W ostatnim czasie GKS Katowice rozegrał wyrównane spotkanie z ZAKSĄ, a także był o krok od zgarnięcia kompletu punktów na Podpromiu. O przebiegu meczów, a także o aktualnej pozycji drużyny w ligowej tabeli opowiedział rozgrywający Gieksy, Marco Falaschi.
Agnieszka Samojedna: W starciu z ZAKSĄ byliście skazywani na porażkę, ale wy zagraliście bardzo dobre spotkanie. Z czego to wynikało?
Marco Falaschi: To był mecz na styku. Oczywiście przed jego rozpoczęciem nie przypuszczaliśmy, że moglibyśmy rywalizować z ZAKSĄ na tym samym poziomie. Zagraliśmy bardzo dobrą siatkówkę, co wynikało przede wszystkim z braku presji. Przystąpiliśmy do meczu z wolnymi głowami, przez co znacznie częściej podejmowaliśmy ryzykowne decyzje. Grając przeciwko silniejszym zespołom od nas czasem jedyną słuszną zasadą jest: graj z wolnym umysłem i zobacz co się stanie.
Sobotnie spotkanie mimo gry na przewagi w każdym secie, zakończyło się wynikiem 3:0 dla Kędzierzynian. Co przesądziło o ich zwycięstwie?
Wszystkie trzy sety zakończyły się wynikiem powyżej 30, ale ostatecznie to ZAKSA wygrała mecz 3:0 i zgarnęła komplet punktów. My wróciliśmy do domu z niczym. Byłem rozczarowany, bo mieliśmy okazje na wyrwanie im punktów. Jednak moim zdaniem Kędzierzynianie są przyzwyczajeni do grania takich meczów na styku. Mają w składzie zawodników, którzy w kluczowych momentach seta robią różnicę.
Przejdźmy do meczu z Resovią. Spotkanie na Podpromiu zaczęliście bardzo dobrze. Prowadziliście przez większość pierwszego seta i mieliście szansę go wygrać. Rywalom udało się jednak doprowadzić do gry na przewagi. Ta także zakończyła się po ich myśli. Co przesądziło w końcówce o wygranej Rzeszowian?
W kluczowym momencie pierwszego seta popełniliśmy mnóstwo błędów własnych, przez co przegraliśmy 24:26.
Kolejne dwie partie wygraliście już bardziej zdecydowanie, co się do tego przyczyniło ?
W drugim i trzecim udało nam się wyeliminować błędy i zaprezentować dobrą siatkówkę, zwłaszcza w bloku i obronie.
Mieliście po drodze kilka szans na zdobycie kompletu punktów, ale tak się nie stało. Jaka była tego przyczyna?
Kluczowym momentem spotkania okazała się końcówka czwartego seta, w której to prowadziliśmy 18:15. Szczerze, zacząłem wówczas wierzyć, że możemy zdobyć w tym meczu trzy punkty. Niestety Resovia wróciła do mocnej zagrywki, a presja wyniku spadła na nasze barki. Popełniliśmy trzy błędy w jednym ustawieniu i set wygrali rywale.
Mimo wszystko mogliście jeszcze zdobyć dwa oczka. Rywale jednak rozpoczęli tie – breaka od prowadzenia 4:1. Po zmianie stron udało wam się doprowadzić do remisu, ale wówczas Rzeszowianie zaczęli mocniej serwować, co odbiło się na waszym przyjęciu. To był decydujący element, który przesądził o zwycięstwie Resovii?
Tie – breka zaczęliśmy bardzo źle. Dzięki zagrywce i defensywie po zmianie stron udało nam się wyrównać, ale ostatecznie cały mecz wygrała Resovia. W mojej opinii nie zrozumieliśmy sytuacji w której się znaleźliśmy w czwartym secie. Popełniliśmy błędy, które pomogły rywalowi w odniesieniu zwycięstwa.
Niedosyt pozostał?
Tak, bo ten mecz był zupełnie inny niż z ZAKSĄ. Tym razem straciliśmy ogromną szansę na zdobycie trzech punktów.
Przed wami podróż do Szczecina. Patrząc na wynik poprzedniego meczu i aktualną dyspozycje obu drużyn, chyba nie powinniście mieć problemów z odniesieniem zwycięstwa i to za trzy punkty. Zapewne taki jest plan?
Mecz ze Szczecinem będzie tym który musimy wygrać by utrzymać naszą pozycję w tabeli. Po zmianach kadrowych Espadon utrzymuje pewien poziom, dzięki któremu wygrał chociażby z Lotosem. Musimy dobrze wejść w mecz, bo na pewno nie będzie to łatwe spotkanie.
W rundzie zasadniczej czekają was jeszcze dwa mocne zespoły: Skra i Jastrzębski Wegiel. Jak sądzisz uda się wam z nimi powalczyć?
W obu przypadkach nie będzie łatwo o jakiekolwiek punkty. Myślę jednak, że jeżeli zagramy bez presji wszystko się może zdarzyć.
Aktualnie zajmujecie dziewiąte miejsce w ligowej tabeli, czyli prawie w połowie stawki. To chyba dobry wynik jak na beniaminka?
Tak. Mam jednak nadzieję, że na tym samym zakończymy sezon. To bardzo ważne dla klubu i miasta. Widać, że w Katowicach kochają siatkówkę i z tego powodu zasługują na mocny zespół w PlusLidze.
W składzie macie wielu młodych polskich siatkarzy z wielkim potencjałem na przyszłość. Masz dla ich jakąś dobrą radę?
Dla niektórych z nas to pierwszy sezon w PlusLidze. Moim zdaniem mają oni wielki potencjał. Muszą jednak ciężko pracować, bo tylko tak osiągną sukces.
Z Marco Falaschim rozmawiała Agnieszka Samojedna.
Źródło: Informacja własna / fot. plusliga.pl