Półfinałowe starcie TAURON Pucharu Polski, pomiędzy ekipami z Polic i Łodzi, czyli medalistami poprzedniego sezonu zapowiadało się niezwykle ciekawie. Rzeczywiście momentami było wyrównane, ale zakończyło się niespodziewanie szybko, wynikiem 3:0 dla Chemika. Z takiego obrotu sprawy Policzanki były oczywiście po meczu zadowolone, w tym przyjmująca Martyna Grajber, która podsumowała dla nas to półfinałowe starcie.
Gdy w półfinale TAURON Pucharu Polski mierzą się ze sobą medaliści poprzednich rozgrywek, wszyscy liczą na wyrównane i emocjonujące spotkanie. Trudno w takim przypadku przypuszczać, że taki mecz na szczycie może zakończyć się po rozegraniu jedynie trzech setów.
„Nikt się przed meczem nie nastawiał na taki wynik. Raczej liczyłyśmy na długą walkę nawet i w pięciu setach. Bardzo cieszymy się z tego powodu, że udało się zamknąć to spotkanie tylko w trzech. Bo jak wiadomo w takim turnieju ważne jest zdrowie i siły, które w przypadku zwycięstwa trzeba oszczędzać drugi dzień. Dziewczyny z ŁKS-u powalczyły, zwłaszcza szczególnie w drugim secie, ale końcówka, którą wygrałyśmy jeszcze bardziej nas zmotywowała i dała nam takiego dodatkowego impetu. W sumie to one od 20 punktu prowadziły tym jednym oczkiem, więc tym bardziej taka wygrana w ciężkiej końcówce, podnosi i uskrzydla zespół” – oceniła Martyna Grajber.
Policzanki rozpoczęły spotkanie bardzo zdecydowanie – mocno serwowały, utrzymywały przyjęcie na wysokim poziomie. Dobrze funkcjonowały również w elemencie blok-obrona. To wszystko sprawiło, że ich rywalki w całym półfinale, nie były w stanie wygrać nawet seta.
„Byłyśmy bardzo skupione na taktyce, żeby utrzymać założenia. Naszym celem było odrzucić ŁKS od siatki. W dodatku mamy dwie wysokie skrzydłowe, które operują dobrym blokiem na tej wysokiej piłce. Taki był cel i udało się go zrealizować. Kolejny raz pokazujemy, że o ile tylko jesteśmy w stanie utrzymać nasze założenia taktyczne i koncentracje na własnej grze, to wynik jest wtedy korzystny i pozytywny dla nas” – przyznała przyjmująca.
Mimo, że mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla Policzanek, warto wspomnieć, że nie wyzbyły się one błędów własnych. Przez większość półfinału, podopieczne Ferhata Akbaşa kontrolowały przebieg gry, ale przydarzyły im się również słabsze momenty, które o mały włos nie skończyły się zwycięstwem rywalek.
„Na pewno w pierwszym secie przydarzył nam się lekki przestój przy zagrywce Kasi Zaroślińskiej, która już niejednokrotnie pokazała, że serwis jest jej atutem, mocną stroną.. Nie potrafiłyśmy wówczas zrobić przejścia, przez bodajże trzy, cztery piłki. Natomiast miałyśmy na tyle wysoką przewagę, że nadal udawało nam się trzymać wynik pod kontrolą. Drugi, ale już krótszy przestój przytrafił nam się już w samej końcówce spotkania. Na boisko weszła weszła zawodniczka z numerem 27 (Anna Kalandadze – przyp. red.)i postawiła wszystko na jedną kartę. Zrobiła nam dwa asy, zagrywając bardzo mocną zagrywką z wyskoku. I to były w sumie dwa momenty w meczu, gdzie rywalki punktowały nas w serii. W większości przypadków, to jednak my trzymałyśmy kontrolę nad tym meczem. Realizowałyśmy nasze założenia i mecz układał się po naszej myśli” – dodała siatkarka Chemika.
Pech nie opuszcza Grupy Azoty Chemik Police, bo od początku nowego roku kalendarzowego, zespół zmaga się z licznymi kontuzjami. Nie tak dawno, bo w ćwierćfinale pucharowych rozgrywek, poważnej kontuzji (zerwanie ścięgna achillesa – przyp. red.) doznała chociażby środkowa Iga Wasilewska. Ławka rezerwowa, z której trener Ferhat Akbaş może skorzystać w trakcie meczu jest zatem krótka, ale przecież umiejętność wygrywania, mimo przeciwności losu, posiadają topowe teamy.
„Mam wrażenie, że w tym sezonie największym zwycięzcą będzie ten zespół, który będzie potrafił poradzić sobie w tych ciężkich momentach. Nie było do tej pory i nie będzie żadnej drużyny, która by nie miała słabszego okresu, z różnych względów. Dlatego po prostu najwytrwalsi zwyciężą. Nam na razie ta sztuka się udaje. Pomimo tych kłód, które los non stop rzuca nam pod nogi, to wychodzimy ze spotkań zwycięsko. Oprócz średniego startu rozgrywek i pierwszej kolejki, cały czas wznosimy się i pokazujemy coraz lepszą siatkówkę” – przyznaje skrzydłowa.
Siatkarki z Polic w niedzielnym finale zagrają z siatkarkami z Łodzi lub Radomia. Z jednymi i drugimi, Policzanki nie miały łatwo w tym sezonie – zarówno na ligowym parkiecie, jak i w meczu Superpucharu (przegrany 2:3 z Budowlanymi – przyp. red.). Z kim zatem wolałyby zagrać?
„Nasza droga do Pucharu była tak ciernista, że w tym momencie po prostu czekamy na rywala. Zarówno z Radomką jak i z Budowlanymi nie udało się jeszcze w tym sezonie wygrać. Natomiast myślę, że właśnie ta dosyć ciężka droga, jaką miałyśmy do tego finału, wzmocniła nas i przygotowała na kolejny trudny bój. Czekamy na rozstrzygnięcie tego drugiego meczu. Jutro wszystkie siły na pokład i ktokolwiek by to nie był. Myślę, że będziemy gotowe na ciężki bój z każdym” – podsumowała Grajber.
Chemik Police stanie w niedzielę przed szansą wywalczenia 9 w historii, a 3 z rzędu Pucharu Polski. Dla samej Martyny Grajber, będzie to szansa na czwarte pucharowe zwycięstwo. Czy faktycznie uda się zrealizować zamierzony cel?
„Bardzo życzę tego sobie, jak i całemu Chemikowi”– zakończyła z uśmiechem siatkarka.
Autor: Agnieszka Samojedna
Źródło: Informacja własna /fot. Piotr Sumara/TAURON Liga