Marcin Komenda: Spodziewaliśmy się mocnej zagrywki jastrzębian

W zaległym spotkaniu 7 kolejki Stal Nysa uległa Jastrzębskiemu Węglowi, chociaż podopieczni Krzysztofa Stelmacha mieli swoje szanse na zwycięstwo w premierowej odsłonie. O rywalizacji ze śląską ekipą oraz atmosferze w zespole opowiedział nam rozgrywający Stali – Marcin Komenda.

Marzena Janik: Stal Nysa poniosła w Jastrzębiu porażkę 0:3 i tym samym Jastrzębski Węgiel zapisał na swoim koncie udany rewanż. Czego się spodziewaliście przyjeżdżając do Jastrzębia?

Marcin Komenda: Na pewno spodziewaliśmy się mocnej zagrywki jastrzębian i to też dostaliśmy. Serwowali piekielnie mocno, odrzucali nas od siatki i tym budowali sobie przewagę. Odskakiwali od nas, dlatego nie grało się łatwo. Tego oczekiwaliśmy. Wiedzieliśmy, że będą chcieli po tej porażce w Nysie zaprezentować dużo dobrej siatkówki i pokazać nam, że są mocnym zespołem. Nam jest szkoda tego pierwszego seta, mieliśmy swoje szanse i wynik 23:21 po swojej stronie. Jak się nie wykorzystuje takiego stanu seta to trudno potem liczyć na zwycięstwo w całym meczu. Żal nam tego. Później to jastrzębianie robili przewagę i tak naprawdę nie mieliśmy za dużo do powiedzenia.

Szczególnie w pierwszym secie meczu w Jastrzębiu pokazaliście, że jesteście drużyną, która potrafi walczyć…

W słabym stylu przegraliśmy w tym sezonie tylko z ZAKSĄ, może też z Gdańskiem u siebie. Poza tym staramy się w każdym meczu oddać całych siebie i dać całe serducho. Wydaje mi się, że to nas charakteryzuje. Nie przekłada się to na zwycięstwa, bo mamy ich mało. W wielu spotkaniach walczymy z przeciwnikiem jak równy z równym. Osiem tie-break’ów też mówi samo za siebie. Oczywiście wszystkie przegraliśmy, ale próbowaliśmy i szkoda, że nie udało się ich wygrać.

Co, pana zdaniem, należało do jasnych punktów nyskiej drużyny w meczu z Jastrzębiem?

Myślę, że walka. Chodziliśmy za każdą piłką, próbowaliśmy ją podbić. Nie baliśmy się ataków przeciwnika, tylko stawaliśmy z otwartą klatą i staraliśmy się bronić. Jastrzębianie mieli świetne przyjęcie i mogli grać wszystkimi strefami, więc musieliśmy podchodzić i asekurować ciosy. Moim zdaniem to nas charakteryzowało. Obroniliśmy sporo piłek. Mimo wszystko na podniesionych piłkach z pola dobrze graliśmy: nabijaliśmy, kończyliśmy ataki, więc myślę, że możemy szukać tutaj pozytywów. 

Można więc powiedzieć, że wynik nie do końca odzwierciedla wydarzenia na boisku?

Moim zdaniem przede wszystkim pierwszy set. Mogliśmy go wygrać i wtedy też na pewno inaczej Jastrzębie by grało. Na pewno było by im trudniej, bo wiedzieliby, że przegrywają już 0:1. No, ale to my przegraliśmy. Później już jastrzębianie od samego początku budowali sobie przewagę i nie mogliśmy ich już dogonić. 

Wspomniał pan o dotychczasowych wynikach drużyny. Można więc powiedzieć, że celem na ten sezon jest utrzymanie się w Plus Lidze?

Taki mieliśmy plan przed sezonem, jesteśmy blisko zrealizowania go. Chcielibyśmy oczywiście wygrać jeszcze kilka spotkań. Tym bardziej, że mamy przeciwników, z którymi na pewno możemy powalczyć. Chcielibyśmy zakończyć ten sezon takim małym happy endem. Utrzymanie na pewno jest naszym celem, jak każdego beniaminka. Jesteśmy blisko osiągnięci tego założenia. Możemy być po części zadowoleni, ale chcielibyśmy wygrać więcej spotkań. 

Rozstrzygnięcia poszczególnych spotkań na pewno mają wpływ na atmosferę. Jaki nastrój panuje więc w zespole z Nysy?

Atmosfera jest bardzo przyjazna. Nysa to świetne miejsce do grania i naprawdę dobrze się tam żyje. Pod tym względem jestem bardzo zadowolony. Szkoda trochę wyników w tym sezonie, ale tak jak mówię, płacimy frycowe i przegrywamy po głupich błędach. To trochę zaciemnia ten nasz obraz, ale mimo wszystko Stal Nysa jest świetnie zorganizowanym klubem i cieszę się, że tutaj jestem.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna