Jakub Popiwczak: Jesteśmy świetną drużyną

Mistrzowie Polski w minioną sobotę ulegli we własnej hali ekipie ze Lwowa. O przyczynach porażki oraz nastawieniu przed ćwierćfinałem Ligi Mistrzów opowiedział nam libero jastrzębian – Jakub Popiwczak.

Marzena Janik: Mecz z Barkomem od początku nie układał się po waszej myśli. Co, twoim zdaniem, było powodem takiego obrotu spraw?

Jakub Popiwczak: Wydaje mi się, że myślami byliśmy już przy tym, co czeka nas w następnym tygodniu. Jeśli o to chodzi, ogromny błąd. Zaczęliśmy też w innym składzie niż zazwyczaj. Dużo zmienników miało okazję pokazać się od pierwszej piłki. Myślę, że to też miało wpływ, bo jak się zazwyczaj jest rezerwowym i nie ma tego rytmu, to nie jest łatwo wejść i pokazać swoją najlepszą siatkówkę. Poza tym zespół ze Lwowa narzucił bardzo mocną presję na nas. Ciężko nam się grało, a oni prezentowali się świetnie i zasłużenie wywieźli zwycięstwo.

W drugim i trzecim secie rywale zaczynali od wysokiej przewagi, ale wy w pewnym momencie odrabialiście straty. Co dało wam impuls do gry?

Na pewno w drugim secie ważne były zmiany. Chłopaki weszli z boku i wnieśli dużo pozytywnej energii. Nie ma co ukrywać, że jak się zaczyna seta od minus dziesięć to ciężko jest chodzić i epatować pozytywną energią i niesamowitą wolą walki na boisku. Chłopaki z zewnątrz weszli, dając taką świeżość. Niestety drugi set okazał się za krótki. Trzeci również, mimo że wróciliśmy i byliśmy na prowadzeniu to nie udało się wygrać trzeciej partii. Jestem przekonany, że gdyby się udało to pewnie cieszylibyśmy się ze zwycięstwa po tie-break’u.

Uważasz, że w końcówkach setów decydowała chłodna głowa?

Myślę, że nie. Jesteśmy na tyle doświadczonym zespołem, że w końcówkach takich meczów nie gotujemy się jakoś specjalnie. Było trochę niedokładności. Brakowało po prostu dobrej gry. Nie sądzę, żeby chłodna głowa czy emocje przeważyły.

Im bardziej nakręcała się wasza gra, tym bardziej nakręcał się doping kibiców. To było dla was motywujące?

Na pewno tak. Czuć było, że jak w drugim secie zaczęliśmy wracać do gry to kibice nas nieśli. Grali razem z nami, mimo tego, że na pewno z boku ciężko się na to patrzyło. Szczególnie do połowy drugiego seta. Czuć było to wsparcie, także szkoda, że takim wynikiem kończymy. Kibice byli po to, żeby nam pomóc i pomagali.

Po tym meczu rozpoczęła się dla was operacja Piacenza. Na czym chcielibyście się skupić, zanim przystąpicie do tej rywalizacji?

Myślę, że teraz nie wypracujemy już nic konkretnego w żadnym pojedynczym elemencie. Mieliśmy trzy tygodnie na to, żeby skupić się bardziej na treningu, niż na graniu. Meczów było mniej, więc to co mieliśmy wypracować, już wypracowaliśmy. Tym razem to nie wyglądało tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, ale jestem przekonany, że jesteśmy dobrze przygotowani do tego ćwierćfinału Ligi Mistrzów i to, co mamy najlepsze pokażemy już w środę.

Na zakończenie: z jakim nastawieniem wyruszycie do Włoch?

Z ogromnym respektem do przeciwnika, ale bez strachu. Pojedziemy ze świadomością tego, że jesteśmy świetną drużyną, która spokojnie może myśleć o zwycięstwie z takim zespołem jak Piacenza, mająca świetnych zawodników w swojej drużynie.

Rozmawiała Marzena Janik.

Źródło: Informacja własna