Onico Warszawa nie wywiozła punktów ze Śląska, jednak była bardzo blisko doprowadzenia do tie – break’a. O samej rywalizacji w Jastrzębiu oraz przygotowaniu do następnego spotkania opowiedział rozgrywający stołecznej ekipy – Jan Firlej.
Marzena Janik: Przegraliście w Jastrzębiu po dobrym spotkaniu, w którym pojawiło się sporo widowiskowych akcji. Macie więc czego żałować, zgodzi się pan?
Jan Firlej: Myślę, że zdecydowanie mamy czego żałować. Szczególnie słabo w naszym wykonaniu wyglądał pierwszy set. Mam wrażenie, że w ogóle nam uciekł, zaczynając od koncentracji i skupienia, przez wolę walki, na realizacji celów i założeń taktycznych skończywszy. Myślę, że źle weszliśmy w to spotkanie, czego efektem był ten drugi set, gdzie nie otrząsnęliśmy się, chociaż ta gra wyglądała już trochę lepiej. No, a w przerwie powiedzieliśmy sobie parę mocnych słów w szatni: że to nie może tak wyglądać i przyjechaliśmy tu po zwycięstwo. Wygraliśmy już przecież z Jastrzębiem dwa razy i wiemy, że potrafią grać w siatkówkę, ale jesteśmy w stanie ich ograć i ten set po przerwie był wygrany w dobrym stylu. Szkoda też tej końcówki ostatniej partii, bo zanosiło się już na tie-break. Wyrównana końcówka tego seta uciekła nam w kulminacyjnym momencie i tak, jak Pani powiedziała, mamy czego żałować, bo nie wywieźliśmy stąd nawet jednego punktu, a wiadomo, że w czubie tabeli zaczyna się robić ciasno.
Warto dodać, że w pierwszych dwóch setach zaczynaliście dobrze, ale rywale was doganiali i w efekcie kończyli na swoją korzyść. Z czego, pana zdaniem, wynikała taka sytuacja?
Moim zdaniem zagrali w tym meczu lepiej. Co prawda nie widziałem statystyk, ale oglądając ten mecz z kwadratu, czy nawet będąc na boisku, że grają lepiej, niż we wcześniejszych spotkaniach, które rozegraliśmy z nimi w Pucharze Polski i Plus Lidze. Na pewno przed własną publicznością postawili twardsze warunki gry, ale jestem zdania, że my nie zagraliśmy przede wszystkim swojej siatkówki i tego, co potrafimy zagrać, albo przynajmniej nie pokazaliśmy w całości tego, co możemy. Efektem tego jest, dokładając dobrą grę Jastrzębia, brak punktów.
Wspomniał pan, że podczas przerwy powiedzieliście sobie kilka mocnych słów. Można powiedzieć, że ten czas podziałał na was mobilizująco, bo od początku do końca kontrolowaliście przebieg trzeciego seta.
Tak, jak już powiedziałem powiedzieliśmy sobie kilka mocnych, męskich słów i zadziałało. Ale niestety jeden set nic nam tutaj nie dał, ani nikt nie przyznał nam punktów za styl. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Jastrzębia, a my niestety musimy się obejść smakiem, a byliśmy mocno nastawieni na wypunktowanie przynajmniej tych dwóch „oczek”, chociaż cel był na trzy i niestety będziemy musieli to odrobić w następnych spotkaniach, ale oddając oczywiście, że Jastrzębie zagrało dobry mecz.
Podczas tego meczu w hali dopisali nie tylko kibice gospodarzy, ale również grupa, która przyjechała z Warszawy. Przed tak dopingującą publicznością na pewno grało się dobrze?
Słychać było naszych kibiców i fajnie, że się pojawili. Byli słyszani nie tylko na boisku, ale również poza nim. Szkoda, że nie oddaliśmy im za to na boisku w postaci jakiś punktów, ale należą im się podziękowania za dobry i mocny doping przez cały mecz.
Zapytam o elementy czysto siatkarskie Czego zabrakło zespołowi nie tyle do zwycięstwa, ale do lepszej gry?
Ciężko powiedzieć coś na gorąco. Po tym spotkaniu nie widziałem nawet statystyk. Być może zabrakło trochę szczęścia, bo byliśmy o włos od tie – break’a. Nie wiadomo, jak on by się potoczył, gdyby do niego doszło. Gdybyśmy go wygrali, mielibyśmy dwa punkty. Ale nie ma co gdybać, bo taki jest sport. Jak się nie wykorzystuje swoich sytuacji, to później nie da się cofnąć czasu i to przeciwnik bierze górę. Wracając jednak do pytania, na gorąco ciężko coś powiedzieć. Na pewno zabrakło wszystkiego po trochu w każdym elemencie.
Na pewno ciężko rywalizowało się z ekipą Jastrzębskiego Węgla w zagrywce i bloku. Dobrze zaprezentował się też Maciej Muzaj, który jest mocnym punktem drużyny i z pewnością utrudnił wam życie na skrzydłach.
Myślę, że nasz blok też prezentował się całkiem dobrze. Widać było z poza boiska, że wygląda to całkiem nieźle. Moim zdaniem w przyjęciu też nie było najgorzej, natomiast możemy mieć zastrzeżenia do ataku. Gdzieś ta skuteczność w pierwszej akcji po przyjęciu nie wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, ale trzeba przyznać, że rywale też zagrali dobrze i myślę, że duży wpływ na wynik miał początek meczu i ten brak koncentracji .
W następnej kolejce zagracie z Asseco Resovią Rzeszów. Będziecie w komfortowej sytuacji, bo gracie „u siebie” i już nie raz pokazaliście, że potraficie być groźni, zwłaszcza we własnej hali.
Tak jest. Mam nadzieję, że podejdziemy do tego spotkania, zmobilizowani to na pewno, ale skoncentrowani i rządni zwycięstwa za trzy punkty. Liczę na to, że to będzie dobry mecz, ale rozstrzygnie się na naszą korzyść. Mamy przed sobą cały tydzień na przygotowanie. Muszę też przypomnieć, że dopiero od niedawna trenujemy w, w miarę, pełnym zestawieniu. Nie jest łatwe ustawić dwie pełne szóstki do treningu, kiedy w zespole jest plaga kontuzji, żeby zajęcia fajnie wyglądały. Ciężko trenuje się w dziesięciu. Także mam nadzieję, że ten tydzień przetrenujemy już w prawie pełnym zestawieniu, bo jeszcze bez naszego atakującego i to przyniesie efekty w meczu z Rzeszowem.
Na zakończenie: nastroje w zespole są bardzo pozytywne i zespół Onico mierzy w zwycięstwo?
Na pewno. Myślę, że bojowe nastroje w drużynie panują przed każdym spotkaniem, bo to nie jest tak, że na tych mocniejszych przeciwników się mobilizujemy, a na tych słabszych nie. Do każdego podchodzimy z szacunkiem, ale z rządzą walki i zwycięstwa. Tak samo będzie w meczu z Rzeszowem, czy w meczu z Zawierciem, który też był bardzo ciężki, ale podeszliśmy do niego mocno skoncentrowani i udało się wygrać 3:2. Tak więc do każdego podchodzimy z szacunkiem, ale też z pewną ręką i wolą wyrwania trzech punktów.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna