Spotkania Jastrzębskiego Węgla z PGE Skrą Bełchatów słusznie zasługują na miano ligowych klasyków. Nie inaczej było w minioną sobotę, kiedy jastrzębianie, pod wodzą Luka Reynoldsa dopisali do swojego konta dwa punkty. O samym spotkaniu oraz planach na pierwsze dni grudnia opowiedział nam środkowy jastrzębian – Jurij Gladyr.
Marzena Janik: Zacznę od gratulacji. Jastrzębski Węgiel zagrał dobre spotkanie, a ja mam wrażenie, że z meczu na mecz drużyna prezentuje się coraz lepiej!
Jurij Gladyr: Tak może to wyglądać, bo wygrywamy już piąty mecz z rzędu. Ze środka mógłbym powiedzieć, że do czwartego seta ta gra była bardzo szarpana. Najpierw jeden zespół zdobył cztery punkty, później drugi. Pojawiło się dużo niedokładności i prostych błędów. Od czwartego seta, kiedy już weszliśmy na emocje ten mecz naprawdę mógł się już podobać i był na przyzwoitym poziomie. Skończyło się tie – break’iem, więc myślę, że wszyscy są zadowoleni.
Jeśli mowa o czwartym secie, zespół Jastrzębskiego Węgla obronił cztery piłki meczowe, doprowadzając do tie – break’a. Za taką grę należą wam się duże brawa.
Zgadza się. To jest to, o czym cały czas mówi trener Luke. Przez cały czas musimy być skoncentrowani na tym, co robimy i na kolejnej piłce. Musimy być pewni siebie. Nikomu nie mogą drżeć ręce. Po prostu robimy swoje. W meczu ze Skrą Dawid (Konarski – przyp. red.) był naszym prawdziwym liderem, który demolował przeciwnika i kończył niesamowite piłki. Zasłużenie dostał statuetkę MVP. To był po prostu super mecz. Cieszymy się, że mamy go w zespole i że po prostu ten zespół wygrał. O to właśnie nam chodziło.
W meczu pojawiło się kilka sytuacji, gdzie górę wzięły emocje poza sportowe. Jak wpłynęły one na zespół i na dyspozycję w tym spotkaniu?
Podczas tych zamieszań powiedziałem chłopakom na boisku, że to będzie dobry znak dla nas. Poderwaliśmy się do walki, przegrywając dwoma czy trzema punktami. Okazało się, że to zadziałało na naszą korzyść. Sytuacja nas rozwścieczyła i zaczęliśmy grać. Powiedzmy, że „wcisnęło” nam to na ambicję poskutkowało to pozytywnie dla nas. Oczywiście lepiej, żeby takie sytuacje nie zdarzały się za często w meczu, bo nikt nie wie, o co chodzi. Każdy skacze, mecz się też przeciąga. To są emocje – część każdego meczu, każdego widowiska. Wydaje mi się, że kibicom się to podobało.
Jeśli spojrzeć na elementy siatkarskiego rzemiosła, co pana zdaniem, było kluczem do pokonania Skry?
Myślę, że pod koniec meczu utrzymaliśmy przyjęcie, które w pewnym momencie nie za bardzo nam funkcjonowało. W kluczowych chwilach dobrze odebraliśmy piłkę i Tomek Fornal w rzucie uratował, bodajże, dwie piłki meczowe Skry. Dołożył także piękną zagrywkę, a w kluczowym monecie zaserwował również asa, więc każdy z nas dorzucił po cegiełce. A jakie elementy? Na gorąco ciężko jest powiedzieć, zwłaszcza, że był to naprawdę gorący mecz.
Początek grudnia oznacza kilka dni przerwy dla zawodników Jastrzębskiego Węgla. Chwila oddechu jest wam bardzo potrzebna, mam rację?
Zdecydowanie tak (uśmiech). Nie oszukujmy się, że ten grafik jest morderczy. Zagraliśmy jedenaście spotkań, które odbywały się środa – sobota, sobota – środa. Tych sił zaczyna nam naprawdę brakować i widać, że to się odbija przede wszystkim na jakości gry. Przez ten tydzień na pewno odsapniemy i popracujemy. Zrobimy sobie dwie siłownie i pojedziemy do Rzeszowa po kolejne zwycięstwo.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna, fot. Plus Liga (M.Kowolik)