Adriana Adamek: Jestem bardzo dumna z całego zespołu

Za zespołem UNI Opole niełatwy mecz przeciwko MOYA Radomka Radom. Niestety w trzecim secie tego spotkania kontuzji skręcenia stawu skokowego doznała podstawowa rozgrywająca Opolanek – Julia Bińczycka. O przebiegu całego meczu, kontuzji i swojej drużynie opowiedziała nam kapitan Opolskich Wilczyc oraz libero – Adriana Adamek. 

Zuzanna Żeleźnik: Pierwszy set to istny zwrot akcji, przegrywałyście już 20:13 i dałyście radę po serii punktów zwyciężyć całego seta. Co takiego się wydarzyło? 

Adriana Adamek: W tym sezonie już wielokrotnie pokazałyśmy że potrafimy gonić rywalki i do końca wierzymy w swoje umiejętności. Dokładnie tak zrobiłyśmy właśnie w tym pierwszym secie co pozwoliło Nam wygrać pierwszą partię w tym spotkaniu.

Drugi set nie był dla was łatwy, bo wasza nominalna rozgrywająca doznała kontuzji. Czy to spowodowało takie załamanie waszej gry? 

Takie sytuacje niestety są bardzo rozbijające zespół, każdy zespół tak naprawdę odczułby tą różnicę i ciężko się podnieść po tego typu zdarzeniach, tym bardziej że jest to nasza pierwsza rozgrywająca, ale wydaje mi się, że w tym meczu potrafiłyśmy sobie również z tym poradzić co jest bardzo budujące i z tego jestem bardzo zadowolona. Jestem również dumna z całego zespołu, że pomimo bardzo ciężkiej sytuacji naprawdę udźwignęłyśmy ciężar tej kontuzji naszej Julki – naszej pierwszej rozgrywającej. 

W trzeciej partii miałyście spore problemy w przyjęciu i nie mogłyście skończyć akcji. Czy to spowodowało że nie dałyście rady zwyciężyć? 

Myślę, że bardzo duża ilość błędów przeważyła tutaj i nie pomogła nam, żeby zwyciężyć w trzeciej partii. Za to zespół z Radomia zagrał tak naprawdę bezbłędnie, pewnie w każdym elemencie, więc myślę że ten trzeci set to zdecydowana dominacja Radomki.

Na czwartego seta trener zmienił trochę skład. Udało wam się doprowadzić do tie- breaka, co poprawiłyście? 

Patrząc na postawę i dyspozycję trzeciego seta to tak naprawdę zmieniłyśmy wszystko i to cieszy, że potrafiłyśmy się odnaleźć i powrócić ponownie do dobrej gry w nowym ustawieniu i nowym składzie, więc bardzo się cieszę z tego powodu, bo doprowadzenie do tie-breaka w zaistniałej sytuacji na pewno było dla nas czymś o co walczyłyśmy. 

Tie-break lepiej zaczęły Radomianki, nie mogłyście dogonić rywalek. Można powiedzieć że Radomianki przełamały złą passę przegranych z wami. Znalazły na was patent czy może też kontuzja „pomogła” rywalkom? 

Do tej pory często wygrywałyśmy z Radomiem, ale czy to, że znalazły na nas jakiś patent, nie wiem to był po prostu bardzo wymagający mecz, myślę, że dla obu stron. Oba zespoły walczyły do samego końca, oba zespoły pokazały się z dobrej i ze złej strony. My może znalazłyśmy się w troszeczkę bardziej wymagającej sytuacji ze względu właśnie na kontuzję, ale wydaje mi się, że po prostu na takim poziomie, gdzie dwa zespoły są umiejętnościami praktycznie takie same tutaj już decydują detale i w tych detalach po prostu wygrała Radomka. 

Trzeba wam oddać że mimo kontuzji zagraliście dobry mecz i się postawiłyście rywalkom.  Z czego jesteś najbardziej zadowolona?

Na pewno budujące jest to, że potrafiłyśmy się z ciężkiej sytuacji podnieść i mimo wszystko grać dobrą siatkówkę, swoją siatkówkę pomimo braku naszej pierwszej rozgrywającej. Każda walczyła, zostawiła na boisku całe serce i jestem bardzo dumna z całego zespołu, że w ten sposób potrafiłyśmy się zachować i odnaleźć w tej ciężkiej sytuacji.

Kolejny mecz zagracie z Developresem Rzeszów, to nie będzie łatwe spotkanie. Na co się nastawiacie? 

Oczywiście że to nie będzie łatwe spotkanie a Rzeszów to bardzo dobry zespół, tak naprawdę większość dziewczyn jest w kadrze narodowej naszego kraju więc no na pewno to będzie wymagający przeciwnik, ale w tej lidze może się wydarzyć wszystko i wielokrotnie każdy z zespołów nawet wyżej położonych w tabeli od nas pokazał się i z dobrej strony i ze złej strony więc różnie może to wyglądać. Na pewno łatwo skóry nie sprzedamy i będziemy walczyły w tym spotkaniu. 

 

Rozmawiała Zuzanna Żeleźnik

Źródło: informacja własna, fot. UNI Opole