Dawid Gunia: Zawsze jest coś do poprawy

Siatkarskie Derby Śląska tylko z pozoru wyglądały na łatwy pojedynek, wygrany przez zespół Jastrzębskiego Węgla. O przedświątecznej rywalizacji i współpracy z Roberto Santillim opowiedział nam środkowy jastrzębian – Dawid Gunia.

Marzena Janik: Mecz z GKS-em Katowice wygraliście w trzech setach, właściwie nie pozwalając się rywalowi dogonić. Święta spędzicie zatem w dobrych nastrojach. O to chyba chodziło?

Dawid Gunia: Oczywiście. Myślę, że chociaż przerwa jest krótka, mamy spokojną głowę i pozytywne myślenie. Z pozoru mecz był łatwy i szybki. Ale gdyby się przyjrzeć, to z naszej perspektywy zawsze jest coś do poprawy. Myślę, że będziemy o tym rozmawiać zaraz po świętach i będziemy do tego wracać na treningach.

Wspomniał pan, że spotkanie nie należało do łatwych. Idąc tym tropem, można powiedzieć, że mieliście trochę problemów na początku rywalizacji i w trzecim secie, kiedy katowiczanie kilkukrotnie byli blisko wyrównania. Zgodzi się pan ze mną?

Tak naprawdę ten początek wyglądał dobrze. Z reguły początki naszych meczów wyglądają trochę gorzej. Jesteśmy w stanie przegrać pierwszego seta, a później pozbierać się i grać swoje, więc jak na pierwszy set, ja nie widziałem żadnych problemów. W trzecim, jak najbardziej. Troszkę odpuściliśmy. Nie wiem, czy nie podświadomie. Z kolei katowiczanie napierali dobrze zagrywką. Ogólnie oceniam to spotkanie dobrze, ale tak, jak już wspomniałem, jest jeszcze nad czym pracować.

Nie mogę nie wspomnieć o zmianie, której Roberto Santilii dokonał pod koniec drugiego seta, wpuszczając na boisko Hidalgo Olivę. Kubańczyk zaprezentował się z dobrej strony, pokazując, że jest drużynie bardzo potrzebny.

Po to jesteśmy w drużynie, żeby każdy był gotów dać coś z siebie, jakąś dobrą zmianę. Salvador zagrał tak dobrze, jak potrafi na ten moment, więc myślę, że w dalszej części sezonu każdy z nas będzie częściej potrzebny. Sezon jest długi, a wiemy, że „nowy – stary” trener nie boi się zmian, także pozostaje nam tylko czekać na swoją kolej.

Skoro już mowa o Roberto Santillim. Jest w klubie zaledwie od kilku dni i od kilku dni pracuje z zespołem. Jak wygląda praca z tym trenerem?

Myślę, że tak jak każdy szkoleniowiec nie robi przewrotów czy jakiegoś trzęsienia ziemi. Na razie więcej obserwuje i uczy się nas. Każdemu trenerowi chodzi o to samo, natomiast każdy robi wszystko po swojemu. Roberto Santilli kompletnie różni się od Ferdinando De Giorgiego. Tak naprawdę trenera poznamy z czasem. Póki co, więcej obserwuje, tak więc jeszcze przyjdzie czas na zmiany.

Tuż po Świętach czeka was mecz z Cerradem Czarnymi Radom, którzy są waszym bezpośrednim rywalem w ligowej tabeli. Czy jest jakiś element siatkarskiego rzemiosła, który sprawia wam szczególny problem i trzeba poświęcić mu więcej czasu?

Tak, jak w każdym meczu, zaczynamy od zagrywki. Odrzucając przeciwnika od siatki jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Całe szczęście, że grany u siebie. Mamy więc przewagę. Jak widać, radomianie przegrali tylko z nami na początku sezonu, całą resztę wygrali. Cieszę się, że gramy u siebie, to jest jeden punkt. A drugi – tak, jak już mówiłem, róbmy swoje i bawmy się tym. Jesteśmy w stanie wyciągnąć z tego spotkania punkty.

Odbiegając od tematu siatkarskiej rywalizacji zapytam o to, jak przebiegła aklimatyzacja w zespole? Jak wiadomo, jest to pana pierwszy sezon tutaj…

Od strony szatni wszystko wygląda dobrze. Z większością zawodników już grałem wcześniej. Sam też pochodzę z tych stron, więc nie spodziewałem się żadnych wielkich problemów. Mamy świetnych zawodników przyjezdnych. Mamy również swoich. Ja oceniam dobrze naszą współpracę. Każdy każdego wspiera i popycha do cięższej pracy.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna, fot. Plus Liga