W drugim dniu turnieju Giganci Siatkówki nie zabrakło emocji. Chociaż obydwa spotkania kończyły się w trzech setach, a wygrane padły łupem polskich drużyn, kibice mogli oglądać dobrą siatkówkę. Szczególnie ciekawa okazała się ostatnia odsłona meczu PGE Skry i Fenerbahce, którą bełchatowianie wygrali na przewagi.
Od początku minimalnie prowadził Jastrzębski Węgiel, ale drużyna prowadzona przez Andreę Gardiniego przy wyniku 8:7 trochę przysnęła. Do tego doszedł autowy atak i Turcy pierwszy raz w tym meczu wyszli do przodu (10:8). Na szczęście po przerwie mistrzowie Polski się przebudzili. Po autowym ataku Galatasaray ze środka było 12:10 dla Jastrzębia i rywale zeszli na przerwę. Z czasem mecz się wyrównał. Grano punkt za punkt. Turcy pewnie czuli się atakując lewym skrzydłem. Jastrzębski oderwał się po świetnym podwójnym bloku na swojej lewej flance (19:17). Ręce przyłożył tam Wiśniewski. Gdy ponownie dobrze postawił blok razem z Tomaszem Fornalem, ich drużyna miała już trzy punkty więcej i Turcy poprosili o czas (21:18). To okazał się kluczowy moment tego seta, bo Galatasaray nie było już w stanie odrobić strat (25:20).
Druga odsłona rozpoczęła się od kapitalnej wymiany już w drugim punkcie, którą ostatecznie wygrało Jastrzębie (2:0). Mecz był bardzo wyrównany i stał na niezłym poziomie. Turcy grali dynamicznie i skutecznie na skrzydłach. Nieźle też zagrywali każdorazowo instruowani przez swojego trenera, doświadczonego Nedima Ozbey’a. Zdarzył im się jednak przestój, który od razu wykorzystało Jastrzębie – z 9:10 zrobiło się 12:10. Kiedy zablokowany został Sedlacek było 14:11. Galatasaray wywołało przerwę na żądanie. Po niej znów przez ścianę nie przedarł się Marko Sedlacek (15:11). Przewaga jastrzębian zaczęła wzrastać. Duża w tym zasługa skutecznego bloku. Turecki trener poprosił o drugą pauzę, gdy na tablicy mieliśmy wynik 19:14. To był ostatni moment na odrabianie strat, bo set wchodził w decydującą fazę. Galatasaray nie było jednak już w stanie nawiązać walki. Goście znad Bosforu pogubili się, a drużyna z Polski grała coraz lepiej (25:16).
Od początku trzeciego seta w szeregach Jastrzębskiego Węgla pojawili się Rafał Szymura i Jakub Macyra, a także Dawid Dryja. Ten drugi szybko zaliczył asa serwisowego, chociaż piłka mocno otarła się o taśmę (3:1). Później punkt za punkt aż do momentu, gdy mistrzowie Polski nie wypracowali sobie strzech oczek więcej (13:10). Dzięki świetnej zagrywce Subasiego „Galata” szybko odrobiła stratę (13:13), a po bloku na Szymurze wyszła na prowadzenie 15:14, a następnie 16:14. Dwa dynamiczne ataki Dryji i Fornala kolejny raz doprowadziły do remisu (16:16). Jak się wydaje kluczową, długą wymianę wykończył Stephen Boyer i Jastrzębski objął prowadzenie 23:21. Chwilę potem Turcy obronili pierwszą piłkę meczową, ale już przy próbie Szymury byli bezradni.
Jastrzębski Węgiel – Galatasaray Stambuł 3:0
(25:20, 25:16, 25:22)
Jastrzębski: Toniutti, Boyer, Wiśniewski, Gladyr, Fornal, Clevenot, Popiwczak (libero) oraz Szymura, Dryja, Hadrava, Macyra, Hasanli
Galatasaray Stambuł: Savas, Subasi, Capkinoglu, Yenipazar, Torres, Sedlacek, Hatipoglu (libero) oraz Tonet, Kalayci, Ulu i Cakir (libero)
PGE Skra przyjechała do Jelcza-Laskowic jeszcze bez niedawnych reprezentantów Polski, ale na początku meczu z Fenerbahce nie było tego zupełnie widać, bo bełchatowianie szybko wypracowali sobie przewagę i prowadzili 10:5. Po efektownym bloku Sebastiana Adamczyka i skutecznym ataku Damiana Schulza zrobiło się 13:6 i trener Fenerbahce Daniel Castellani poprosił o czas. Turcy nie potrafili jednak znaleźć odpowiedzi na skutecznie grającą drużynę z Bełchatowa. Przewaga rosła (17:10, 19:12). Kolejne ataki kończył Schulz. Pod koniec Fenerbahce odrobiło część strat, ale i tak przegrało 22:25.
W drugim secie było po równo do remisu 6:6. Potem Fenerbahce odskoczyło (10:6) i Slobodan Kovac poprosił o czas. Na szczęście w grze PGE Skry szybko coś przeskoczyło i zaczęło się odrabianie strat. Dobrze grał Kooy, ale też cała bełchatowska drużyna, niesiona świetnym dopingiem hali w Jelczu-Laskowicach. Zanim się obejrzeliśmy było już 16:13 dla polskiej ekipy i to Turcy musieli poprosić o przerwę. Nic jednak nie pomagało. Przy 19:15 Castellani jeszcze raz zawołał swoich zawodników na rozmowę, lecz po powrocie na boisko punkt z serwisu zdobył Adamczyk. Skra parła do przodu i wygrała 25:19.
Trzecia partia nie należała jednak do łatwych. Fenerbahce HDI wyczuło swoją szansę i zaczęło zdobywać przewagę (13:10). Czujnie grał środkowy Ahmet Tumer, a po efektownym, pojedynczym bloku Taha Erdena na Schulzu zrobiło się nieciekawie. Na szczęście atakujący Skry szybko się zrehabilitował, a w aut swój atak posłał Kaan Gurbuz. Karta się odwróciła na tyle, że z 10:14, zrobiło się 18:16 dla Skry! Po fantastycznej zagrywce Adamczyka – 19:16. Castellani czuł, że mecz się wymyka, więc zaordynował przerwę. Dodajmy – skuteczną. Fenerbahce objęło prowadzenie (20:19). To Turcy mieli pierwszą piłkę meczową, lecz udało się ją obronić. Przy kolejnej akcji wydawało się, że punkt będzie dla tureckiej drużyny, lecz sędziowie po chwili wskazali inaczej, co wywołało sporo dyskusji na boisku. Zaczęła się gra na przewagi. Zakończył ją serwisem Schulz. Zagrywka była mocna, a na dodatek pomogła mu taśma.
PGE Skra Bełchatów – Fenerbahce HDI Stambuł 3:0
(25:22, 25:19, 28:26)
PGE Skra Bełchatów: Sawicki, Kłos, Adamczyk, Schulz, Kooy 18, Mitić, Piechocki (libero) oraz Milczarek (libero)
Fenerbahce Stambuł: Louati, Mousavi, Hidalgo Oliva, Sikar, Toy, Yatgin, Yesilbudak (libero) oraz Gurbuz, Tumer, Unver, Mert (libero), Batur, Erden, Kaya i Stanicki
Autor: Marzena Janik
Źródło: oprac. własne/ informacja prasowa, fot. Paweł Piotrowski