Mecz Jastrzębskiego Węgla z Asseco Resovią Rzeszów okazał się prawdziwym ligowym klasykiem. O tym, co rozstrzygnęło rywalizację i o przygotowaniu do rywalizacji opowiedział nam środkowy Jastrzębskiego Węgla – Piotr Hain.
Marzena Janik: Spotkanie z Asseco Resovią stało na wysokim poziomie i było naprawdę warte obejrzenia. Tym bardziej zespołowi należą się gratulacje.
Piotr Hain: Po porażce z Bydgoszczą nasza ambicja na pewno była podrażniona i do tego spotkania podeszliśmy bardzo zmobilizowani i nakręceni. Myślę, że było to widać na boisku. Ten mecz rozegrał się właśnie w tym aspekcie. Wygraliśmy go swoim zaangażowaniem, wolą walki i, że tak powiem, wygraliśmy go po prostu sercem.
Dobrą grę Jastrzębskiego Węgla było widać również w przegranym drugim secie, w którym zdecydowała końcówka. Zgodzi się pan ze mną?
Myślę, że spotkanie było niezłe i mogło się podobać. To była niezła siatkówka z jednej i z drugiej strony. Rzeszów gra coraz lepiej i będzie grał coraz lepiej. Znam trenera Cretu, z którym pracowałem i wiem, że on to wszystko poukłada. Nie będzie tak, że chłopaki przez cały czas będą na dnie tabeli. Uważam, że były to fajne zawody. Nawet w tym przegranym secie pokazaliśmy dobrą siatkówkę. Taki jest sport – set na przewagi i decyduje jedna – dwie piłki i po prostu czasami tak jest. Ale cieszymy się, bo wygraliśmy z mocnym przeciwnikiem w dobrym stylu, także to jest najważniejsze.
Zwróciłabym uwagę na trzecią partię, w której Jastrzębski Węgiel przegrywał 5:10 i dzięki serii zdobytych punktów nie tylko doprowadził do remisu, ale również objął prowadzenie.
Tutaj ukłony dla Lukasa Kampy, ponieważ popisał się świetną serią zagrywek. Rzeszowianie nie potrafili sobie z nimi poradzić. Nieźle funkcjonował też nasz system blok – obrona i dzięki temu udało się wyciągnąć seta.
Od spotkania z Chemikiem Bydgoszcz minęły dwa tygodnie, a zespół mógł liczyć na przerwę ze względu na Klubowe Mistrzostwa Świata. Był więc czas na spokojny trening i przygotowanie do meczu z Resovią.
Tak się złożyło, że faktycznie mieliśmy trochę czasu, żeby spokojnie potrenować. Tego treningu po meczu z Bydgoszczą na pewno potrzebowaliśmy, bo morale, że tak powiem, trochę „siadły”. Jednak każdego dnia udowadnialiśmy sobie na treningach, że potrafimy grać i ta praca, którą wykonujemy, jest pracą w dobrym kierunku i tym meczem utwierdziliśmy się w przekonaniu, że tak faktycznie jest.
Skoro mowa o pracy, z pewnością udało się poprawić te elementy, które zawiodły podczas ostatniego meczu. Jak już pan wspomniał, była zarówno dobra zagrywka, jak i system blok – obrona. Czy to był klucz do sukcesu?
Na pewno tak. Nie widziałem statystyk, ale mam takie boiskowe przeczucie, że w każdym elemencie zagraliśmy dobrze i popełnialiśmy w miarę mało błędów. Zaprezentowaliśmy się na dobrym poziomie i myślę, że jeśli dalej będziemy grać z takim zaangażowaniem to wszystko jest dla nas do osiągnięcia.
Nie trzeba chyba mówić, że po takim meczu nastroje w drużynie są dobre. Co prawda już w najbliższą środę czeka was mecz w Lubinie, ale już trzy kolejne zagracie przed własną publicznością.
Teraz zdarzyło się tak, że natężenie meczów jest spore. Ale po takim spotkaniu, jak to ja bym chciał wyjść na boisko już jutro. Chciałbym grać dalej, bo grało się świetnie. Myślę, że to dla nas dobrze, że mecze, które są przed nami są w takim natężeniu.
Na koniec warto wspomnieć o atmosferze, jaka towarzyszyła temu spotkaniu. Kibice obydwu drużyn są zaprzyjaźnieni, więc z pewnością świetnie grało się w pełnej hali i przy takim dopingu.
U nas w Jastrzębiu przeważnie jest gorąca atmosfera, także nigdy nie możemy powiedzieć złego słowa. Ten mecz był takim jastrzębskim „el classico”, że tak to nazwę. Te drużyny mierzyły się nie raz i nie raz mierzyły się o jakieś istotne cele, tak więc ta rywalizacja dodaje dodatkowego smaku i adrenaliny. Fajnie, że takie spotkanie udało się dzisiaj wygrać.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna