Jakub Szymański: Nasza postawa napawa optymizmem

Zespół GKS-u Katowice mieli swoje szanse w meczu z Jastrzębskim Węglem, jednak ostatecznie nie wywieźli punktów z terenu Wicemistrza. O samej rywalizacji oraz nastrojach przed spotkaniem z Projektem Warszawa opowiedział przyjmujący GKS-u – Jakub Szymański.

Marzena Janik: Dwa z trzech setów w Jastrzębiu – Zdroju zakończyły się grą na przewagi. Czujecie zatem niedosyt, że nie udało się przedłużyć tej rywalizacji? 

Jakub Szymański: Na pewno. Myślę, że niedosyt jest ogromny. Przed meczem każdy z nas wiedział, że będzie ciężko i każdy, ugrany tutaj, set to już będzie coś. W dwóch setach było bardzo blisko. Potrafiliśmy nawet prowadzić w końcówkach. Zabrakło tej kropki nad „i”, którą postawiło Jastrzębie. W efekcie wygrali 3:0, a my nie zabraliśmy stąd punktów, ale nasza postawa napawa optymizmem przed kolejnymi spotkaniami.

Które z elementów najbardziej przyczyniły się do takiego rozstrzygnięcia?

Ciężko powiedzieć. Bezpośrednio po meczu nie zaglądałem w statystyki. Może się nawet okazać, że w każdym elemencie wyglądaliśmy podobnie. Po prostu w końcówce jedna czy druga piłka skończyła się na korzyść rywali, dlatego wygrali 25:23, 28:26, więc w poszczególnych elementach nie będzie raczej przepaści. Brakowało może dokładności w wystawie piłki wysokiej, kilka piłek wpadło nam też przez dziurę w bloku. Na pewno, gdybyśmy się pozbyli tych elementów, to wynik mógłby być inny, ale jak już wspomniałem nasza gra napawa optymizmem. Obyśmy ją utrzymali albo ewentualnie jeszcze trochę dołożyli.

W setach przegranych na przewagi można mówić o przysłowiowej „chłodnej głowie” czy był to raczej brak szczęścia? 

Może raczej szczęścia, bo nie potrafiliśmy kończyć piłek, kiedy na tablicy było 0:0 czy 15:15, więc jak był na tablicy było po 24 i ktoś nie skończył to tak wygląda siatkówka. Nie ma co tutaj mówić, że zabrakło chłodnej głowy, po prostu tak się potoczyła akcja i to właściwie tyle.

W Jastrzębiu – Zdroju pojawiła się grupa kibiców, która przyjechała was dopingować. Będąc na boisku czuliście ich wsparcie?

Tak, słyszeliśmy ich na boisku bardzo dobrze. Próbowaliśmy razem z nimi klaskać w rytm i dopingować i motywować siebie nawzajem. Fajnie, że jest grupa osób, która wspiera nas w meczach wyjazdowych, która nas dopinguje. Co prawda, z Katowic do Jastrzębia jest blisko, ale ta grupa jeździ z nami na dalsze mecze. Cieszymy się z tego, że wiernie nam towarzyszą, podążają za nami, kibicują. Zawsze wierzą w nasz dobry wynik.

Trzy dni po inauguracji w Jastrzębiu zmierzycie się we własnej hali z Projektem Warszawa. Pozostało więc chyba „zresetować głowy” i przygotować się mentalnie do tej rywalizacji.

Do meczu z Jastrzębiem mieliśmy dużo więcej czasu, żeby o nim pomyśleć, jakoś się zmotywować czy analizować przeciwnika. Losowanie było w jakoś w sierpniu, więc mieliśmy cały miesiąc, żeby myśleć o tym, co może się tutaj wydarzyć. Każdy był myślami przy tym spotkaniu, a teraz mieliśmy tylko cztery dni, żeby pomyśleć o tej Warszawie, potrenować pod ten zespół i próbować punktować nie zależnie od tego czy będziemy faworytem czy nie.

Czy atut własnej hali może okazać się pomocny?

Na pewno tak. Każda drużyna trenuje na własnym obiekcie przez cały tydzień, więc ma lepsze czucie w każdym meczu. To jest ta przewaga. Myślę, że więcej kibiców przyjdzie na mecz, żeby nam kibicować i na pewno będziemy czuli się lepiej w każdym meczu domowym. Będziemy się też starali stworzyć w Katowicach taką twierdzę, żeby każdy, kto przyjedzie myślał o tym, że łatwo się stąd punktów nie wywozi.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna