Jakub Kowalczyk: Podstawowym motywem jest to, by codziennie się rozwijać

W ubiegłą środę Onico Warszawa zorganizowała otwarty trening podczas którego, każdy mógł zasiąść na trybunach i poznać pracę siatkarza od podszewki. Bez wątpienia jest to bardzo ciekawy pomysł na promowanie klubu. Po treningu udało nam się zamienić kilka słów ze środkowym warszawskiego klubu, Jakubem Kowalczykiem.

Joanna Owczarek: Rozpoczęcie PlusLigi zbliża się wielkimi krokami. Jak ocenia Pan szanse swojej drużyny w walce o mistrzostwo Polski?

Jakub Kowalczyk: Bardzo dobrze. Jeszcze nie widziałem żadnej innej drużyny, jedynie na siatce.org, jest taka strona z transferami i wszyscy wydają się silni, ale u nas też jest parę nowych osobowości i jak na razie wygląda to ciekawie. Moim zdaniem trener zrobił taką drużynę, żeby była lepsza niż poprzednia. Myślę, że będzie dobrze. ja ogólnie z reguły jestem pozytywnie nastawiony.

W ubiegłym sezonie cała drużyna trenowała pod okiem Stephana Antigi. Jak Pańskim zdaniem przez ten czas zmieniła się drużyna?

Wszystko się zmieniło: klub się zmienił, właściciel się zmienił, całą organizacja się zmieniła. Ogólnie Stephane jest bardzo wymagającym człowiekiem, stawia na codzienny rozwój. Z tego, co zauważyłem, bo ja z nim tylko rok pracuję, lubi budować drużynę na lata i jakby całe Onico jest takim projektem, który od pierwszego do ostatniego dnia ma się codziennie rozwijać. Wydaje mi się, że to widać. W zeszłym roku mieliśmy wzloty i upadki, ale na końcu, pomimo tego, że końcówka nam nie wyszła, prezentowaliśmy się dużo lepiej i dużo pewniej. Byliśmy solidniejszą drużyną niż na początku, ale to jest tylko taka naturalna kolej rzeczy.

Cztery lata spędzone w tym samym miejscu to dosyć sporo. Czy kiedykolwiek myślał Pan nad zmianą klubu?

Tak. W paru klubach w swoim życiu grałem i w zasadzie miałem taki okres, że dopiero tutaj jestem cztery lata z rzędu. Zawsze byłem w innym klubie i mam  już tego dosyć. Bardzo dobrze czuję się tutaj w Warszawie i nie chciałem nic zmieniać. Klub z Warszawy jest najlepszy. Teraz zaczyna się nowy sezon i nie myślę o zmianach. Myślę o tym, jakby tutaj pomóc chłopakom i sobie, aby wygrać coś fajnego.

Jak ocenia pan przebieg ubiegłego sezonu? Zajęta przez was lokata jest satysfakcjonująca, czy pozostał niedosyt, że nie udało się osiągnąć czegoś więcej?

To jest oczywiste pytanie. Zwłaszcza, że graliśmy bardzo dobrze przez długi czas, mieliśmy chyba 13 meczów z rzędu wygranych. Graliśmy w finale Pucharu Polski, więc to był bardzo dobry okres dla nas, ale później coś pękło. Jak to się mówi ,,żarło, żarło i zdechło” i na pewno wnioski zostały wyciągnięte. I przez sztab szkoleniowy, i z osobna przez każdego z na, który został. Mam nadzieję, że nie powtórzymy pewnych błędów z końcówki zeszłego roku, bo była bardzo obiecująca i wydaje mi się, że byliśmy nastawieni, że już będziemy mieć jakiś medal, brązowy a nawet to czwarte miejsce byłoby fajnie mieć. A wyszło, jak wyszło.

Zanim dołączył Pan do drużyny z Warszawy grał Pan w wielu I-ligowych klubach. Jak porównałby Pan grę z PlusLigi do gry w I lidze?

Widziałaś kiedyś jakiś mecz I- lub II-ligi? Jeżeli oglądasz tylko PlusLigę, to nie zmieniaj tego. Ja bardzo szanuję zawodników, którzy grają w I lidze i niżej, bo sam bardzo długo tam grałem i długo czekałem na swoją szansę.Jjest mało rzeczy, które tak naprawdę można porównać. Hale są inne, organizowanie klubu, cała ta otoczka, rehabilitacja, dbanie o zawodnika… To wszystko jest inne i styl gry też jest inny. Łatwo to można porównać w ten sposób, że wielu chłopaków, którzy idą z PlusLigi do I ligi rzadko kiedy mogą sobie w niej poradzić. Jakby widzą, że to jest inny sport, inna kategoria grania w siatkówkę. Życzę każdemu I-ligowcowi jak  najszybszego awansu do PlusLigi, bo to jest zupełnie inna bajka. Wtedy dopiero otwierają się oczy na siatkówkę.

Jak wspomina Pan swoje początki w klubie ze Stolicy?

Świetnie! Bardzo długo czekałem na swoją szansę, byłem już takim dojrzałym zawodnikiem i szczerze, to czasami myślałem, że już nikt nawet mnie nie weźmie do tej PlusLigi. Jednak zadzwonił Kuba Bednaruk i mówi: “Kropas, chcemy cię.”, mówię : “Ekstra!” i byłem… Same najlepsze emocje jakie mogę opisać, to były we mnie i pamiętam, że byłem strasznie z siebie dumny, że jednak ta droga i te cele, które mam przed sobą… Długo na nie czekałem i jest!

Jak wiadomo, od tego sezonu w plusligowych rozgrywkach nastąpią pewne zmiany między innymi brak linii trenerskiej czy skrócenie do 12 sekund czasu przerw w grze między gwizdkiem sędziego na zakończenie wymiany, a kolejnym na wykonanie zagrywki. Czy uważa Pan, że te zmiany są konieczne?

Fajne jest to, że można mieć numery od 1 do 99 i to jest super. Wiadomo, że każdy ma jakiś swój ulubiony numer, ale chłopaki w NBA grają w szalonych numerach i to jest dosyć inspirujące. To jest ciekawe, a reszta… Mówiąc szczerze, to mało mnie to obchodzi. Po prostu masz piłkę i grasz, a czy ta przerwa ma 30 sekund, czy 15, czy będzie trener stał 3 metry od Ciebie, czy 4 to w zasadzie jak grasz, to i tak widzisz tylko tą piłkę, czasem kibiców, a reszta jest nieistotna.

Porównując obecne zasady gry do tych z Pańskiego pierwszego sezonu w PlusLidze, które są Pańskim zdaniem lepsze? Na przykład brak przerw technicznych, które były obecne w Pańskim pierwszym plusligowym sezonie.

Brak przerw technicznych to fajna zmiana. Ta przerwa to jest tak naprawdę jedyna rzecz, która może wytrącać z równowagi. Często było tak, że ktoś wygrywał 2:0, to później komplikowała się sytuacja na boisku. To jest tak, że robią jakieś zasady w związku czy lidze i nawet nie wiem, kto to wymyśla. Nie to, że jestem ignorantem, ale szczerze to nie skupiam się na tym. Mnie interesuje tylko trening i piłka. Mówią, jak mam grać, to będę grał. Gra się na trzy, siatka jest na tej samej wysokości i to jest dla mnie najważniejsze.

I na koniec: Jakie cele stawia sobie zespół Onico przed zbliżającym się sezonem?

Tak jak wcześniej powiedziałem, jest to organizacja stworzona na kolejne lata, a takim pierwszym i podstawowym motywem jest to, by codziennie się rozwijać i być jak najlepszym. Nie mamy jakiegoś tam poziomu, tylko po prostu “sky is the limit” i mamy robić coraz to fajniejsze rzeczy. No i wiadomo, że celem jest wygranie PlusLigi. A jak to będzie, kto będzie od nas lepszy to się okaże na koniec, ale trzeba stawiać sobie cele wysoko, bo inaczej nie ma sensu zajmować się sportem zawodowym i zaczynać tej ligi.

Rozmawiała Joanna Owczarek

Źródło: Informacja własna