W meczu trzynastej kolejki trzeciej ligi seniorów doszło do rywalizacji między obecnym wiceliderem tabeli, drużyną UKS ‘’Trójka’’ Kobyłka a iProArt Iskrą Warszawa. Po dwóch wygranych partiach nic nie wskazywało na to, że przyjezdni przegrają tę rywalizację, tym bardziej prowadząc 16:10, ale takiego typu momenty są najcięższe, a specyficzny jego smak poznali gracze Piotra Szymanowskiego i Huberta Milewskiego, przegrywając spotkanie 2:3.
Taki obrót sytuacji siatkarze duetu trenerskiego zapamiętają przez dłuższy czas. W dwóch pierwszych partiach co prawda nie doszło do znaczącego górowania nad przeciwnikiem z Warszawy, ale decydujące piłki sprawiały, że drużyna UKS-u „Trójki’’ doprowadzała do piłek setowych i ostatecznie wygrywała. W secie trzecim stało się to, co teoretycznie stać się nie powinno. Prowadzenie 16:10 w wyraźnie negatywny sposób wpłynęło na przyjezdnych, którym do załamania gry wystarczyła zaledwie jedna zepsuta zagrywka i poczucie tego, iż mecz został już wygrany. W siatkówce kwestia mentalna wydaje się być decydującą, co miało miejsce w minioną sobotę. O sportowej złości, wyłącznie dotyczącej swojej drużyny, kłopotach podczas trwania spotkania oraz planie odnośnie niedzielnego rewanżu z KS Camperem Wyszków opowiedział Mateusz Gawkowski, przyjmujący i kapitan UKS-u „Trójki’’ Kobyłka.
Pierwszy set był grany na styku, dosłownie. Myślisz, że o Waszej wygranej w tej partii zadecydowała wyłącznie skuteczność na siatce?
Ciężko jednoznacznie stwierdzić, co zadecydowało o wygraniu tej partii. Wydaje mi się, że decydującym czynnikiem było to, iż zachowaliśmy chłodną głowę do końca i staraliśmy się po prostu nie popełniać błędów, których i tak było zdecydowanie za dużo w tym secie.
Inauguracyjną partię wygraliście po heroicznej walce w obronie i ataku, ale można było zaobserwować, że miałeś znaczące kłopoty w grze na siatce. Czujesz problemy?
Nie jest łatwo przejść z dużej hali na o wiele mniejszą. Przez dłuższy okres czasu miałem problem aby znaleźć punkty odniesienia, a bez nich gra się na prawdę ciężko. Jednak nie powiedziałbym, że mam problemy. To nie jest wymówka, ale niewątpliwie nie był to mój dzień. Nie mamy jednak zamiaru teraz rozkładać tego na czynniki, sezon trwa dalej, mamy określony cel więc szykujemy się do następnych spotkań.
Tego, co wydarzyło się w trzeciej partii, chyba nie zrozumie nikt… wygraną mieliście na wyciągnięcie ręki, dosłownie. Prowadzenie 2:0 i we wspomnianej odsłonie prowadziliście już 16:10… nagłe błędy w przyjęciu, koncentracja? Co się stało?
Myślę, że za szybko uwierzyliśmy, że wygramy ten mecz. Nic nie wskazywało na to, że będą nas czekały kolejne sety. Wkradło się rozprężenie. Zespół Iskry Warszawa wykorzystał ten moment, odrobił stratę punktową i zagrał bardzo dobrze w końcówce tego seta.
Zgodzisz się ze mną, że zespół z Warszawy nie zaprezentował galaktycznej siatkówki, i to Wy oddaliście wygraną rywalom? Bo trochę tak to wyglądało..
Nie chcę oceniać gry z zespołu z Warszawy. Jeśli chodzi o nas to mogę przywołać pewne powiedzenie: „Jeśli nie wygrasz 3:0 to przegrasz 2:3”. Tak się stało w naszym przypadku. Mieliśmy wszystko w swoich rękach, ale wkradła się dekoncentracja, co okazało się bolesne w skutkach. Z drugiej strony widzę w tym mały plus. Jesteśmy nowym zespołem i wciąż uczymy się siebie nawzajem, ten mecz dał nam nauczkę, że zawsze trzeba grać do końca i mecz trwa dopóki sędzia nie odgwiżdże końca spotkania. Wierzę, że to zaprocentuje i drugi raz już takiego błędu nie popełnimy.
Jeśli miałbyś wskazać element techniczny, który nadal nie funkcjonuje tak, jak byście sobie życzyli, to co by to było? Pytam, bo w porównaniu ze spotkaniem z MKS MDK Warszawą mieliście świetną dyspozycję w polu serwisowym, ale w przyjęciu, czy ataku, nie było już tak kolorowo…
Przyznam szczerze, że ciężko mi wskazać konkretny element. Trenujemy ciężko i bardzo dużo zależy od dyspozycji w dniu meczu. Na przykład w jednym tygodniu bardzo dobrze gramy pierwszą akcję a mamy problem z zagrywką, tydzień później jest zupełnie odwrotnie. Według mnie wszystko zależy od tego, jak przygotujemy nasze głowy na wyczekiwaną rywalizację.
Czego spodziewacie się w meczu, który rozegracie w przyszłą niedzielę?
Mecz będzie na pewno ciężki. W pierwszej rundzie zagraliśmy bardzo długie spotkanie, pełne zwrotów akcji. Jestem przekonany, że drużyna z Wyszkowa będzie chciała się zrewanżować, bo w końcowym rozrachunku ten mecz może się okazać meczem o pierwsze miejsce. Podkreślam „może”, bo jeszcze jest kilka kolejek do rozegrania.
Zerkacie w tabelę? Aktualnie zajmujecie drugą pozycję, mając trzydzieści punktów. Kolejny mecz z KS Camperem Wyszków? Presja jest?
Przyznam, że nie śledzę tabeli. Mam zupełnie inne podejście. Do każdego meczu staram się przygotować tak, jak najlepiej potrafię, i to nie jest ważne z którą drużyną gramy. Na boisko wychodzę po to, aby wygrać, a wynik w tabeli będzie się liczył po ostatniej kolejce. Presja? Zdecydowanie nie. Motywacja? Zdecydowanie tak!
I na koniec temat trochę tabu..przegraliście sami z sobą, z przeciwnikiem, czy z…sędziami? Ja sama kilkukrotnie widziałam sytuacje, po których decyzji w ogóle nie zrozumiałam..
Biorąc pod uwagę to, że pełną pulę punktów mieliśmy na wyciągnięcie ręki, to zdecydowanie sami i na własne życzenie przegraliśmy ten mecz. Drużynie Iskry pozostaje pogratulować, że wyszli z opresji i potrafili odwrócić losy meczu.
Z Mateuszem Gawkowskim rozmawiała Anna Frankowska
Autor: Anna Frankowska
Źródło: Informacja własna