Kinga Wojtasik: Zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby zagrać na igrzyskach

111954_DM3I6358Dwa tygodnie temu Kinga Wojtasik i Katarzyna Kociołek wywalczyły wicemistrzostwo Europy. Z historycznego sukcesu cieszą się obie, ale jak deklaruje nam Wojtasik – teraz skupiają się już na kolejnych celach: obronie Mistrzostwa Polski i wywalczeniu olimpijskiej kwalifikacji do Tokio.

Agnieszka Samojedna: Gdyby ktoś po nieudanych mistrzostwach świata powiedział ci, że zarówno miesiąc będziecie z Kasią świętowały wicemistrzostwo Starego Kontynentu, co byś odpowiedziała?

Kinga Wojtasik: Cieszyłabym się, że ten ktoś tak w nas wierzy (uśmiech). Teraz, po fakcie kupiłabym dobre lody! 

Wicemistrzostwo Europy stało się jednak faktem. Zasmakowałyście smaku zwycięstwa, którego od początku tego sezonu wam brakowało?

Bardzo cieszyłyśmy się z dobrego występu, gdyż naprawdę brakowało nam dobrego wyniku od początku sezonu. 

Czego twoim zdaniem zabrakło wam w Hamburgu, a co zadziałało miesiąc później w Moskwie, że z tej pierwszej ważnej imprezy odpadłyście po fazie grupowej, a tą drugą skończyłyście ze srebrnym krążkiem na szyi?

Wiele rzeczy zmieniło się od czasu Mistrzostw Świata. Ambicje miałyśmy duże, jednak turniej kompletnie nam nie wyszedł. Wyciągnęłyśmy wnioski, zmieniłyśmy trenera i w następnej imprezie docelowej roku zagrałyśmy na medal. 

O sukces na Euro nie było jednak łatwo. Pierwszy mecz na rosyjskim turnieju ze Szwajcarkami i już tie-break. W sumie w całych mistrzostwach rozegrałyście ich aż cztery! Przyznasz, że to niezły maraton jak na imprezę, która trwa sześć dni?

Grałyśmy kilka meczów trzysetowych, które były wyczerpujące. Plusem było to, że walczyłyśmy do końca i obojętne jaki był wynik wierzyłyśmy w wygraną. Był to maraton, ale ze szczęśliwym zakończeniem (uśmiech).

Ktoś by powiedział, że po rozegraniu tylu spotkań, w meczu finałowym wpływ na waszą grę miało w głównej mierze zmęczenie. Jednak wasze grupowe i późniejsze finałowe rywalki – Graudina/Kravcenoka rozegrały podobną ilość trzysetówek. Co zatem twoim zdaniem przesądziło o ostatecznym triumfie tych młodych i debiutujących w MŚ siatkarek z Łotwy?

W obydwu meczach przeciwko Łotyszkom miałyśmy swoje szanse, ale ich nie wykorzystałyśmy. Zmęczenie nie było decydującym czynnikiem. Jeśli walczysz o medale zawsze znajdzie się dodatkowy przypływ sił. Złoto było blisko, ale jeśli ktoś powiedziałby nam przed turniejem, że zagramy w finale – brałybyśmy w ciemno (uśmiech).

Złoto było o włos, ale mimo nawiązania wyrównanej walki nie udało się go zdobyć. Pamiętasz swoje pierwsze myśli, odczucia zaraz po przegranym finale?

Przez pierwsze pięć minut czułyśmy się zawiedzione, bo zdawałyśmy sobie sprawę, że złoto było w naszym zasięgu. Jednak chwile później zaczęłyśmy się cieszyć. W końcu nie codziennie zdobywa się medal Mistrzostw Europy (uśmiech).

Jednak gdy pierwsze negatywne emocje opadły i odebrałyście srebrne medale była już tylko radość?

Potem była już tylko radość!

Bieżący sezon to w waszym wykonaniu seria wzlotów i upadków – walki z kontuzjami, ale i własnymi słabościami. Mam zatem wrażenie, że pierwszy wspólnie wywalczony medal na tak ważnym turnieju i to w takich okolicznościach na długo pozostanie w waszej pamięci?

Ten medal, był nam bardzo potrzebny. Od Mistrzostw Świata grałyśmy coraz lepiej, jednak wyniki nie były zadowalające. Dlatego też, medal jest pozytywnym bodźcem na kolejne turnieje.

Srebro wywalczone w Moskwie to już twój drugi w karierze medal Mistrzostw Europy. W 2015 roku jeszcze w parze z Moniką Brzostek sięgnęłaś po brąz. Statystyka podpowiada mi zatem, że za cztery lata możemy spodziewać się kolejnego krążka? Choć po cichu mamy nadzieję, że nie trzeba będzie tak długo czekać na wasz kolejny sukces?

Ostatnio zdałam sobie sprawę, ze na Mistrzostwach Europy gram co dwa lata. Albo jestem w czwórce albo nie gram z powodu kontuzji. Dlatego też na początku turnieju powiedziałam Kasi, że jak już gramy to musimy dotrzymać tradycji. Mam nadzieję jednak, że za rok kontuzja nas nie zatrzyma (uśmiech).

W 2015 roku razem z Brzostek wygrałyście swoją grupę i niepokonane byłyście aż do półfinału z Rosjankami. W tym roku było zupełnie inaczej – po drodze do strefy medalowej rozegrałyście kilka tie-breaków, no i przydarzyła się też porażka. Z perspektywy czasu jak smakuje tamten brąz a jak najnowsze w kolekcji srebro?

Myślę, że każdy z tych turniejów był inny. Z Moniką miałyśmy inne cele i byłyśmy na innym etapie grania ze sobą. Z Kasią musiałyśmy zbudować zespół szybciej i jest to nasz dopiero drugi pełen sezon razem. Dla Kasi jest to pierwszy medal Mistrzostw Europy seniorek i miło mi, że mogę się nim cieszyć razem z nią. Szczególnie po wielu wzlotach i upadkach, które dały nam te dwa lata.

Czasu na świętowanie sukcesu w Moskwie nie miałyście za dużo. Zaledwie po kilku dniach odpoczynku wznowiłyście treningi. Baterie zostały naładowane przed walką o kolejne wspólne trofea?

Po Moskwie miałyśmy kilka dni przerwy i zregenerowałyśmy się w 100 procentach. W niedzielę spotkałyśmy się w Spale i z nowymi siłami wznowiłyśmy treningi. 

Pierwsze z nich możecie zdobyć już w przyszłym tygodniu, gdy przyjedziecie do Torunia na finałowy turniej Mistrzostw Polski. Będziecie broniły tytułu wywalczonego przed rokiem, a po takim sukcesie jak ten w Moskwie presja wyniku będzie podwójna. Przeszkadza wam to, czy bardziej motywuje?

Tak naprawdę o tym nie myślimy. Wszyscy zawsze chcą ograć faworyta. My jednak chcemy dać z siebie wszystko i naszym celem jest grać jak najlepiej. Każdy jedzie tam po to, żeby wygrać i mam nadzieje, że będziemy świadkami wielu emocjonujących spotkań.

Finał Mistrzostw Polski to wyjątkowe wydarzenie zarówno dla kibiców jak i dla was kadrowiczów, którzy w ciągu roku nie zawsze mają okazję grać przed polską publicznością. Czeka nas kilka dni zmagań najlepszych polskich par plażowych. Lepszego zwieńczenia sezonu nie można sobie chyba wymarzyć?

Tak naprawdę nie jest to nasz ostatni turniej – tydzień po Mistrzostwach Polski mamy ostatni ważny turniej w Rzymie (World Tour Finals – przyp. red.). Cieszymy się jednak, że będziemy mogły spotkać się z kibicami, gdyż nie mamy takiej możliwości na co dzień. 

Po mistrzostwach Polski krótki odpoczynek i powrót do zmagań World Tour. Ten rok był trudny, ale następne miesiące zapowiadają się jeszcze ciężej. Jesteście obecnie 29 miejscu w światowym rankingu FIVB. To oznacza, że do awansu olimpijskiego brakuje wam już niewiele. Chyba tym bardziej będzie o niego trudno?

Poziom na świecie jest wyrównamy. Jest około 30 par, które mają realne szanse na występ na igrzyskach. My mamy przed sobą jeszcze wiele turniejów, które mogą poprawić naszą pozycję w rankingu. Tak naprawdę musimy zacząć grać dobrze i stabilnie. Najgorsze co możemy robić to patrzeć w ranking. My powinniśmy skupić się na graniu i tak zrobimy (uśmiech).

Niemniej jednak awans na Igrzyska Olimpijskie – drugie w twojej karierze, to będzie wasz priorytet na kolejne miesiące gry?

To jest nasze marzenie i zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby zagrać na Igrzyskach w Tokio.

Rozmawiała Agnieszka Samojedna.

Źródło: Informacja własna /fot. CEV