Jarosław Macionczyk: Wygraliśmy charakterem

Niedzielne popołudnie było dla Jastrzębskiego Węgla bardzo udanem ponieważ podopieczni Marcelo Mendeza obronili Mistrzostwo Polski. O odczuciach, jakie towarzyszyły drużynie po tryumfie oraz nastrojach przed ostatnim meczem seoznu opowiedział rozgrywający jastrzębian – Jarosław Macionczyk.


Marzena Janik: Na początek wielkie gratulacje. Jakie to uczucie dołączyć do drużyny w trakcie sezonu i świętować Mistrzostwo Polski?

Jarosław Macionczyk: Nie ukrywam, że uczucie po wykonanej pracy jest świetne. Dołączyłem do tego zespołu, bo była taka potrzeba, żeby pomóc drużynie, kiedy zawodnicy na mojej pozycji byli kontuzjowani. Podjąłem się tego wyzwania i dzisiaj możemy cieszyć się, że to wszystko wypaliło. Nie było łatwo. Zaczęło się fajnie: musiałem wskoczyć od razu do zespołu, w pierwszym meczu z Katowicami. Potem moja lekka kontuzja, która wykluczyła mnie na sześć tygodni. Była spowodowana tylko tym, że miałem po prostu przerwę od siatkówki. Wiadomo, że wytrzymało to tydzień – dwa, a potem trzeba było się leczyć przez chwilę. Cieszę się, że klub z Jastrzębia dał mi taką możliwość. Możemy świętować, ale ja cieszę się z tego, że mam możliwość trenować i grać mecze wśród takich gwiazd światowej siatkówki.

Po sobotniej porażce było niewiele czasu na odpoczynek, jednak w drugim meczu od początku pokazaliście swoją najlepszą siatkówkę.

Myślę, że czasu na odpoczynek było bardzo mało, bo tak naprawdę każdy z nas zasnął późno i musieliśmy być wcześnie na rozruchu. Nie było obaw, że kondycyjnie możemy tego nie wytrzymać. Bardziej chodziło o nastawienie głowy, zresetowanie jej po porażce u siebie. Jak to mówią, dzisiaj było nowe rozdanie. Poszliśmy za ciosem. Musieliśmy dać coś z wątroby, bo każdy wiedział, że to jest ostatni mecz, czwartego już nie będzie, więc daliśmy radę.

Co było kluczem do zwycięstwa w ostatnim meczu?

Szczerze mówiąc, nie analizowałem jeszcze statystyk i myślę, że nie będę tego robił. Najważniejszą dla mnie statystyką jest zawsze wynik końcowy. Nie będę szukał konkretnego elementu, którym wygraliśmy. Myślę, że dzisiaj wygraliśmy charakterem i zespołowością, która była nam potrzebna w każdym meczu. W tym ostatnim to pokazaliśmy.

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o tej wspaniałej atmosferze. Przez te dwa dni hala w Jastrzębiu wręcz odleciała. Czuliście to wsparcie, które docierało do was z trybun?

Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim kibicom, bo tutaj w Jastrzębiu są niesamowici. Czułem to na każdym meczu. Na wszystkich spotkaniach publiczność była w komplecie i cieszę się, że takie miasta jak Jastrzębie mają takich kibiców. Cieszmy się z tego poziomu kibicowania w Polsce, bo jest on bardzo kulturalny i nie ma w tym żadnej agresji. Kibice są szaleni i są za naszym zespołem, więc cieszmy się z tego.

Czeka was jeszcze jeden mecz, czyli finał Ligi Mistrzów w Turcji. Z jakim nastawieniem pojedziecie walczyć z ekipą z Włoch?

Jedziemy z nastawieniem, żeby wygrać Ligę Mistrzów. Co można innego powiedzieć? Chcemy wygrać z włoskim Trentino i świętować tryumf w tych rozgrywkach. A jaki będzie wynik, tego nie wiemy. Wiemy, że musimy zagrać zespołowo z Trentino, bo to topowy klub w rozgrywkach europejskich i myślę, że nie jesteśmy na straconej pozycji. To Mistrzostwo Polski na pewno pomoże nam mentalnie. Do Turcji jedziemy po to, żeby wygrać.

Czy są już jakieś plany na zasłużony odpoczynek po sezonie?

Na razie sezon się nie skończył. Będziemy planować jak rozgrywki się skończą.

Rozmawiała Marzena Janik

Źródło: Informacja własna, fot. Jastrzębski Węgiel