W niedzielne popołudnie GKS Katowice przed własną publicznością zmierzył się z Treflem Gdańsk. Spotkanie było bardzo emocjonujące i ostatecznie padło łupem gospodarzy. O tym, co było kluczem do zwycięstwa i jaka atmosfera panuje w katowickim zespole opowiedział nam przyjmujący, Jakub Szymański.
Marzena Janik: GKS Katowice rozegrał dobre spotkanie i może cieszyć się z zasłużonych dwóch punktów. Należą wam się zatem gratulacje!
Jakub Szymański: Bardzo nam zależało na tym, żeby jak najlepiej wejść w sezon ligowy. Cieszymy się, że zrobiliśmy dobre widowisko. Mam nadzieję, że kibice, tak samo, jak my, są zadowoleni z wyniku.
Pierwsze dwa sety w waszym wykonaniu były bardzo dobre. Co jednak stało się w trzeciej i czwartej odsłonie, które pozwoliły Treflowi wyrównać stan meczu?
Niestety, tak się zdarza w siatkówce, że jak się wygrywa 2:0, to później zaczyna się robić pod górkę. W takiej sytuacji losy meczu lubią odwracać się na 3:2 w drugą stronę. Na szczęście w tie-break’u potrafiliśmy jeszcze wrócić i odrobić trzy punktową przewagę. W efekcie udało nam się wygrać ten mecz.
Czy można powiedzieć, że od trzeciego seta do waszej gry wkradło się rozluźnienie?
Myślę, że Gdańsk był po prostu lepszy w pewnych momentach każdego z tych dwóch setów. Zrobili sobie przewagę i doprowadzali wynik do końca. My to samo zrobiliśmy w pierwszej i drugiej partii. Nie było takiej sytuacji, żeby ktoś “odskoczył” na taką kilkupunktową, dobrą przewagę.
Co, pana zdaniem, było największym atutem GKS-u w meczu z Treflem?
Myślę, że była to atmosfera na boisku i to, że wspieraliśmy siebie nawzajem. Napędzaliśmy się każdą akcją i uważam, że to najbardziej zaowocowało.
Skoro już mowa o atmosferze, zapytam, jak wygląda ona w szatni i jak zespół czuje się w nowo utworzonym gronie?
Atmosfera jest bardzo dobra. Mamy ze sobą kontakt nie tylko podczas zajęć na hali. Spotykamy się również poza treningami, w wolnym czasie. W zależności od tego, kto i jak dysponuje wolnym czasem.
Rozmawiała Marzena Janik
Źródło: Informacja własna