Nikodem Wolański: Celem jest zdobywanie punktów w każdym meczu

Jastrzębski Węgiel pod wodzą Roberto Santilliego dwukrotnie pokonał rywali, nie tracąc seta. O spotkaniu z Cerradem Czarnymi Radom i planach na początek roku udało nam się porozmawiać z drugim rozgrywającym Śląskiej ekipy – Nikodemem Wolańskim.

Marzena Janik: Na zakończenie roku wygraliście z Czarnymi Radom w trzech setach. Macie więc powody do radości.

Nikodem Wolański:  Zdecydowanie tak. Pierwsze dwa sety zostały rozegrane pod nasze dyktando. Z kolei trzecia partia do pewnego momentu toczyła się łeb w łeb. W końcówce mieliśmy trochę szczęścia z zagrywkami po siatce. Nic tylko się cieszyć. Trzeba mieć też na uwadze to, że jednak przeciwnik nie zagrał w pełnym składzie.

Wspomniałeś o zaciętym trzecim secie. Trzeba tutaj powiedzieć, że kluczem do wygranej była zagrywka. Zgodzisz się ze mną?

Jak najbardziej. Stojąc z boku zauważyliśmy z Pawłem Ruskiem, że nie wywieraliśmy presji, a oni zaczęli grać naprawdę skutecznie na siatce. Wiadomo też, że zagrali z drugim rozgrywającym, a my nie mamy go jakoś super rozpisanego, także mógł naprawdę nas zaskoczyć i to zrobił. Jednak z biegiem czasu im mocniej zagrywaliśmy, tym oni mieli większe problemy. Koniec końców mecz rozstrzygnął się wynikiem 3:0.

Skoro mowa o tej ostatniej partii, warto zwrócić uwagę na to, że radomianie sprawili wam kłopoty swoim blokiem. Bywały takie momenty, że trudno było się przedrzeć przez ich ścianę.

To prawda. Wiąże się to z tym, że oni dobrze zagrywali i mieli tą przewagę. Czuli się też bardziej swobodnie i przez to my byliśmy zatrzymywani. Na szczęście wszystko dobrze się dla nas skończyło. Po naszej stronie pojawiło się kilka asekurowanych piłek, a później mądrze rozegranych, co dało oczekiwany efekt.

W okresie świątecznym nie mieliście wolnego, jednak po tym spotkaniu dostaniecie od trenera aż pięć dni odpoczynku. Jak wykorzystasz ten czas?

Myślę, że każdy ma swoje plany. Dostaliśmy tyle wolnego ze względu na to, że kolejny mecz został przesunięty z 11 na 14 stycznia. Trener wpadł na pomysł, że to będzie, tak naprawdę, ostatnia możliwość dania nam wolnego, żeby naładować akumulatory przede wszystkim mentalnie. Uważam, że to jest dobre. Później już zaczyna się mocne granie. Dojdzie Puchar Polski, więc od 23 stycznia czeka nas bardzo ważny tydzień. No i dodatkowo liga. Zagramy kolejny bardzo ważny mecz z Zawierciem, które tak na dobrą sprawę jest naszym bezpośrednim rywalem, bo są za nami raptem dwa miejsca. Jeśli udałoby nam się z nimi wygrać to odskoczymy. Myślę, że to wolne nam się przyda i wykorzystamy je, żeby odpocząć.

Tutaj warto zauważyć, że w zależności od tego, jak potoczą się inne spotkania, macie spore szanse na drugie miejsce w ligowej tabeli. Taki jest wasz cel na początek 2019 roku?

Ja myślę, że celem jest po prostu zdobywanie punktów w każdym meczu. Nie chcemy ich rozdawać swoim bezpośrednim rywalom. Nie mamy jako tako określonego celu, ale każdy ma świadomość, że będąc w dwójce jest się w strefie medalowej i omijają nas mecze ćwierćfinałowe. To jest bardzo duży plus, ale nikt nie wybiega tak daleko w przyszłość, bo najważniejsze jest tu i teraz, czyli mecz z Zawierciem. Spotkanie z Czarnymi Radom się skończyło i teraz jesteśmy nastawieni tylko na mecz z Wartą.

A jak oceniasz krótką współpracę z Roberto Santillim?

Jak to na początku – zawsze jest bardzo fajnie i przyjemnie. Każdy jest miły i tak jest również w tym przypadku. Na razie ciężko jest mówić o tym, jak przebiega współpraca, bo trener tak naprawdę pracuje z nami dopiero od półtora tygodnia. Ja osobiście bym nie chciał, żeby ktoś oceniał mnie po tak krótkim czasie. Ja również nie będę tego robił w stosunku do trenera. Nie jestem zresztą osobą, która powinna wygłaszać swoje opinie na ten temat. Zostawiam to dla siebie. Jednak póki co, jest bardzo pozytywnie. Jak widać dwa mecze, sześć punktów – to w zasadzie tyle (uśmiech).

Korzystając z okazji, chciałabym jeszcze zapytać o doping kibiców, którzy jak zawsze licznie przyszli, żeby was wspierać. Jak bardzo pomaga wam to w grze?

Trzeba podkreślać to, że Klub Kibica jeździ za nami wszędzie liczną grupą. Napędzają nas i są naprawdę bardzo życzliwi. Nawet jeśli przegrywamy mecze, oni dodają nam otuchy, życzą nam powodzenia w kolejnych spotkaniach i wierzą w nas. To jest naprawdę pomocne. My z kolei odpłacamy się dobrą grą, więc myślę, że jeśli dalej tak będziemy grać to będzie jeszcze więcej ludzi. Chociaż za niedługo nie będzie to już możliwe, bo zapełnią nam całą halę (śmiech).

A czego życzyć Ci na nadchodzący rok?

Zdrowia, resztę sobie wypracuję.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna, fot. Plus Liga