Zwycięstwo ma wielu ojców, porażka zawsze jest sierotą.

catsWielkimi krokami zbliżamy się do końca fazy zasadniczej Plusligi i Ligi Siatkówki Kobiet. Zanim jednak podsumujemy sportową stronę tej części rozgrywek, należałoby wspomnieć o zmianach personalnych na stanowisku trenerskim, bo tych w ostatnim czasie było sporo.

Z ziemi włoskiej do Polski

Poprzedni, debiutancki sezon w rozgrywkach Orlen Ligi (tj. dzisiejszej Ligi Siatkówki Kobiet – przyp. redakcja), toruńska drużyna prowadzona przez Nicolę Vettoriego, zakończyła na wysokim ósmym miejscu. Kibice, trenerzy i włodarze klubu usatysfakcjonowani tym historycznym sukcesem, z niecierpliwością czekali na kolejny występ swoich siatkarek w ekstraklasie.

Jednakże po sezonie 2016/2017 w składzie Budowlanych Toruń doszło do poważnych rotacji personalnych. Gród Kopernika opuściły czołowe siatkarki min. Rebbeca Pavan, Patrycja Polak, Ilona Gierak, czy Morena Franchi. W ich miejsce przyszły młode i perspektywiczne zawodniczki: Aleksandra Szygłowska,  Izabela Bałucka, czy chociażby Julia Kavalenka. Do toruńskiego składu dołączyły też te nieco bardziej doświadczone: Dorota Ściurka, Marina Cvetanović, czy Kinga Hatala.

Niestety, połączenie doświadczenia z młodością, które miało stanowić o sile toruńskiego zespołu, bardzo szybko dało efekt odwrotny do zamierzonego. Do połowy grudnia 2017 roku pod wodzą Nicolii Vettoriego, Budowlane wygrały zaledwie dwa z dziewięciu spotkań! To przelało szalę goryczy – Włoch został zwolniony ze swojego stanowiska.

Niecały tydzień później, włodarze toruńskiego klubu ogłosili, że jego miejsce zajmie Mirosław Zawieracz, dotychczasowy szkoleniowiec Wisły Warszawy. Pod wodzą nowego trenera, toruńskie siatkarki odniosły dwa zwycięstwa – z Impelem Wrocław i MKS-em Dąbrową Górniczą. Wszystkie znaki na niebie zaczęły wskazywać, że sytuacja Budowlanych Toruń z meczu na mecz będzie się poprawiać. Niestety, od pamiętnego spotkania z Dąbrowiankami, podopieczne Zawieracza doznały, aż sześciu porażek z rzędu! Przez co obecnie zagrożone są spadkiem z ekstraklasy. Czy zdołają się jeszcze przed nim ochronić? Będzie z pewnością ciężko, bo po tylu rozczarowaniach trudno już o pozytywne nastawienie mentalne.

Kielczanie bliscy spadku

Siatkarze Dafi Społem Kielce rozpoczęli sezon od trzech porażek. Niekorzystną serię udało się przełamać dopiero w starciu z Czarnymi Radom. Niestety im dalej w sezon, tym podopiecznym Wojciecha Serfaina szło coraz gorzej. Wygrywali oni tylko z tymi nieco słabszymi drużynami (min. MKS-em Będzin).

Trudna sytuacja Kielczan w ligowej tabeli zmusiła włodarze klubu do zwolnienia jej obecnego szkoleniowca i zatrudnienia w jego miejsce Dariusza Daszkiewicza. Czy zmiana coś wskórała ? Nie wiele, bo drużyna zajmuje aktualnie 15 miejsce w tabeli – pierwsze z dwóch, które gwarantują spadek do I ligi.

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?

Trener Andrzej Kowal postanowił zaryzykować. Zwłaszcza, że ma coś do udowodnienia po nieudanym sezonie 2016/2017 w wykonaniu Resovii (czwartej miejsce Mistrzostw Polski, brak awansu do turnieju finałowego Pucharu Polski i Ligi Mistrzów). Jak to „odkupienie grzechów przeszłości” wychodzi mu w praktyce?

Trzeba przyznać, że pod wodzą trenera Kowala drużynie z Podkarpacia wiedzie się aktualnie zdecydowanie lepiej niż za Włocha, Roberto Serniottiego. Bowiem Rzeszowianie od grudnia zeszłego roku mimo kilku potknięć (porażka z Dafi Społem Kielce i odpadnięcie z Pucharu Polski) zrobili znaczący progres. Widoczny było on chociażby w meczu poprzedniej kolejki, w którym to Resoviacy dosłownie „wbili” Jastrzębski Węgiel w parkiet, nie pozwalając im na zdobycie chociażby jednego punktu w tym spotkaniu. Na razie zmiana na wielki plus. Jak będzie w dalszej części sezonu? Czas pokaże…

Ferdinando De Giorgi zostaje w Polsce

Forma siatkarzy Jastrzębskiego Węgla na początku obecnego sezonu sporo falowała. Przez co podopiecznym Marka Lebedewa zdarzały się spektakularne zwycięstwa (min. ze Skrą), albo wręcz przeciwnie – niespodziewane porażki (np. z AZS-em Olsztyn). Nieustabilizowana dyspozycja sportowa i zmienne nastroje wewnątrz drużyny złożyły się także na porażkę z ONICO Warszawą w ćwierćfinale Pucharu Polski. Brak awansu do turnieju finałowego tej prestiżowej imprezy sprawił, że włodarze klubu chcąc ratować sytuacje klubu postanowili rozwiązać umowę z trenerem Lebedewem.

W jego miejsce, prezes Andrzej Gorol zakontraktował byłego szkoleniowca męskiej reprezentacji Polski – Ferdinando De Giorgiego, który z ZAKSĄ dwukrotnie zdobywał mistrzostwo kraju. Czy Włochowi uda się powtórzyć ten sam sukces z Jastrzębianami? Zbyt wcześnie na takie daleko idące plany, bo póki co muszą oni załapać się do pierwszej szóstki. A potem się zobaczy.

A miało być tak pięknie…

Na koniec przyjrzyjmy się dość nieoczekiwanym zmianom w Chemiku Police. Pretendujący do obrony mistrzowskiego tytułu zespół z Polic, dość nieoczekiwanie przegrał z pierwszoligowym Radomką Radom i tym samym pożegnał się z Pucharem Polski na etapie ćwierćfinałów. Co w historii klubu nie zdarzyło się od sześciu lat!

Chociaż mistrzynie Polski na domowym podwórku wręcz dominują (17 zwycięstw i 1 porażka) to nie uchroniło to Jakuba Głuszaka przed zwolnieniem go z zajmowanego przez niego stanowiska. Warto w tym miejscu wspomnieć, że to właśnie z trenerem Głuszakiem, Policzanki dwukrotnie wygrywały tę prestiżową imprezę, a ponadto trzy razy zdobyły pod jego wodzą mistrzostwo kraju. Jednak o tym już mało kto będzie niebawem pamiętał.

Autor: Agnieszka Samojedna

­

Dodaj komentarz