegorz Pająk.
Mecz w Jastrzębiu okazał się bardzo emocjonujący, spoglądając na sam wynik. Można powiedzieć, że jastrzębianie mieli was w garści, ale później na boisko wyszła zupełnie inna ZAKSA!
Musimy podziękować władzom ligi za tę wspaniałą, dziesięciominutową przerwę. Spełniła tutaj swoją rolę, wybijając z uderzenia gospodarzy, a nas nieco uspokoiła i losy meczu się odwróciły. Fajnie, że z takiego wyniku z takim rywalem potrafiliśmy wyjść obronną ręką i zgarnąć dwa cenne punkty, a przede wszystkim zakończyć mecz zwycięstwem.
Czy, pana zdaniem, gospodarze mogli upatrywać swojej szansy w braku Kevina Tillie w szeregach ZAKSY?
Być może. Niemniej jednak w Jastrzębiu brakuje Scotta Touzinskiego, więc siły się równoważą. To są zawodnicy o podobnych możliwościach i to samo wkładają w grę zespołu. Oni są bardziej od destrukcji i bardziej w tyle boiska, niż na siatce. Wiadomo, Kevin był w dobrej formie, dlatego szkoda, że go nie ma. Czekają nas ważne mecze, a z jego zdrowiem było już lepiej i niestety przytrafiła się przypadkowa kontuzja barku. Czekamy na to, co będzie dalej, a przede wszystkim na diagnozę i można powiedzieć, że modlimy się, żeby z Kevinem było wszystko w porządku, bo dbamy przede wszystkim o jego zdrowie.
Jeśli chodzi o dorobek punktowy, to ZAKSA straciła „oczko” nie tylko w meczu z Jastrzębiem, ale również w poprzedniej kolejce, rywalizując z Czarnymi Radom. Można powiedzieć, że to poprzednie spotkanie w jakiś sposób wpłynęło na dyspozycję zespołu?
Mieliśmy cztery dni na trening i jeden wolnego po meczu z Radomiem, co zdarza nam się niezwykle rzadko. Zrobiliśmy w tym czasie dwie fajne siłownie i popracowaliśmy też na hali, więc mogliśmy skupić się nad elementami taktycznymi, zamiast krótkiej rozgrzewki, serwisu i meczu, więc to, że mogliśmy spokojnie popracować też bardzo nam pomogło.
Mecz w Jastrzębiu był o tyle ciekawy, że rozegrał się przy pełnych trybunach, a wy mogliście liczyć na doping sporej grupy kibiców, która przyjechała z Kędzierzyna.
Oczywiście, że bardzo mocno nas wspierali. Zresztą, jak zawsze przyjechali w licznej grupie. Takie mecze gra się rewelacyjnie, kiedy jest pełna hala, bilety wyprzedane i jest ten doping. Tutaj w Jastrzębiu są jeszcze te nieszczęsne klaskacze (śmiech), które gdzieś tam piszczą w uszach przez całe spotkanie. Powiem tak: to o wiele bardziej cieszy, jeśli wygrywa się w pełnej hali i na przekór miejscowym kibicom, niż grając w ciszy przy pustych trybunach.
Doping porównywalny był do tego, z przed kilku lat, kiedy pan razem z Jastrzębskim Węglem rozgrywał mecze w „kurniku”.
Tak (uśmiech). Tylko tutaj wchodzi dwa razy więcej ludzi, którzy robią to samo. Może akustyka tamtej hali była troszeczkę inna i kibice byli z tymi bębnami trochę bliżej, ale faktycznie. Wydaje mi się, że doping niczym nie odbiega od tego w starej hali na Boryni.
Na zakończenie: już niedługo czeka was mecz z GKS-em Katowice. Wydaje się, że ZAKSA jako lider ma pewne zwycięstwo, ale liga nie raz już pokazała, że trzeba uważać na każdą drużynę.
Katowice to naprawdę fajny zespół. O dziwo beniaminek, który wchodzi do ligi i gra solidnie. Poza tym w każdym secie pojawiają się u nich przeważające momenty, kiedy grają dobrze. Na pewno mają też swoje mocne strony i słabsze elementy w grze, więc podchodzimy do każdego meczu w taki sam sposób, a naszym celem będzie zdobycie trzech punktów.
*Wywiad we współpracy z Ewą Pietrasz, Bliżej Siatkówki.
Źródło: Informacja własna