Katowiczanie ponieśli w Jastrzębiu porażkę 0 – 3, jednak wynik nie do końca odzwierciedla to, co działo się na boisku. O samej rywalizacji w Derbach Śląska oraz celach na rozpoczynający się rok opowiedział nam rozgrywający GKS-u, Jan Firlej.
Marzena Janik: GKS Katowice poniósł w Jastrzębiu porażkę 0 – 3, chociaż w pierwszym secie mogliście przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Czego, pana zdaniem, zabrakło?
Jan Firlej: Myślę, że trochę szczęścia. Była jedna sytuacja – “pajp”, w którym doszło do nieporozumienia z Buchem (Adrian Buchowski – przyp. red). Graliśmy dobrze. Był to fajny set, jeśli chodzi o poziom z obydwu stron. Mieliśmy przewagę w końcówce, nawet chyba dwie piłki setowe. Zapadł mi w pamięć ten “pajp”. Nie spotkaliśmy się z Adrianem w tempie, a on zaatakował w aut. Myślę, że to była kluczowa piłka. Kolejne dwa sety przegraliśmy do 18. Moim zdaniem graliśmy nieźle, ale przy tak grającym Jastrzębiu to nie wystarczyło, żeby urwać trudne warunki.
Jastrzębianie postawili wam trudne warunki, co spowodowało, że ciężko było dowieźć prowadzenie do końca. Zgodzi się pan ze mną?
Tak, grali równo. Przede wszystkim super zagrywali. M.in. Tomek Fornal posyłał mocne serwisy, a my mieliśmy problemy z przyjęciem. Myślę, że w tym elemencie mieliśmy trochę powtórkę ze Skry. Bełchatowianie również wsiedli na nas mocno zagrywką. Tak naprawdę, grając nieźle, przy tak serwującym rywalu ciężko utrzymać przyjęcie. Niektóre zagrywki po 118, 120 km/h regularnie wchodzą w boisko i nie jest łatwo je przyjąć. Myślę, że rywale mieli gorsze momenty, ale jednak utrzymywali ciągłość na zagrywce. To był główny czynnik, który nas odrzucał i sprawiał sporo problemów.
Mimo dwóch porażek 0 – 3 pokazaliście, że jesteście drużyną, która potrafi walczyć.
Jestem tego samego zdania (śmiech). Uważam, że wynik 0 – 3 nie do końca odzwierciedla to, co działo się na boisku. Szczególnie w Jastrzębiu, bo w meczu ze Skrą trochę inaczej to wyglądało. Myślę, że gdybyśmy zagrali mecz na takim poziomie z kimś z poza czwórki to wywieźlibyśmy punkty, może nawet komplet. Tutaj Jastrzębie nie pozwoliło nam na zbyt wiele. Mimo to myślę, że graliśmy niezłe spotkanie. Nie widziałem statystyk, więc może jest to po prostu złudzenie. Na gorąco mogę jednak powiedzieć, że to był niezły mecz w naszym wykonaniu.
Czy przyjeżdżając do Jastrzębia liczyliście na powtórkę z ubiegłego sezonu, kiedy udało się doprowadzić do tie-break’a i wywieźć cenny punkt?
Tak. Nawet rozmawialiśmy przez chwilę po drugim secie, że dawno nie graliśmy tie – break’a i wypadałoby podtrzymać tradycję z zeszłego roku (śmiech). Powtórzę jeszcze raz, że Jastrzębie narzuciło przede wszystkim równy i wysoki poziom, że w tym meczu musielibyśmy się wznieść na wyżyny.
Co chcielibyście zmienić w swojej grze, żeby móc przerwać serię porażek?
Myślę, że trener będzie wiedział najlepiej, ale z mojego punktu widzenia czasami rzuca się w oczy powtarzający się bałagan w piłkach sytuacyjnych. Gdzieś ta separacja nam wpada czy nie wiadomo, kto ma wystawić drugą piłkę. Czasami wpadamy na siebie właśnie w takich sytuacyjnych piłkach. Myślę, że mamy fajną akcję po przyjęciu, na high – ball’u też radzimy sobie całkiem nieźle. Może akurat nie w Jastrzębiu, ale uważam, że generalnie ten high ball nie jest u nas taki zły. Zdarza się, że nie podbijamy piłki po bloku albo nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny na wystawę. Tutaj uporządkowałbym bałagan pod kątem samej organizacji.
Na koniec zapytam jeszcze o cele, jakie stawia pan przed sobą w rozpoczynającym się roku?
Mój cel to jest powrót do pełni zdrowia i cieszę się, że udaje się to realizować po tych wszystkich moich przejściach. Taką ambicję obieram sobie na cały rok, bo chyba pierwszy raz w życiu miałem trochę trudniejszą sytuację. Sportowo – myślę, że play – offy. Można gdzieś tam rozmawiać, że celem jest wygranie każdego kolejnego meczu, ale uważam, że ta drużyna powinna się zakwalifikować. A później zobaczymy, co się uda.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna