Bartosz Krzysiek: Pokazaliśmy, że chcemy dobrze zagrywać

W sobotnie popołudnie GKS Katowice potrzebował czterech setów, żeby pokonać Stocznię. O tym, co było kluczem do zwycięstwa i pracy przed kolejnymi meczami opowiedział nam atakujący ekipy ze Śląska, Bartosz Krzysiek.

Marzena Janik: Gratulacje. GKS Katowice wygrał ze Stocznią w dobrym stylu, więc macie się z czego cieszyć, bo zdobyliście komplet punktów.

Bartosz Krzysiek: Cieszymy się z kompletu punków, jak i z tego jak wyglądaliśmy na boisku. Po przegranym meczu z Bydgoszczą, mówiłem, że potrzebujemy czasu, żeby przeanalizować i spróbować się odciąć od tej naszej niechlubnej gry z poprzednich meczów i to się faktycznie nam udało. Sztab wiedział dokładnie, jak się nami zająć, żeby nam pomóc i stworzyć nam odpowiednie warunki do tego, aby dzisiaj grać swoją najlepszą siatkówkę.

Od początku narzuciliście swój rytm gry. Z wyjątkiem trzeciego seta, w którym goniliście rywala, co ostatecznie się nie udało.

Uważam, że nie wymyślę tutaj nic nowego, jeśli powiem, że dużo rzeczy ustaliło się na zagrywce. Pokazaliśmy, że chcemy dobrze zagrywać i ten serwis miał jakość. Stocznia jest taką drużyną, którą, nie oszukujmy się, można ugryźć zagrywką. Natomiast potrafią wychodzić z tych sytuacji dzięki dobrze dysponowanym skrzydłowym o świetnym zasięgu i sile. My dzisiaj potrafiliśmy grać blok – obrona tak, że te wymiany były bardzo ciekawe i atrakcyjne dla oka i przede wszystkim bardzo skuteczne.

Jeśli chodzi o bloki, w waszym wykonaniu robiły duże wrażenie. Szczególnie, że kilka razy udało się zatrzymać m.in. Bartosza Kurka.

Nie ukrywajmy, że chłopaki mogli trochę potrenować na mnie (śmiech). Oczywiście żartuję. Jednak z boku świetnie wyglądało to, że potrafimy się przeciwstawić takim zawodnikom. Tu bardzo ważny był time’ing i miejsce tego bloku. Niejednokrotnie było to pokazane na materiałach, które mieliśmy przygotowane, więc sztab również przygotował nas pod tym kątem. Natomiast sama technika bloku to zasługa naszych blokujących.

Spotkanie ze Stocznią z pewnością wyglądało inaczej, niż to w Bydgoszczy. To zwycięstwo było pozwoliło zapomnieć o dotkliwej porażce z przed tygodnia, zgodzi się pan?

Tak. Ja nie będę tutaj zdradzał naszych wewnętrznych kuluarów, ale to były dwie inne drużyny. To przyzna nawet specjalista, że ta drużyna z Bydgoszczy i ta z dzisiejszego dnia są zupełnie inne. Sztab potrafił znaleźć sposób na to, żebyśmy mogli prezentować się jak najlepiej.

Można powiedzieć, że w następnej kolejce czeka was spotkanie za miedzą, czyli mecz z MKS-em Będzin. Czy jest coś, na co zespół będzie musiał zwrócić szczególną uwagę przed rywalizacją w Sosnowcu?

Przede wszystkim powinniśmy kontynuować drogę, jaką obraliśmy w tym tygodniu i dalej pracować w takim kontekście. Mam nadzieję, że to pozwoli nam dalej trzymać dobry poziom i nie będzie to jednorazowy wystrzał tylko im dalej w las, tym będziemy grać lepiej albo przynajmniej na tym poziomie. Myślę, że trzeba wyjść z takim nastawieniem, żeby grać dobrą siatkówkę, tak jak już to prezentowaliśmy. Zwróciłbym uwagę na takie sytuacje, co dzisiaj było widać w trzecim secie, że po jednym prostym błędzie potrafimy się tak zdeprymować, że nam nie wypada, że to nie powinno się zdarzyć… Prowadzi nas to do sytuacji, że rozpatrujemy tą akcję jeszcze przez dwa – trzy punkty zamiast skoncentrować się na kolejnym. I będziemy potrafili przejść nad tym do porządku dziennego, bo wiadomo, że nie powinno się na pewne rzeczy pozwalać. Musimy się po prostu uśmiechnąć i przejść do następnej akcji, co pozwoli nam pójść do przodu i wygrywać kolejne piłki.

Na koniec warto wspomnieć o dopingu. Atmosfera podczas meczu była świetna, a kibice okazali się waszym siódmym zawodnikiem. Mam rację?

Kibice nie tylko dopisali frekwencją, ale również zaangażowaniem. Myślę, że my odpłaciliśmy się tym samym. Mam nadzieję, że tak licznie zgromadzona publiczność to będzie standard. My postaramy się o to, żeby standardem była nasza dobra dyspozycja.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna