Mateusz Malinowski: Cieszę się, że passa została przełamana

Aluron Virtu CMC Zawiercie przerwał serię porażek, pokonując przed własną publicznością Jastrzębski Węgiel. O samej rywalizacji z czwartą drużyną Plus Ligi i nastrojach przed meczem w Suwałkach udało nam się porozmawiać z atakującym Jurajskich Rycerzy – Mateuszem Malinowskim.

Marzena Janik: Po drugim secie meczu z Jastrzębskim Węgiel nic nie zapowiadało waszego zwycięstwa i przerwania serii porażek. Drużynie należą się zatem gratulacje!

Mateusz Malinowski: Na pewno cieszymy się z tego zwycięstwa. Nie tyle co mało kto w nas wierzył, ale nasza forma w poprzednich miesiącach nie była dobra i praktycznie nie zdobywaliśmy punktów z zespołami z czołówki i w lidze po prostu nam nie szło. Meczem z Jastrzębskim Węglem zmieniliśmy to wszystko. Na pewno dzięki tym dwóm punktom włączamy się do walki o play – offy. Przez to, że odpadliśmy z Pucharów Europejskich będziemy mieli więcej czasu na trening czy przygotowanie do meczu, również na odpoczynek. Bardzo się cieszę, że passa została przełamana i dzięki naszej dobrej grze zdobyliśmy dwa punkty. Pokazaliśmy, że tak naprawdę mamy potencjał, tylko był on gdzieś ukryty i sobie drzemał.

Po drugim secie goście prowadzili i mogli wygrać ten mecz, wy musieliście wygrać seta, żeby przedłużyć rywalizację. Czy w przerwie powiedzieliście sobie coś w szatni, żeby, kolokwialnie mówiąc, wasza gra zaczęła się „kleić”?

Tutaj była duża przytomność trenera Dominika Kwapisiewicza, który wykorzystał potencjał całej czternastki, a nawet piętnastki. Wiadomo, że jest nas więcej, ale tylko czternastu zawodników może być w składzie. Trener sobie próbował: w pierwszym secie zmienił rozgrywającego, jednego z przyjmujących. Później wrócił i wreszcie ta gra zaskoczyła. Mamy czternastu zawodników do grania. Poprzedni trener nie wykorzystywał tego potencjału drużyny. Dokonywał niewielu zmian i nie reagował na wydarzenia boiskowe. W meczu z Jastrzębskim Węglem było dynamiczniejsze podejście, które ożywiło tego ospanego ducha drużyny.

Kolejnym meczem, jaki rozegracie, będzie spotkanie w Suwałkach. Zespół jest w dobrych nastrojach i, nie ma co ukrywać, jedziecie po punkty, mam rację?

Na pewno będzie to zacięty pojedynek. W domu wygraliśmy 3:0. W Suwałkach kibice są bardzo mocno nastawieni na zwycięstwo. Ostro dopingują zespół, także będzie to na pewno ciekawy pojedynek. Będzie to takie przysłowiowe „sześć punktów” dla tych drużyn, bo jesteśmy obok siebie w tabeli. Podróż na pewno będzie długa, ale tak, jak już wspomniałem, przez to, że odpadliśmy z Pucharów mamy czas na to, żeby porządnie się przygotować i poćwiczyć nowe schematy z nowym trenerem. Myślę, że dzięki temu zwycięstwu naprawdę coś drgnie w naszej grze.

Jeśli spojrzeć na poszczególne elementy siatkarskiego rzemiosła, czy jest coś, nad czym zespół chciałby szczególnie skupić?

Na pewno będziemy grali mniej nonszalancko. Chcemy wykorzystywać te piłki, które mamy gdzieś tam z pola i wystawiać je na spokojnie. Traciliśmy sporo punktów przez nasze lekceważące zagrania. Będziemy też pracowali nad naszą zagrywką. W zeszłym sezonie to był dla nas klucz, żeby dobrze zagrywać. To w meczu z Jastrzębiem też dało efekt. Mam nadzieję, że przede wszystkim nasze nastawienie mentalne będzie pozytywne, bo ten mecz da nam na pewno dużo.

Na zakończenie wspomnę jeszcze o kibicach. Hala w Zawierciu wypełniła się do ostatniego miejsca i to również miało duży wpływ na wygraną. Zgodzi się pan ze mną?

Na szczęście kibice nie obrazili się za te nasze wcześniejsze niepowodzenia. Zawsze są z nami. Ci, którzy chcą być kibicami po prostu nimi będą na dobre i na złe.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna, fot. K. Popiół