Trefl Gdańsk odniósł zdecydowane zwycięstwo nad PGE Skrą w finale Pucharu Polski 2018. Dzięki temu zwycięstwu podopieczni Andrei Anastasiego sięgnęli po to prestiżowe trofeum po trzech latach przerwy.
W pierwszej akcji piłkę do ataku otrzymał Mariusz Wlazły. Atakujący PGE Skry został jednak zablokowany przez Gdańszczan (1:0). Bardzo szybko do wyrównania doprowadził Bartosz Bednorz (1:1). Kilka chwil później punkt bezpośrednio z zagrywki zdobył Piotr Nowakowski (3:2). Jednak następny serwis środkowego wylądował już w siatce i na tablicy wyników pojawił się kolejny remis (3:3). Od tego momentu aż do stanu (8:7) gra toczyła się punkt za punkt. Wówczas swój serwis popsuł Bartosz Bednorz, a po skosie z lewego skrzydła skończył Mateusz Mika. W rezultacie czego siatkarze Trefla Gdańsk wysunęli się na prowadzenie (11:9). Podopieczni Andrei Anastasiego utrzymywali się na nim aż do stanu (17:15). Bowiem wtedy atomowym atakiem popisał się Mariusz Wlazły (17:16). Po czasie na żądanie włoskiego szkoleniowca, błąd dotknięcia siatki popełnił Marcin Janusz, a na lewym skrzydle zapunktował Mateusz Mika (20:17). W końcówce Bełchatowianie próbowali jeszcze odrabiać straty, ale uniemożliwiły im to błędy własne (25:21).
Efektywnym atakiem po ciasnym skosie ze skrzydła popisał się Mateusz Mika (1:0). Ze środka odpowiedział rywalom Srećko Lisinac (1:1). Swój serwis zepsuł Mariusz Wlazły, a z lewego skończył po raz kolejny Artur Szalpuk (4:2). Gdy w polu serwisowym zameldował się Damian Schulz, Gdańszczanie zanotowali punktową serię (6:3). Chwilę później w tym samym elemencie dobrze spisał się Mariusz Wlazły (6:6). Błędy Ebadipoura przeplatane dobrymi akcjami gospodarzy sprawiły, że Gdańszczanie bardzo szybko wysunęli się na ponowne prowadzenie (10:8). W dalszej części seta, Damian Schulz atakiem dołożył kilka kolejnych punktów (14:11). Natomiast Bełchatowianie zaczęli popełniać coraz to więcej prostych błędów, przez co wynik zaczął im uciekać (18:14). Po przerwie na żądanie Roberto Piazzy, serią kilku atomowych ataków popisał się Mariusz Wlazły (18:16). Po kontrowersyjnej decyzji sędziego, ze środka skończył McDonnell (19:16). Dwukrotnie na skrzydle ręce rywali obił Artur Szalpuk (21:17). W końcówce seta, w swoim stylu zaatakował Srećko Lisinac, a na skrzydle zablokowany został Mateusz Mika (23:21). Chwilowy przestój nie powstrzymał jednak siatkarzy z Trójmiasta w odniesieniu zwycięstwa w tej odsłonie spotkania (25:22).
Trzecią partię otworzył Piotr Nowakowski (1:0). Do wyrównania doprowadził chwilę później Ebadipour (1:1). Przy zagrywce McDonnella, Trefl Gdańsk zaliczył punktową serię, dlatego bardzo szybko o przerwę musiał prosić szkoleniowiec Piazza (4:1). Po powrocie na boisko Bełchatowianom udało się doprowadzić do wyrównania (5:5). Od tego momentu aż do stanu po 8, gra toczyła się punkt za punkt. Wówczas gospodarze popisali się dwoma skutecznymi blokami, zagrywkami i atakami (13:10). Potem trzy punkty z rzędu zdobyli goście i na tablicy wyników znów pojawił się remis (13:13). W drugiej części seta gra ponownie się wyrównała, a na prowadzeniu była raz jedna, raz druga drużyna (18:17). Dłuższa wymiana zakończyła się udanym blok – outem w wykonaniu Damiana Schulza i Gdańsk wysunął się na dwupunktowe prowadzenie (20:18). Bełchatowianie zdołali w prawdzie odrobić dwie piłki meczowe, ale w decydującej końcówce pogrążyły ich błędy własne (25:22).
Trefl Gdańsk – PGE Skra Bełchatów 3:0
(25:21, 25:22, 25:22)
Trefl Gdańsk: Nowakowski, Sanders, Schulz, McDonell, Szalpuk, Mika, Majcherski (libero) oraz Jakubiszak, Niemiec
PGE Skra Bełchatów: Lisinac, Wlazły, Janusz, Bednorz, Kłos, Bednorz, Ebadipour, Piechocki (libero) oraz Czarnowski, Penchev, Nadlejković
Autor: Agnieszka Samojedna
Źródło: Informacja własna / fot. Plusliga.pl