Mimo porażki w meczu z Jastrzębskim Węglem Trefl Gdańsk nadal ma szanse na awans do czołowej ósemki. O tym, co zdecydowało o porażce i nastrojach przed poniedziałkowym meczem opowiedział nam przyjmujący Trefla – Bartłomiej Lipiński.
Marzena Janik: W meczu przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi ponieśliście porażkę 2:3 i zdobyliście cenny punkt. Mimo przegranej chyba są powody do zadowolenia?
Bartłomiej Lipiński: Myślę, że nie do końca możemy być z siebie zadowoleni, bo w niektórych elementach mogliśmy zagrać lepiej. Moim zdaniem każdy by się cieszył, jakby ten mecz był wygrany za trzy punkty, ale niestety taki jest sport. Ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Jest nam bardzo przykro, bo nawet, jak już doszło do tie – break’a, to chcieliśmy wygrać za dwa punkty. Byłoby nam o wiele łatwiej. Teraz przed nami ciężkie zadanie, ale zrobimy wszystko, żeby znaleźć się w play – offach, o których wszyscy marzymy.
W pierwszych dwóch setach postawiliście rywalom trudne warunki. Czy to był wasz największy atut, który poprowadził was do wygranej w pierwszym i drugim secie?
Moim zdaniem zespół z Jastrzębia nie grał na tyle dobrze w tych setach. My też postawiliśmy dużo trudniejsze warunki. Ale to jest tak klasowy zespół, że nawet, jak przegrywa dwa sety, to później w dwóch kolejnych pokazali, że grają do samego końca i nigdy się nie poddają. W tie -break’u właśnie jastrzębianie pokazali swoją klasę i myślę, że dwie – trzy piłki zdecydowały o tym, że to oni mają dwa punkty, a my jeden i musimy walczyć dalej.
Można powiedzieć, że tie – break’ to taka niewykorzystana szansa po waszej stronie?
Oczywiście, że tak. Jedno czy drugie moje przyjęcie i nagle zrobił się nerwowy moment. Później szła piłka za piłką, a wiadomo, że ten, kto ma trochę więcej szczęścia i skończy najważniejsze piłki, wygrywa. Dzisiaj nie udało się tego zrobić. Jest nam bardzo przykro, ale nie spuszczamy głowy i walczymy dalej. Mamy tak naprawdę ostatnią szansę w Kędzierzynie.
Podczas meczu z Jastrzębskim Węglem na trybunach dopisała wysoka frekwencja. Przy takim wsparciu z trybun z pewnością grało się lepiej?
Jasne. Chciałem bardzo podziękować kibicom, bo nas ponieśli. Szkoda tylko, że nie daliśmy im nagrody w postaci wygranej. Są z nami przez cały sezon, mimo że mieliśmy swoje trudne momenty. Kibice są z nami na dobre i na złe i dziękujemy im za to bardzo. Czujemy ten doping i cieszę się, że mogę grać przed taką publicznością.
Jak już wspomnieliśmy wcześniej, przed wami jeszcze mecz w Kędzierzynie – Koźlu. Spotkanie nie będzie należało do łatwych, ale będziecie musieli rzucić wszystko na jedną szalę.
Dokładnie tak. Dzisiaj też rzuciliśmy wszystko, ale czasami wszystko nie wystarczy. W Kędzierzynie będziemy mieli takie samo podejście, nic innego nam nie zostało. Musimy postawić wszystko na jedną kartę i mam nadzieję, że będziemy cieszyć się z awansu po poniedziałkowym meczu.
Na zakończenie: co może się okazać waszą największą siatkarską bronią?
Myślę, że tutaj nie ma co za dużo analizować. Musimy przede wszystkim dobrze zagrywać i być lepszymi na wysokiej piłce. Uważam, że to będzie kluczem. ZAKSA świetnie broni i gra w kontrataku, więc myślę, że jeśli będziemy dobrze zagrywali to możemy powalczyć. Ale ja zawsze mówię, że to boisko weryfikuje i tak będzie też w tym przypadku.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna, fot. Jastrzębski Węgiel