W miniony piątek siatkarki BKS Bostik Bielsko – Biała pokonały Radomkę, zapisując na swoim koncie cenne punkty. O samej rywalizacji w ostatnim meczu, a także o nastrojach przed kolejnymi spotkaniami opowiedziała nam przyjmująca bialskiego klubu – Weronika Szlagowska.
Marzena Janik: W ostatni piątek zagrałyście wyrównane spotkanie z Radomką, które przyniosło dwa punkty. Można chyba powiedzieć, że bardzo cenne?
Weronika Szlagowska: Tak, potrzebowałyśmy tych punktów trochę jak powietrza. Zwłaszcza, że poprzedni mecz ligowy oraz pucharowy, lekko mówiąc, nam nie wyszedł.
Co, twoim zdaniem, zdecydowało o waszym zwycięstwie?
Analizując to spotkanie głównie rzuciła mi się nasza dobra i punktowa zagrywka. Parę bloków w ważnych momentach i dobrze wykonane akcje po naszej obronie. To był bardzo wyrównany mecz, tego nie da się ukryć. Najważniejsze, że dwa punkty zostają w Bielsku, udowadniając, że możemy wygrywać z zespołami w teorii lepszymi.
Podczas sezonu urywałyście punkty wyżej notowanym rywalkom, a na początku roku zanotowałyście serię kilku wygranych spotkań z rzędu. Jesteście więc zespołem, którego nie można zlekceważyć?
Myślę, że żadnego zespołu w Tauron Lidze nie można lekceważyć. Kobieca siatkówka jest na tyle zaskakująca, jak i nieprzewidywalna, że ma się wrażenie, że z każdym rywalem można powalczyć i ugrać jakieś punkty. I nasza drużyna jest tego przykładem. Dwukrotny tie-break z Rzeszowem, Radomiem. Wygrana z Chemikiem po pięciosetowym boju. To nie może być przypadek.
Aktualnie zajmujecie 7. pozycję w ligowej tabeli. To miejsce jest dla was satysfakcjonujące czy pozostaje niedosyt, że nie udało się znaleźć wyżej?
Po dość nieudanym początku sezonu nie ukrywam, że nie liczyłyśmy na wiele (mam na myśli pierwszą czwórkę). Mogę powiedzieć, że naszym celem na pewno były play-offy, a ambicje rosły wraz z kolejnymi zwycięstwami. Zależało nam na tym, aby być jak najwyżej w tabeli, żeby nie trafić na czołowe zespoły na koniec rozgrywek. To tyle. Jesteśmy też uzależnione od tego, jak pójdzie innym drużynom, a to 7 miejsce nie jest jeszcze takie przesądzone.
W najbliższym czasie rozegracie mecze z zespołami z Kalisza i Łodzi. Z jakimi nastrojami przystąpicie do tych meczów?
Na pewno będziemy do nich bojowo nastawione. Kalisz jest zespołem równie walczącym, z którym sąsiadujemy w tabeli. Na pewno będzie wiele emocji w tym meczu. A z Łodzią chciałybyśmy pokazać swoją najlepszą siatkówkę. Z tak mocnym zespołem nie można pozwolić sobie na chwilę zawahania, ani na potknięcia.
Czy atut własnego boiska może, twoim zdaniem, okazać się pomocny?
Oczywiście, że może okazać się pomocny. Hala w Bielsku na pewno nie jeden raz nam pomogła w starciu z innymi drużynami. To samo można powiedzieć o kibicach. Bardziej się odczuwa i słyszy ich wsparcie, gdy gra się u siebie. Dodaje to pewności siebie i łatwiej się po prostu gra. Nie robimy przecież tego tylko dla siebie, ale też dla widowni (uśmiech).
Po rozegraniu tych dwóch spotkań, w związku z turniejem finałowym, czeka was weekend wolny od ligowych rozgrywek. Czy taka krótka przerwa pozwoli złapać oddech przed kolejną częścią sezonu?
Ostatnio miałyśmy naprawdę napięty grafik i tego wolnego było mało, ale to nie jest wymówką na to, że nie trzeba pracować dalej. Jest wiele elementów, które czasem „nie grają” i to trzeba po prostu wdrażać na treningach. Nie wiem jeszcze, jaki plan na ten „wolny weekend” ma nasz sztab, ale wydaje mi się, że trochę oddechu nikomu nie zaszkodzi przed najważniejszą częścią sezonu, jaką są play-offy (uśmiech).
Rozmawiała Marzena Janik
Źródło: Informacja własna/ fot. TauronLiga