W przedostatnim meczu rundy zasadniczej, siatkarki Budowlanych Toruń pokonały pierwszoligowy zespół z Mielca. O przebiegu spotkania, a także celach na resztę sezonu, porozmawialiśmy z kapitan toruńskiej ekipy, Basią Sokolińską.
Agnieszka Samojedna: Po dotkliwej porażce w Warszawie potrzebowałyście zwycięstwa. Zwłaszcza z punktu psychologicznego?
Barbara Sokolińska: Oj, bardzo. To było coś, czego chyba żadna z nas nie przeżyła wcześniej w swoim życiu. Nie potrafimy logicznie wytłumaczyć tego, co wydarzyło się w środę w Warszawie. Dlatego przed tym meczem nie bałam się o nasz poziom sportowy, tylko jak się psychicznie po tym pozbieramy. No i widać, że ta premierowa odsłona była chyba trochę przedłużeniem tamtego spotkania. Ten straszny set w Warszawie kosztował nas stratę pewności siebie. Na szczęście opanowałyśmy stres i wygrałyśmy walkę z samymi sobą. W tych kolejnych trzech setach może to nie była spektakularna gra, ale proszę mi uwierzyć, takie mecze są najcięższe. Gdy chcesz podnieść się po takiej porażce, musisz wygrać, zachowując przy tym maksymalne skupienie. Mecz psychicznie był bardzo trudny. Może nie był spektakularny siatkarsko, ale liczą się końcowe trzy punkty.
Udało się wam wygrać za trzy punkty, ale trzeba przyznać że momentami popełniałyście proste błędy także te komunikacyjne, przez co całe spotkanie nie stało na wysokim poziomie – takim do jakiego ostatnio przyzwyczailiście własnych kibiców. Z czego one wynikały?
Te błędy to były na poziomie elementarza siatkarskiego. Naprawdę wstyd, że kibice musieli to oglądać. Jakieś piłki przebijane palcami, które wpadały w nasze boisko, czy dogrywane i my odbijałyśmy to gdzieś w kosmos. Dobrze, że wytrzymały to nasze głowy, bo najtrudniejsze jest po takiej piłce otrząsnąć się, klepnąć po twarzy i powiedzieć „dobra, teraz już zapominam o tym co się stało, nie mogę tego rozpamiętywać i liczy się kolejna akcja i punkt”. Dobrze, że mimo tych błędów wygrałyśmy mecz.
Jednak takie zwycięstwo, odniesione w meczu gdy walczysz z własnymi słabościami jest chyba jeszcze cenniejsze?
To prawda, tym bardziej, że stawka była teraz „być albo nie być”. Kocioł w tabeli jest tak straszny, że nic nie wiadomo. Trzy zespoły – my, Krosno i Gliwice walczymy o trzy miejsca, od których zależy dalsza cześć sezonu. Czy gramy play-outy, play-offy, czy jesteśmy na bezpiecznym miejscu. Ciężko cokolwiek przewidzieć, wszystko będzie się rozstrzygać do ostatniej kolejki. Dzisiaj siadamy przed telefonami, oglądamy relacje internetowe z innych meczów i śledzimy co się będzie działo – jaki będzie nasz los.
Właśnie, wciąż macie szansę zagrać w play-offach, choć początek sezonu na to nie wskazywał. Wielu już was skreśliło, ale wy się nie poddałyście. Będziecie zapewne walczyły o ósme miejsce do samego końca?
Można powiedzieć, że dostałyśmy drugą szansę. Mimo, że na początku sezonu przegrałyśmy bodajże dziewięć, czy dziesięć meczów z rzędu. Powstałyśmy jak feniks z popiołów i nie powiedziałyśmy jeszcze ostatniego słowa w tym sezonie.
Wiem, że toruńskich kibiców nie trzeba zachęcać, by przyszli na wasze mecze, ale stawka następnego spotkania będzie bardzo wysoka (utrzymanie lub play-offy), dlatego przyda się wam jeszcze większe wsparcie.
Myślę, że gra o utrzymanie jest już najmniej prawdopodobna. Jednak największą zachętą może być fakt, iż mecz z Opolem może okazać się naszym ostatnim w tym sezonie. Jeżeli będziemy na tym dziesiątym bezpiecznym miejscu, który kończy rozgrywki – to będzie być może ostania szansa żeby nas zobaczyć.
Dziesiąte miejsce będzie dla was satysfakcjonującym rezultatem?
Będzie to jakiś umiarkowany sukces, bo wiadomo każdy chce grać w play-offach, ale też lepiej być na bezpiecznym miejscu, niż grać w play-outach. Także, zapraszam was serdecznie, jesteście niewiarygodną siłą! Bardzo dobrze wiecie, bo już wielokrotnie wam to powtarzałam, ile znaczy dla nas wasza pomoc i naprawdę żywiołowy doping. Mam nadzieję, że ten mecz nie będzie już obciążony takim emocjonalnym ładunkiem, zagramy lepszą siatkówkę i pokażemy moc!
Rozmawiała Agnieszka Samojedna
Źródło: Informacja własna