W najbliższy wtorek, 14 stycznia PGE Skra rozegra ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski. Do spotkania przeciwko Akademikom z Olsztyna, Bełchatowianie przystąpią najprawdopodobniej bez Milada Ebadipoura. Podstawowy skrzydłowy Skry wraz z reprezentacją Iranu bierze aktualnie udział w chińskim turnieju kontynentalnym i wobec tego, może nie zdąży wrócić do Polski na czas.
Sztab PGE Skry Bełchatów przez ostatnie miesiące robił wszystko, by siatkarze prezentowali jak najlepszą formę fizyczną. Trener Michał Mieszko Gogol jest zadowolony z postawy i dyspozycji każdego z graczy, choć większość z nich była zmęczona po intensywnym okresie reprezentacyjnym.
„Wykonaliśmy ogromną pracę i bardzo dbamy o zdrowie oraz przygotowanie fizyczne zawodników” – podkreśla Gogol.
Sezon reprezentacyjny 2020 rozpoczął się już na początku roku, kontynentalnymi kwalifikacyjnymi do igrzysk olimpijskich. Reprezentacja Polski wywalczyła bilet do Tokio w sierpniu ubiegłego roku, więc teraz jest właśnie czas, kiedy polskie kluby mogą skupić się wyłącznie na rozgrywkach klubowych.
„Cieszymy się, że możemy się normalnie przygotować do kolejnej rundy i to niemal w kompletnym składzie” – podkreśla bełchatowski szkoleniowiec.
Komfortowa sytuacja reprezentacji Polski (czyli zagwarantowany udział na IO w Tokio) wpłynęła również na nieco luźniejszą organizację rozgrywek w okresie świąteczno-noworocznym. Siatkarze chociażby z Bełchatowa mieli w tym czasie wolnych praktycznie siedem dni. Był zatem czas na odpoczynek, zarówno fizyczny, jak i mentalny.
Przerwę w ligowych spotkaniach, PGE Skra wykorzystała na wyjazdowe kontrolne mecze z Sir Safetą Perugią, w której występuje m.in. Wilfredo Leon, a która prowadzona jest przez szkoleniowca Polski – Vitala Heynena. Niedzielny sparing zakończył się zwycięstwem 3:1 (25:27, 25:22, 25:22, 25:11) na korzyść podopiecznych belgijskiego trenera. Natomiast w poniedziałek obie ekipy rozegrały cztery sety i mecz zakończył się remisem 2:2 (20:25, 25:22, 24:26, 25:20).
W samolocie do Włoch zabrakło jednak Irańczyka Milada Ebadipoura, który ze swoją reprezentacją musi wziąć udział właśnie w kwalifikacjach olimpijskich.
„I nie jest to dla nas niespodzianka, bo, podobnie jak w klubie, jest podporą swojej drużyny narodowej. Milad jest jednak przeładowany meczami w ubiegłym sezonie i ten rok dla niego też zaczyna się intensywnie. Naszym podstawowym celem jest dbałość o dobro i zdrowie zawodnika” – mówi trener Gogol.
Ebadipour w najbliższych dniach skupi się na meczach swojej reprezentacji, a w przypadku gry w finale kwalifikacji olimpijskich w chińskim Jiangmen, nie zdąży wrócić na ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski z Indykpolem AZS Olsztyn, który Polska Liga Siatkówki zaplanowała na 14 stycznia.
„Miladowi nawet i fizycznie będzie trudno dolecieć do Polski, nie mówiąc już o graniu. Jakby nie patrzeć, mecz z Olsztynem będzie na tym etapie jednym z ważniejszych w sezonie, bo zadecyduje o tym, kto zagra w Final Four Pucharu Polski. Tymczasem nie możemy skorzystać z Milada tylko przez to, że wyznaczono tak wczesny termin ćwierćfinału. Będziemy osłabieni nie przez kontuzje czy inne okoliczności, ale przez brak synchronizacji turnieju kwalifikacyjnego z rywalizacją w Pucharze Polski” – rozkłada ręce bełchatowski szkoleniowiec.
Przypomnijmy, że PGE Skra miała rozegrać ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski pierwotnie w środę, 15 stycznia o godz. 20.30. Termin meczu z olsztyńskimi Akademikami został jednak zmieniony na dzień wcześniej, czyli wtorek 14 stycznia. Godzina i miejsce (hala Energa) pozostały jednak bez zmian.
Warto przypomnieć, że mimo bardzo intensywnego sezonu reprezentacyjnego, a potem ligowego, PGE Skra do tej pory uniknęła poważniejszych kontuzji.
„Sztab wykonał w tym sezonie ogromną pracę i bardzo dbamy o zdrowie i przygotowanie fizyczne zawodników. Było naprawdę bardzo mało sytuacji w pierwszej rundzie fazy zasadniczej PlusLigi, kiedy traciliśmy zawodnika przez kontuzję. Teraz nie będzie z nami Milada nie ze względu na uraz, ale niefortunny termin kwalifikacji, który koliduje z tak ważnym dla nas meczem, jak ćwierćfinał Pucharu Polski” – kończy Gogol.
Autor: Agnieszka Samojedna
Źródło: Informacja prasowa/opracowanie własne/fot. FIVB