Kacper Popik: Myśleliśmy o tym, że Częstochowa jest w naszym zasięgu

Aluron Virtu Warta Zawiercie wraz z zakończeniem sezonu miała sporo powodów do radości. Jak mówi Kacper Popik, w trakcie rozgrywek zaczął zazębiać się „team spirit”, a każdy z zawodników dołożył swoją cegiełkę. Zachęcamy do przeczytania wywiadu z rozgrywającym Warty.

Marzena Janik: Zacznę od gratulacji. Mistrzostwo I Ligi i awans to powody do radości zarówno dla drużyny jak i dla kibiców. Zgodzi się pan?

Kacper Popik: W pełni się zgadzam. Mieliśmy szanse zakończyć rywalizację w finale we własnej hali, niestety się nie udało i musieliśmy jechać na piąty mecz do Suwałk.  To nie był dla nas jeszcze koniec sezonu. Baraż wygraliśmy już w Zawierciu i myślę, że w pełni zrehabilitowaliśmy się za to naszym kibicom i razem mogliśmy się cieszyć z tego historycznego osiągnięcia.

Można zatem uznać, że przez większość czasu Warta narzuciła swój styl gry. A jak wyglądało to z perspektywy zespołu?

My robiliśmy swoje. Wyszliśmy na te mecze nastawieni tak jak na każdy inny. Nie myśleliśmy o tym jaka jest stawka tych braży tylko o tym, że Częstochowa jest w naszym zasięgu i jesteśmy w stanie ich pokonać.

Warto również wspomnieć o atucie własnej hali, która pękała w szwach. Jak doping kibiców wpłynął na drużynę?

Kibiców mamy świetnych, warto to podkreślać na każdym kroku. Przez cały sezon przychodziło coraz więcej osób, aż na meczach barażowych był komplet. Granie w takiej atmosferze zawsze pomaga.

Jaka atmosfera panowała podczas sezonu w zespole Warty? Czy dało się wyczuć ten przysłowiowy „team spirit”?

Nie mieliśmy w tym sezonie jednej szóstki do grania i reszty do pomocy na treningu. Mieliśmy wyrównaną 14-stkę. Każdy w tym sezonie dorzucił cegiełkę do tych sukcesów, każdy czuł, że jest potrzebny. Nie było żadnych kłótni w zespole i myślę, że ten „team spirit” zaczął zazębiać się w trakcie sezonu, a później pozwolił nam osiągnąć to co osiągnęliśmy.

Na zakończenie zapytam, jakie cele minimum stawiała sobie drużyna przed startem rozgrywek?

Zarząd jako cel minimum postawił nam bycie w czwórce, nie było mowy o żadnych barażach ale wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. W grudniu byliśmy liderem, a fazę zasadniczą przegraliśmy tylko przez nowy przepis w którym liczyły się punkty, a następnie nie sety tylko liczba zwycięstw. Cel został zrealizowany, ale później było wiadomo, że brak medalu będzie dla nas porażką, a braże to już inna historia.

Z Kacprem Popikiem rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna

Dodaj komentarz