Finał siatkarskiej Ligi Mistrzów był dla Jastrzębskiego Węgla ostatnim spotkaniem sezonu. O sakej rywalizacji oraz atmosferze na najważniejszych meczach opowiedział nam środkowy – Jurij Gladyr.
Marzena Janik: Zacznę od gratulacji. Mówi się, że miniony sezon był najlepszym w historii klubu. Wy też czujecie, że był wręcz rewelacyjny?
Jurij Gladyr: Też tak uważamy. Oczywiście w obecnej chwili jesteśmy smutni, bo towarzyszy nam jeszcze gorycz porażki z Turynu. Oczywiście po jakimś czasie ocenimy to jako bardzo udany sezon dla klubu, jako nasz osobisty sukces. Wygrać Mistrzostwo Polski i zagrać w finale Ligi Mistrzów – jeszcze nie miałem takiego sezonu. Myślę, że większość z nas też nie miała. Nie będzie przesadą, jeśli ktoś powie, że to był rewelacyjny sezon.
Przed rozpoczęciem rozgrywek stawialiście sobie konkretne cele. Zgodzi się pan z tym, że zostały zrealizowane z nawiązką?
Tak, ale kiedy gra się w finale Ligi Mistrzów i jest szansa wygrania takiego trofeum to nie możemy mówić, że plan został wykonany z nawiązką. Mamy bardzo dobry skład i świetny zespół, który jest w stanie sięgnąć po te najważniejsze zwycięstwa, co udowodniliśmy w finałach Mistrzostw Polski. Kiedy gra się w finale Ligi Mistrzów to też zawsze chce się wygrać. Nie udało nam się tego osiągnąć i jest naprawdę bardzo smutno. Mecz sam w sobie mógł się kibicom podobać, bo było w nim dużo emocji.
Można powiedzieć, że w sobotnim spotkaniu zabrakło trochę szczęścia?
Wydaje mi się, że nie zabrakło nam szczęścia, ponieważ w czwartym secie atak Bartka Bednorza na pojedynczym bloku Bena Toniuttiego poleciał w aut. To był atak, który musiał zamknąć mecz na 3:1, po czym wygraliśmy czwartego seta. Uważam, że to był moment, w którym nie załapaliśmy do samego końca i jakby nie rozegraliśmy go w tie – break’u. Możemy tego żałować, bo ten moment był właśnie w czwartym secie, ale niestety się nie udało.
Kibice, którzy wspierali was przez cały sezon, przyjechali również do Turynu. Ich doping to jest coś, czego mogą wam zazdrościć inne drużyny.
Cały czas powtarzamy, że nasi kibice są najlepsi, ale to nie są takie szablonowe gadki. Kibice naprawdę robią wyjątkową atmosferę na hali. W tym sezonie w ogóle popisali się frekwencją, najlepiej odkąd gram w Jastrzębiu. A na tych meczach, które były rozgrywane o najważniejszą stawkę hala fruwała jak ta chmurka na niebie. Świetnie gra się przy takich kibicach. To jest coś niesamowitego, przeżywać takie emocje.
Co było takim najlepszym momentem w całym sezonie?
Ciężko wybrać najlepszy moment całego sezonu… Ja myślę, że takim momentem było zwieńczenie sukcesem tej pracy, którą wykonaliśmy. Najlepszy moment jest taki, że widzieliśmy, jaką ciężką pracę wykonujemy, żeby osiągnąć sukces. Postawiłbym na najlepszy moment całościowo. Wiem, że tak nie można powiedzieć (śmiech). Codziennie była taka chwila, kiedy przychodziliśmy na treningi i pracowaliśmy, co skutkowało sukcesami. To było coś pięknego.
Na treningi przychodziliście z uśmiechem?
Tak, oczywiście, że tak (uśmiech). Zawsze przychodzimy na treningi z uśmiechem, żartujemy i mamy dobry humor. Oczywiście nie zawsze jest super. Zdarzają się gorsze czy cięższe dni. Ale zawsze na treningach panuje dobra atmosfera.
Sezon już się zakończył, więc czas na zasłużone wakacje?
Zgadza się, pora na zasłużone wakacje. Będą trwały trzy miesiące i zamierzam fajnie je zagospodarować.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna