Francja, Polska, Serbia i Słowenia to te cztery reprezentacje powalczą o medale Mistrzostw Europy. Która z tych ekip wróci do domu z z medalami, a która z pustymi rękami? O tym przekonamy się w najbliższy weekend. Dziś przyjrzyjmy się drodze do strefy medalowej jaką każda z nich przeszła w turnieju.
Pierwszy raz w historii Mistrzostwa Europy współorganizują cztery państwa – Belgia, Holandia, Francja i Słowenia. Nowością jest również występ na turnieju aż 24 reprezentacji i brak baraży o ćwierćfinał. Choć turniej jeszcze trwa – to jednak warto zastanowić się jak dotychczas sprawdza się ta formuła?
Powiedziałabym, że średnio. Przez dużą ilość reprezentacji biorących udział turniej finałowy rozciągnięty jest w czasie do blisko trzech tygodni (trwa dokładnie 18 dni), a przerwy pomiędzy poszczególnymi spotkaniami są niejednokrotnie nieadekwatne do rangi meczów.
Ponadto pośród startujących w turnieju 24 drużynach są i takie, które jeszcze znacząco odstają od europejskiego poziomu, a to z kolei przekłada się na niezbyt wysoką jakość sportową – której bądź co bądź oczekujemy na takiej imprezie jak mistrzostwa Starego Kontynentu.
Jeszcze gorzej ma się sama organizacja imprezy za którą w tym roku odpowiadają cztery państwa: Belgia, Holandia, Francja i Słowenia. Wydawać by się mogło, że kraje te nie są od siebie aż tak daleko oddalone, ale już sam podział grup i rozplanowanie miast gospodarzy poszczególnych spotkań pozostawia sobie wiele do życzenia…

Mapa podroży półfinalistów #EuroVolleyM 2019
Najboleśniej przekonali się o tym polscy siatkarze, którzy zmagania grupowe rozegrali w prawdzie w Holandii, ale w dwóch różnych miastach. Po wygranych z Estonią i współgospodarzami turnieju, podopieczni Vitala Heynena zamienili Rotterdam na Amsterdam. Tam z kolei odnieśli kolejne dwa pewne zwycięstwa – nad Czarnogórą i Czechami. Po triumfie w grupie D, podwójni Mistrzowie Świata przenieśli się do holenderskiego Apeldoorn, gdzie najpierw pokonali bardzo pewnie Hiszpanów, a w ćwierćfinale rozbili słabo dysponowaną ekipę Niemiec. Tym samym po ośmiu latach przerwy zapewnili sobie oni udział w półfinale Mistrzostw Europy.
1/2 turnieju podzielona została na dwa dni. Pierwszy mecz półfinałowy z udziałem Biało-Czerwonych zostanie rozegrany już jutro o godz. 20:30 w… Ljubljanie, która od Apeldoorn oddalona jest o ponad 1110 km! Na przemieszczenie się z Holandii do Słowenii polska ekipa miała po ćwierćfinale dwa dni. Wystarczająco czasu, by podróż (choć bezsensowna – bo można by było rozegrać oba półfinały w Paryżu!) nie byłaby aż tak męcząca. Nic jednak z tego! Plany Mistrzów Świata pokrzyżowała największa słoweńska linia lotnicza Adira Airways, która akurat wczoraj w dniu wylotu polskich siatkarzy do Ljubliany w ramach strajku wstrzymała wszystkie swoje loty. W efekcie czego mistrzowie świata utknęli na kilka godzin na lotnisku…
Polska drużyna mogłaby na nim pozostać do dzisiaj, ale całe szczęście sytuację uratował polski rząd, który wysłał do Holandii rządowy samolot, dzięki czemu podopieczni Vitala Heynena dotarli na Słowenię jeszcze tego samego dnia.
Można by rzec, że sytuacja została opanowana, ale nie… coś takiego nie powinno się przydarzyć na takiej imprezie i to podwójnym Mistrzom Świata, którzy a) są podwójnymi mistrzami świata i b) spośród wszystkich półfinalistów mają na swoim koncie najwięcej kilometrów drogi (Rotterdam –> Amsterdam –> Apeldoorn –> Ljubjana –> Paryż).
Europejska federacja CEV milczy. Na jej oficjalnej stronie pojawił się wczoraj wieczorem jedynie krótki artykuł, w którym cała skandaliczna sytuacja została przedstawiona. Żadne przeprosiny nie wybrzmiały, padło jedynie zapewnienie, że organizatorzy pracują nad reorganizacją harmonogramów finałowy spotkań w Paryżu – aby uniknąć kolejnej takiej sytuacji przy okazji przenosin na decydujące mecze mistrzostw. Co z tego wyniknie, zobaczmy…
Póki co kłopotów z podróżami nie mieli współorganizatorzy turnieju – Francja oraz Słowenia. Trójkolorowi po rozgrywkach grupowych rozegranych u siebie w Montpellier przenieśli się do oddalonego o 800 km na zachód Nantes. Tam w minioną sobotę w godzinę i 15 minut rozprawili się z Finlandią, a we wczorajszy ćwierćfinale wyeliminowali z turnieju Włochów.
Z kolei Słowenia zarówno spotkania grupowe jak i dwa mecze decydujące o awansie do strefy medalowej rozegrała przed własną publicznością w Ljubjanie. W sobotę Słoweńcy w czterech setach wygrali z Bułgarami, a w poniedziałkowym ćwierćfinale sprawili oni wielką niespodziankę pokonując w tym samym stosunku Rosję – obrońcę tytułu z przed dwóch lat. Podopieczni Alberto Giulianiego pozostaną u siebie także na półfinałowe starcie z Polską. Pierwsza podróż w tych mistrzostwach czeka ich dopiero dzień później…
Nieco więcej kilometrów na tegorocznym Euro od Francuzów i Słoweńców, ale i tak mniej niż w przypadku Polaków przebyła reprezentacja Serbii. Po wygraniu grupy B w Brukseli, podopieczni Slobodana Kovaca przenieśli się do Antwerp. Tam po wyrównanym spotkaniu pokonali Czechów, a następnie stoczyli pięciosetowe starcie z Ukraincami i byli już oni o włos od odpadnięcia z turnieju. Koniec końców tak się nie stało i mają oni wciąż szansę na powtórzenie sukcesu serbskich siatkarek, które przypomnijmy sięgnęły w tym roku po złoto Mistrzostw Starego Kontynentu. Żeby tak się jednak stało, Serbowie muszą wygrać w piątek z Trójkolorowymi. Zadanie choć trudne, nie niemożliwe do wykonania.
Na ten moment tegoroczna edycja Euro nie będzie kojarzyła mi się pozytywnie. Mam jednak nadzieję, że niski poziom organizacyjny przysłoni kolejny medal Biało-Czerwonych jak i wysoki poziom finałowych spotkań i że już do końca nie będziemy świadkami takich wpadek jak ten odwołany lot do Ljubjany, bo to po prostu nie przystaje…
Autor: Agnieszka Samojedna/fot. CEV