Adam Kowalski: Mieliśmy zbyt dużo respektu dla przeciwnika

W minioną sobotę Łuczniczka Bydgoszcz poniosła porażkę w Jastrzębiu. Jednak wynik nie do końca odzwierciedlił to, co działo się na boisku. O samej rywalizacji oraz celach na kolejne spotkania opowiedział libero ekipy z Bydgoszczy – Adam Kowalski.

Marzena Janik: Łuczniczka poniosła w Jastrzębiu porażkę w trzech setach. Czego, pana zdaniem zabrakło, żeby ugrać chociażby seta?

Adam Kowalski: Na pewno były momenty dobrej gry, ale i tej słabszej. Kiedy graliśmy lepiej na zagrywce i w bloku, dochodziliśmy do wyniku remisowego. Później wystarczył jeden przestój, żeby Jastrzębie odskoczyło. Taka sytuacja przydarzała nam się praktycznie w każdym secie i wtedy, trzeba przyznać, wkradała się nerwowość i nawet, jeśli coś robiliśmy nieźle, to każde kolejne odbicie było coraz gorsze i jastrzębianie to wykorzystywali. Myślę, że nie musieli grać w tym meczu na 120% możliwości, bo my sami nie wykorzystaliśmy szansy, która była nam dana. Nie uważam jednak, żebyśmy nie walczyli, bo walczyliśmy, ale mieliśmy chyba zbyt dużo respektu dla przeciwnika.

Najbliżej zwycięstwa byliście w drugim secie, który zakończył się grą na przewagi. Zgodzi się pan z tym, że wynik nie do końca odzwierciedla to, co działo się na boisku?

Zdecydowanie. Nerwowo było u nas, ale nerwowo było też w Jastrzębiu, co dało się odczuć szczególnie, kiedy seriami zdobywaliśmy punkty dzięki dobrej zagrywce. Gdybyśmy utrzymali taki poziom, to wynik pewnie byłby inny, ale problemem było to, że graliśmy dobrze zbyt krótko. Jastrzębianie zrobili później przejście, nawet kiedy mieli problem. A jeśli chodzi o końcówkę drugiego seta, w którym byliśmy najbliżej wygranej, to był trochę niefart, ale szczęście sprzyja lepszym. Tym razem lepsze okazało się Jastrzębie.

Warto zauważyć, że Jastrzębie to trudny teren, szczególnie, kiedy jest pełna hala. Doping kibiców mobilizował gospodarzy, przez co wam z pewnością grało się trudniej.

Atmosfera była gorąca przez całe spotkanie. Tym bardziej, kiedy Jastrzębie zdobywało punkty seriami. Oni nakręcali się tym, że grają u siebie i jest głośno. Bardzo cieszyli się z każdego punktu i widać było, że po prostu chcą na nas naskoczyć, żebyśmy się wystraszyli. W jakiś sposób im się to udało, bo momentami stawaliśmy się bezradni.

W najbliższym czasie Łuczniczkę czeka mecz z Asseco Resovią Rzeszów. Nad czym trzeba więc popracować, żeby zagrać dobre spotkanie i zdobyć kolejne punkty?

Z Resovią gramy w sobotę, ale jeszcze wcześniej mamy przełożony mecz z BBTS-em Bielsko – Biała, więc to będzie okazja do rewanżu za porażkę w Jastrzębiu. Można powiedzieć, że Bielsko jest naszym rywalem z dołu tabeli. Musimy po prostu wygrać, bo bardzo potrzebujemy tych punktów i na tym, póki co się koncentrujemy. Później dopiero będziemy myśleć o meczu z Rzeszowem. Jeśli chodzi o to, co trzeba poprawić, to myślę, że na gorąco ciężko jest coś powiedzieć. Na pewno we wszystkim są braki,  a my dążymy do tego, żeby poprawiać się we wszystkim. Nasza gra, w moim odczuciu, z meczu na mecz jest co raz lepsza, ale w meczu z Jastrzębiem było to zbyt mało.

Wspomniał pan o meczu z BBTS-em. Z pewnością waszym celem będzie zdobycie trzech punktów, bo jak wiadomo, bielszczanie mają na swoim koncie dopiero jedno zwycięstwo po tie-break’u.

Jak to się mówi, rywal jest w naszym zasięgu, ale pierwsze swoje zwycięstwo odnieśli w miniony piątek, także niedawno. Na pewno będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. Mam nadzieję, że im się przeciwstawimy na tyle, że to my wywieziemy punkty z Bielska. 

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna

Dodaj komentarz