Jastrzębska linia sporu. Nieporozumień ciąg dalszy

Salvador Hidalgo Oliva, niewątpliwie jeden z najlepszych przyjmujących na świecie, najlepszy gracz sezonu 2016/2017 a na co dzień stuprocentowy rezerwowy Jastrzębskiego Węgla? Mówiąc kolokwialnie, coś tu nie gra. Dlaczego?

Na jednej z wielu konferencji prasowych były szkoleniowiec Jastrzębian Ferdinando De Giorgi oraz sternik klubu Adam Gorol wielokrotnie odpowiadali na pytania dziennikarzy odnośnie wspomnianego przyjmującego, ale czy którakolwiek odpowiedź była jednoznaczna? Niekoniecznie. W ubiegłym roku Oliva co prawda pojawiał się na boisku, ale w porównaniu z sezonem 2016/2017 było to niczym. Jak wygląda obraz sprawy z punktu widzenia samego zainteresowanego?

 ”Przyszłości nikt nie jest w stanie przewidzieć. Na dzień dzisiejszy jestem tutaj, gram w Jastrzębskim Węglu. No, może nie gram, ale cały czas trenuję, całkiem dobrze jak sądzę, co bardzo profesjonalnie traktuję swoją pracę” – wyjaśnił przyjmujący.

Mimo perfekcyjnej dyspozycji treningowej szans na grę w meczach plusligowych po prostu nie ma. Znów nasuwa się pytanie, dlaczego?

 ”Nigdy z nikim nie miałem żadnych problemów natury osobistej, a jeśli ktoś ma problem ze mną, nic na to nie poradzę. Jestem otwartą osobą, dobrze nastawioną do ludzi i chyba wszyscy, którzy zdążyli mnie poznać, a trochę czasy już spędziłem w waszym kraju, o tym wiedzą. Nawet teraz, gdy większość czasu spędzam na ławce dla rezerwowych, jestem uśmiechnięty” – powiedział najbardziej zainteresowany.

 Siatkarz odpowiadając zasugerował, że to nie on ma kłopot z klubem, a klub z nim. Czy aby na pewno zawodnikowi nie przeszkadza fakt, że bez wątpienia pełni w drużynie rolę rezerwowego?

 ”Nie mogę powiedzieć, że nie miało (i nie ma) to dla mnie znaczenia, bo byłaby to nieprawda”.

Skąd więc decyzja o posłaniu topowego siatkarza za bandy reklamowe? To wydaje się irracjonalym wyjściem z sytuacji.

 ”To trener wybierał graczy do pierwszej szóstki i do kwadratu. A prezes pozwolił trenerowi robić to, co chciał”. Ze słów przyjmującego wynika, że prezes robił wszystko, co chciał, bez większego wpływu szkoleniowca, który zawsze odpowiada za finalny rezultat zespołu. ”Nie chcę, żeby prezes wpływał na decyzje trenera, ale żeby był częścią zespołu, całości jaką tworzymy. To prezes jest numerem jeden w klubie i to on ostatecznie decyduje kto powinien odejść, a kto ma przyjść, Dlatego musi znać realcja, musi być blisko drużyny” – stwierdził Salvador Hidalgo Oliva.

”Jastrzębkiej telenowieli” nie ma końca. Jedni twierdzą, że ”zamieszany” w konflikt zawodnik kilkukrotnie spóźniał się na treningi, kilkanaście razy z meczów wyjazdowych wracał ”na swoją rękę”, pomijając drużynę, co skutkowało chęcią rozwiązania kontraktu, natomiast Oliva w pełni świadomy swoich słów zaprzecza.

 ”To kompletna bzdura, nawet nie chcę na ten temat rozmawiać. Zresztą, zgodnie z regulaminem klubu, jeśli ktoś spóźnia się na treningi, płaci karę. Reguły są jasne i przejrzyste. To nie wpływa na kwestię bycia dobrym, czy złym zawodnikiem” – mówił siatkarz.

Co więc wpływa na bycie złym zawodnikiem? Złym, ponieważ ”kwadrat” wciąż na porządku dziennym. ”Fefe jest facetem po pięćdziesiątce, a zachowywał się jak dziecko. Szukał różnych wymówiek, bo nie chciał powiedzieć prawy”. Sprawa związana z byłym trenerem jastrzębian to niezaprzeczalnie ”gorący temat”, ale skupiając się jednak na zawodniku można wysnuć nieco inne wnioski. Według wypowiedzianych na konferencji prasowej słów szkoleniowca i prezesa wynika, że Salvador Hidalgo Oliva został poproszony o rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron z aspektów czysto sportowych. Dokładnie nie ”wpasował się” w koncepcję zespołu. ”Jeśli dobrze pamiętam, taka sytuacja miała miejsce, ale dopiero w połowie listopada. Tylko dlaczego miałbym rozwiązać kontrakt? Żeby stracić pieniądze? Dostawałem całkiem niezłą sumę za siedzenie na ławce, może to nie podobało się trenerowi, albo prezesowi? Dobrze czułem się w klubie, byłem zadowolony, nie wiedziałem najmniejszego powodu, aby opuszczać Jastrzębie. Poza tym, w tym czasie było bardzo ciężko znaleźć nowy klub. Porozmawiałem o tej sytuacji z moim managerem i tak naprawdę, już 15 dni później znaleźliśmy rozwiązanie – zakończył przyjmujący.

Autor: Anna Frankowska

Źródło: oprac. Własne/ plusliga.pl