W miniony weekend Plaża Open ponownie zawitała do Rybnika, a już jutro rozpocznie się rywalizacja w Łodzi. O walce w finale i atmosferze w zespole opowiedział nam zdobywca dwóch srebrnych medali – Adam Parcej.
Marzena Janik: Spotkanie finałowe przyniosło kibicom sporo emocji. Szczególnie tie – brek, w którym nie wiele zabrakło do wyrównania wyniku.
Adam Parcej: Nasi przeciwnicy zagrali bardzo dobrze. Rozpoczęli tego tie-break’a od prowadzenia 4:0, a później 7:1. Wiadomo, że jeśli taki wynik jest dla nas niekorzystny, to gra nam się o wiele trudniej. Nie dość, że było ciężko fizycznie, bo był to nasz trzeci mecz tego samego dnia, to jeszcze byliśmy podłamani psychicznie. Mimo to próbowaliśmy jeszcze powalczyć. Po czasie prawie się udało. Jest tak, że w sumie jesteśmy zadowoleni, że walczyliśmy do końca.
Na pewno jest niedosyt. Aczkolwiek po turnieju przeanalizujemy sobie na chłodno ten tydzień. Mieliśmy swoje kłopoty, mało trenowaliśmy. Ze zdrowiem też nie było najlepiej, więc myślę, że to drugie miejsce to jest nasz sukces.
Jeśli chodzi o grę w tie – break’u, podobną sytuację mieliście w Dąbrowie Górniczej. Rywale odskoczyli, a wam trudno było odrobić straty. Z czego, pana zdaniem, to wynikało?
Dokładnie. Przydarzyła nam się identyczna sytuacja. Tam też w końcówce próbowaliśmy dogonić i tak, jak Pani powiedziała, mamy problemy z początkami naszych setów. Postaramy się przed następnym turniejem to zmienić, żeby łatwiej nam się grało.
Rybnik kojarzy Wam się na pewno dobrze, chociaż nie jest do końca szczęśliwy. W ostatnich dwóch sezonach nie udało się zdobyć złota, którego bardzo sobie życzyliście.
Nie powiedziałbym, że nieszczęśliwy. Gram tutaj już piąty rok z rzędu i jesteśmy na podium. Może w różnych konfiguracjach, bo nie grałem wcześniej z Bartkiem (Bartłomiej Dzikowicz – przyp. red.). W sumie zawsze trafiamy tutaj na fajną pogodę i atmosferę. Zajmujemy dobre miejsca. Także mi osobiście zawsze będzie się dobrze kojarzyło to miasto.
Tym bardziej, że miejsce jest dobre, a warunki tutaj są wręcz idealne do gry w siatkówkę plażową. Zgodzi się pan?
Mamy nadzieję, że turniej ponownie zawita do Rybnika. Tutaj nie ma się do czego przyczepić. Plaża Open świetnie zorganizowała kolejne zawody. Mamy dodatkowo jedzenie i picie. Tak naprawdę, co chcemy, to mamy, więc pozostaje tylko się cieszyć, że Plaża Open tak pracuje i świetnie się tutaj gra.
Obecny sezon jest pana trzecim w parze z Bartłomiejem Dzikowiczem. Zapytam więc, jak wygląda atmosfera i współpraca w zespole?
Myślę, że naszą siłą jest przede wszystkim spokój. To, że nie denerwujemy się na siebie. Znamy się już dobrze i ufamy sobie. Wiemy, że kiedy jeden z nas ma słabszy moment to ten drugi zawsze stara się pomóc. Także mimo, że czasem przegramy jakiś mecz to nie ma sytuacji, że się kłócimy i to na pewno jest nasz duży atut.
Jak będzie wyglądała u was dalsza część sezonu plażowego?
Pojedziemy wszędzie, gdzie się da. Został jeszcze miesiąc grania, z czego się cieszymy. Szkoda, że ten czas tak szybko leci i ta plażówka szybko się skończy. Będą jeszcze trzy turnieje Plaży Open i wszystko powoli się skończy, ale pojawimy się wszędzie, gdzie tylko możemy. Czekamy na to przez cały rok. Oczywiście w Krakowie też się stawimy. Nie wiem, w jakiej formie. Chcemy grać o jak najwyższą lokatę, ale trochę nam się to komplikuje, bo już od miesiąca będziemy na hali. Na pewno będzie ciężej, aczkolwiek będziemy walczyć
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna