W sobotnie popołudnie Jastrzębski Węgiel zakończył ligowe zmagania, stając na drugim stopniu podium. O rywalizacji z ZAKSĄ, całym sezonie i planach na najbliższe miesiące opowiedział nam libero Wicemistrzów Polski – Jakub Popiwczak.
Marzena Janik: Zacznę od gratulacji. Mimo porażki, macie powody do radości, ponieważ sięgnęliście po srebrne medale.
Jakub Popiwczak: Wiadomo, że medal to medal. Na pewno jest wiele zespołów, które chciałyby skończyć granie z medalem. Aczkolwiek sportowa dusza nie pozwala na to, żeby być jakoś mega podekscytowanym po tym, jak przegrało się mecz, przegrało się serię, gdzie miało się naprawdę ogromne apetyty.
Wspomniałeś, że mieliście duży apetyt na wygraną. Po zwycięstwie w Kędzierzynie był chyba jeszcze większy?
Tak. Na pewno po tamtym meczu wszyscy nabieraliśmy takiego wiatru w żagle. Byliśmy zbudowani tym zwycięstwem, a ja osobiście byłem przekonany, że wrócimy na piąty mecz do Kędzierzyna. Niestety ZAKSA wybiła nam to z głowy. ZAKSA była po prostu lepsza, zasłużyła na to, żeby zwyciężyć i trzeba im tego pogratulować.
Co, twoim zdaniem, zdecydowało o takim wyniku spotkania?
Myślę, że taka stabilność i większa płynność w grze. Bo Kędzierzyn, że tak powiem, grał swoje. My z kolei graliśmy wzlotami i upadkami. Dzisiaj tych upadków było więcej i tego nam zabrakło.
Mimo braku jednego z kluczowych zawodników pokazali, że nadal są mocną drużyną.
Wiemy, jakim zawodnikiem jest Norbert Huber. To jest na pewno ogromna strata dla nich i dla reprezentacji Polski, ale wszyscy wiemy, jaki jest sport. Czasami bywa bardzo smutny, tak jak w tym przypadku. Dzisiaj wszedł Krzysiek Rejno. Myślę, że zagrał bardzo dobrze i mimo osłabienia potrafili bez problemu z nami wygrać.
Mecz z ZAKSĄ był ostatnim w sezonie 21/22. Zapytam więc, jak z perspektywy czasu oceniłbyś cały sezon w waszym wykonaniu?
Cały sezon to jest właśnie pigułka. Drugie miejsce, czyli to, na co zasłużyliśmy. Tak naprawdę, poza ZAKSĄ przegraliśmy niewiele spotkań. Ciężko było nas pokonać, ale na ten najlepszy zespół w lidze czegoś nam zabrakło.
Podczas całego sezonu nieocenione było wsparcie kibiców. Na finale wypełnili halę po brzegi, więc granie w takiej atmosferze z pewnością było czymś niezwykłym.
Oczywiście. Atmosfera była świetna. Myślę, że podczas tych największych meczów w sezonie, czyli z ZAKSĄ i z Lube w Lidze Mistrzów, czy teraz w finale kibice stanęli na wysokości zadania. Ja bym sobie tego życzył, żeby było tak częściej na większości meczów ligowych. Wiadomo, że to trochę inny prestiż i waga, ale czemu o tym nie marzyć.
Na zakończenie: Jakie są twoje plany na najbliższe miesiące?
Na pewno czeka nas jakiś czas odpoczynku, a później reprezentacja, do której zostałem powołany przez Nikolę Grbicia. Także moje marzenie się spełniło. Zostałem powołany po raz kolejny. Kadra zawsze była dla mnie marzeniem i granie w niej to było coś wielkiego, to był honor. Także cieszę się, że po raz kolejny pojadę tam naładowany pozytywnie (śmiech), bo na pewno kilka dni będzie potrzebne, żeby wyrzucić to srebro z głowy.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: informacja własna