GKS Katowice rozpoczął nowy rok od serii zwycięstw, którą w minioną sobotę przerwali podopieczni Stellio De Rocco. O samej rywalizacji z MKS-em oraz ambicjach beniaminka na łamach naszego portalu opowiedział libero katowickiej ekipy, Adrian Stańczak.
Marzena Janik: Mecz z MKS-em Będzin nie potoczył się po myśli drużyny z Katowic, chociaż wynik nie do końca odzwierciedlił to, co działo się na boisku. A jak Pan ocenia to spotkanie?
Adrian Stańczak: Tak naprawdę Będzin od samego początku kontrolował przebieg spotkania. Nie pozwolili wydrzeć sobie tej kilkupunktowej przewagi, którą gdzieś tam na początku zbudowali. Zagrali chyba trochę bardziej konsekwentnie niż my. Nasz zespół starał się dogonić rywala, bo były takie momenty, gdzie dochodziliśmy przeciwnika. Później niestety nasza gra gdzieś ginęła. Myślę, że oni zachowali więcej zimnej głowy i wygrali. Gratulacje dla nich. Taki jest sport. Ktoś musi wygrać, ktoś przegrać. To spotkanie wygrał Będzin, który zaprezentował się troszkę lepiej, więc naprawdę należą im się gratulacje.
Najwięcej emocji wzbudziła końcówka trzeciego seta, w której katowiczanie doprowadzili do remisu i byli bardzo blisko przedłużenia rywalizacji.
Tak, jak już wspomniałem, przez całe spotkanie czegoś nam brakowało. Będzinianie przez większość czasu prowadzili, natomiast my musieliśmy gonić wynik. W trzecim secie wyrównaliśmy, ale znowu gdzieś zabrakło chłodnej głowy.
Odbiegając na chwilę od tej rywalizacji z MKS-em Będzin, drużyna GKS-u może uznać za udany początek roku, ponieważ macie za sobą imponującą serię wygranych!
Niestety, nie zapisaliśmy na koncie kolejnej wygranej, ponieważ w tym meczu Będzin okazał się lepszy. Warto jednak podkreślić, że jako beniaminek nie radzimy sobie najgorzej. Zespół, który tutaj przyjeżdża, musi mocno się natrudzić, żeby odnieść zwycięstwo. To, że Będzin wygrał 3:0, nie oznacza, że był to dla nich łatwy pojedynek. Musieli wspiąć się na wyżyny, żeby wywieźć stąd punkty.
Po dwudziestu kolejkach GKS Katowice uplasował się na dziewiątym miejscu w tabeli. Jak na beniaminka to dobry wynik, więc chyba macie powody do zadowolenia?
Jeśli ktoś tak uważa, to bardzo się cieszę. Chyba faktycznie należy się cieszyć, bo niejednemu rywalowi napsuliśmy krwi. Jesteśmy waleczną drużyną i mamy swoje cele. Każdy z nas się stara i wkłada serce podczas treningów i meczów. Mam nadzieję, że zakończymy sezon na możliwie jak najlepszym miejscu. Ja osobiście chciałbym załapać się do ósemki, więc będę się o to z całych sił starał (uśmiech).
Warto również podkreślić, że liga w tym roku jest bardzo wyrównana, a między poszczególnymi zespołami są niewielkie różnice punktowe…
To prawda. Sezon pokazuje, że liga jest wyrównana. Nie można powiedzieć, że zespół, który zajmuje wyższą lokatę ma pewne zwycięstwo z niżej notowanymi zespołami. Każdy musi zagrać na 100 procent, żeby wygrać.
Przed drużyną wyjazdowy mecz z ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle, która dla wielu zespołów jest niewygodnym rywalem, więc zwycięstwo w tym spotkaniu na pewno nie będzie łatwe…
Nie róbmy wielkiej tragedii z jednej porażki, która przytrafiła się po serii zwycięstw. Jak już wspomniałem wcześniej, zwycięzca może być tylko jeden. Zabrakło nam chłodnej głowy, a na kolejny mecz z pewnością wyjdziemy tak samo zmotywowani i tak samo dobrze przygotowani. Dołożymy wszelkich starań, żeby mecz był fajnym widowiskiem dla kibiców i wygrany przez nas, bo zwycięstwa cieszą i budują.
Hala w Szopienicach nie należy do największych, przez co kibice są bliżej, niż w innych obiektach. Jak zatem ich doping wpłynął na zespół?
Kibice nie raz udowadniali, że są dodatkowym bodźcem, czy siódmym zawodnikiem. Zawsze na nich liczymy, także zawsze przyjemniej gra się wśród swoich fanów. Tak, jak pani wcześniej wspomniała, przed nami mecz na wyjeździe, dlatego mamy nadzieję, że garstka kibiców, która przyjedzie wesprze nas i zmotywuje.
*Z Adrianem Stańczakiem rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna